Zakupy, decyzje, dylematy…
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

W odmienionych warunkach życie nasze wygląda inaczej. Żadne odkrycie. Choć każdy tego doświadcza, to jednak w inny sposób. Też nic nowego. Co łączy wiele osób, to zetknięcie z problemami dotąd nieistniejącymi. Albo niezauważanymi na co dzień. Lub wydawałoby się dawno rozwiązanymi.

Weźmy taki papier toaletowy. Kiedy był dostępny wszędzie w dużej ilości i wielkim wyborze, każdy miał mniej więcej określone parametry, których trzymał się podczas zakupów. Mało kto zastanawiał się, o ile kupowany przez niego jest lepszy od kupowanego przez innych. Albo gorszy. Teraz, kiedy stał się towarem poszukiwanym, wiele osób zdało sobie sprawę, jak ważny jest wybór właściwego.

W wielkim sklepie, gdzie najbardziej pustymi i smutnymi wśród półek są te pozostałe po środkach dezynfekujących, niewielka kolejka ustawiła się przed młodym mężczyzną wydającym klientom po jednej zgrzewce papieru toaletowego. Wszyscy z niecierpliwością oczekiwali na przydział, z wyjątkiem przechodzącej obok kobiety.

- Charmin?! Nie ma gorszego? Wolałabym użyć listka.

Zdezorientowani klienci popatrzyli po sobie, najwyraźniej nikt nie podzielał jej opinii i nie preferował listków zamiast nawet słabej jakości papieru. Kilka osób przyznało jednak, że zwykle kupuje innej firmy, choćby Cottonelle. Ktoś zapytał, o jaki listek chodzi. Ktoś odpowiedział, że pewnie palmowy. Ktoś się zaśmiał. Ktoś inny oburzył. Ktoś chciał coś powiedzieć i zaczął zdejmować maskę, która najwyraźniej mu w tym przeszkadzała i został brutalnie za to przez pozostałych objechany. Znów pojawiły się więc uśmiechy. Gdyby nie było to wnętrze sklepu, pomyśleć by można, że to spotkanie dobrych znajomych. Nikt jednak nie zrezygnował z przydziału. Bo żaden z klientów nie mógł sobie na to