Dlaczego czytamy baśnie, bajki i legendy?
----- Reklama -----
Zbyszek Kruczalak

Zbyszek Kruczalak


www.domksiazki.com

Udostępnij swoim znajomym:

„Księżniczka na ich widok wzięła moje dłonie w swoje ręce i wyszeptała rozpromieniona: - Jeśli coś kochamy, musimy to przekląć, zabić albo z tym walczyć” (Ango Sakaguchi, Wielkouchy i księżniczka Długiej Nocy).

No właśnie, dlaczego czytamy baśnie, bajki i legendy? Żeby przestraszać dzieci i samych siebie?

- Przeczytam ci teraz piękną baśń o biednej dziewczynce sprzedającej zapałki, która umarła z głodu i zimna. Naprawdę! Super historia z radosnym i pozytywnym przesłaniem, idealna na ukojenie nerwów tuż przed położeniem się spać. Totalna relaksacja. Ale zastawny Grimmów, Andresena i Perraulta – albo może jeszcze nie. Na chwilę zostańmy jeszcze z mistrzami europejskiej bajki i baśni i przyjrzyjmy się bliżej kojącym nerwy historiom, generalnie przeznaczonym raczej dla młodych ludzi. To oni przecież najbardziej pragną poczucia bezpieczeństwa – dlaczego więc mielibyśmy ich chronić przed okrucieństwem, zbrodniami, perwersjami i wszelką literacką makabrą? Dajmy im zatem popalić, a jest czym!

„Najlepszym przykładem jest baśń o dzieciach, które bawiły się w rzeźnię (Bracia Grimm). Kończy się śmiercią wszystkich członków rodziny w stylu rodem z antycznej tragedii: brat podrzyna gardło bratu udającemu świnię, matka ze złości zabija syna-mordercę, w tym czasie tonie niedopilnowane trzecie dziecko, a na koniec matka i ojciec z rozpaczy popełniają samobójstwo. Powodzenia w opowiadaniu tej historii dzieciom. A teraz zostawiam was z sześcioma innymi baśniami, które mogłyby makabrą konkurować ze współczesnymi horrorami.

Drzewo jałowca

Przerażająca baśń, w której zła macocha najpierw pozbawia przybranego syna głowy, spuszczając mu na nią ciężkie wieko skrzyni, a potem sadza go na fotelu, przywiązuje mu głowę z powrotem do szyi i wkłada jabłko do ręki. Każe córce poprosić brata o owoc, a jeśli nie będzie chciał oddać, najlepiej wymierzyć mu kuksańca w ucho. Gdy głowa odpada, przerażona córka biegnie powiedzieć o tym matce, a ta postanawia… porąbać ciało chłopca na kawałki i nagotować z niego gulaszu, a następnie – tak! dobrze się domyślacie! – podać ojcu, któremu gęsty od soczystych kawałków mięsa gulasz bardzo smakuje. Zjadanie dzieci to częsty motyw w baśniach, o czym się zaraz przekonacie.

Mała syrenka

W tej bardzo znanej baśni Hansa Christiana Andersena mamy do czynienia z nieco mniej „bajkową” historią niż w wersji spopularyzowanej przez Disneya. Okazuje się, że chodzenie na świeżo zyskanych nogach nie jest łatwe ani przyjemne – wręcz przeciwnie, powoduje ogromny ból. W dodatku syrenka może uratować się tylko przez zabicie księcia (który, notabene, ożenił się z inną), lecz nie robi tego i zostaje zmieniona w morską pianę.

Ptak Fitchera

Tutaj mamy do czynienia z wariacją na temat przyszłego męża, który okazuje się trzymać w zamkniętym pomieszczeniu trupy. Motyw ten pojawia się też np. w „Sinobrodym”. Fitcher zwabia do swojego domu młodą dziewczynę, która ma zostać jego żoną. Pewnego dnia każe jej pod jego nieobecność zaopiekować się jajkiem i strzec go jak oka w głowie, jednocześnie pod żadnym pozorem nie wchodzić do zamkniętego pokoju. Dziewczyna oczywiście nie jest w stanie się oprzeć i wchodzi do tego pomieszczenia, a tam znajduje wannę wypełnioną kawałkami porąbanych ciał. Gdy się pochyla, jajko wpada między członki i brudzi się od krwi, której nie da się zmyć. W ten sposób Fitcher wie, że narzeczona go oszukała. Tak samo postępuje z siostrą dziewczyny – ona też wchodzi do zakazanego pokoju i odkrywa zwłoki. Dopiero trzecia siostra jest na tyle przebiegła, by jajko przed wejściem do pokoju schować w szafce w kuchni. W wannie odkrywa rozczłonkowane ciała sióstr. Postanawia je złożyć, żeby z ich pomocą zemścić się na niedoszłym małżonku. Dalszej części nie streszczę; dość powiedzieć, że na koniec wszyscy spłonęli żywcem w domu Fitchera, łącznie z tymi, którzy przyszli na pomoc ostatniej siostrze. Bo po co kończyć baśń happy endem, nuda.” (w: 6 najokrutniejszych baśni, za: carpenoctem.pl)

Dajmy jednakowoż dzieciom trochę wytchnienia, w końcu nie chcemy, żeby wszystkie leciały na prozacu i przerzućmy się w rejony baśniowych historii dla dorosłych. Dla wyjaśnienia, nie są to opowiadania czy nowele podszyte wyuzdanym seksem, czy pornografią. Aczkolwiek, czasami, w domyśle…

Ango Sakaguchi zabiera nas w podróż do Tokio, a potem do siedziby klanu Długiej Nocy. Po co? Żeby nas zestresować makabrycznie. Rozbójnik ścina ludzkie głowy na potęgę, by zadowolić swą, nigdy niczym nieusatysfakcjonowaną, ukochaną kobietę, którą nota bene porwał dla siebie w jednym z wielu rozbojów. Ścięte głowy to jest to, one sprawiają, że w końcu kobieta jest szczęśliwa. Bawi się nimi godzinami. Żeby było jeszcze ciekawiej i przyjemniej, okazuje się, że ona jest demonem i owładnęła rozbójnikiem opętańczo. Tak bardzo, że dusi ją i jednocześnie pragnie, by żyła. Razem roztapiają się w puchu kwiatów wiśni w pełnym rozkwicie. Totalna anihilacja w totalnej, zimnej samotności. Coś nam to może przypomina? Nie? A może jednak?

Fatalne zauroczenie, niekończone pasmo żądań i poczucie nieustannego niespełnienia. Jedna i druga strona żyje w toksycznym matrixie, z którego trzeba uciekać, ale nie bardzo wiadomo jak i gdzie. Może do mamusi? Ale przecież go/ją kocham! Zostaje na szczęście jedno wyjście W lesie pod wiśniami w pełnym rozkwicie – udusić demona! Ale jak go udusimy, to wpuścimy się z kolei w tragiczny konflikt znamy z tragedii greckich, a kto chciałby być miotany fatum? Już znacznie wygodniej ograniczyć swą rolę do przewodnika chóru i komentować – to nam zawsze łatwo przychodzi.

Druga baśń ze zbioru Ango Sakaguchi’ego jest jeszcze bardziej o tym, co tu i teraz, bo jak wiadomo, baśnie są w swej istocie o tym, co tu i teraz, mimo że zawsze dzieją się za górami i za lasami, niekoniecznie siedmioma. Młody i okrutnie brzydki, super utalentowany rzeźbiarz ma stworzyć posążek Buddy do ołtarzyka super pięknej księżniczki, która cudnie się uśmiecha. Cały zresztą ambaras jest z tym uśmiechem. Młodziak się zakochuje bezprzytomnie i wygrywa w konkursie na najdoskonalszą statuetkę Buddy. Ale dlaczego wygrywa? Bo spełnia oczekiwania księżniczki o magicznym uśmiechu i zamiast boskiego Buddy, rzeźbi wyobrażenie demona, tak poruszające, że aż porażające, między innymi dlatego, że unurzane w krwi węży, którą nie tylko demon jest spryskiwany, ale też którą oboje piją namiętnie i litrami, bo są od siebie toksycznie czy raczej demonicznie uzależnieni.

Nie dosyć, że chłopakowi odcięto te wielkie ponad miarę uszy (w końcu nie bez przysłowiowego Kozery nazywano go Kłapouchem), to jeszcze skazał się sam na kolejny projekt rzeźbienia postaci samej księżniczki, a w rzeczy samej jej tajemniczego, obezwładniającego i śmiercionośnego uśmiechu, od którego stał się kompletnie zależny, i który go totalnie pogrążył w makabrach uczuciowych. Tak czy owak, a jakże by inaczej, wybucha tam zaraza ospy, totalna pandemia, która pochłania jedną piątą mieszkańców. I co? Okazuje się, że nie szczepionki, ale figura demona, która wygrała rzeczony konkurs, rzeźbiona w szale namiętności i obficie skrapiana wężową krwią, przydała się rewelacyjnie w opanowywaniu pandemii. Ale księżniczka nie jest do końca tym zachwycona, trochę mniej się uśmiecha, bo po prostu lubi, jak ludzie umierają. Lubi śmierć. Uśmiecha się niewinnie, cudnie i uwodzicielsko, ale to tylko złudzenie. W istocie jej uśmiech jest śmiercionośny. A skoro tak, to trzeba ją zabić. No i tak się dzieje. Rzeźbiarz tak się przejął odbieraniem jej życia, że jak już ją zasztyletował, to zemdlał trzymając ją martwą w ramionach. Piękne? Nawet bardzo! W końcu we wszystkich nas siedzi jakiś demon, ale nie wszyscy potrafimy go unaocznić, bo i też nie wszyscy jesteśmy rzeźbiarzami. Może właśnie dlatego czytamy baśnie, bajki i legendy.

Zbyszek Kruczalak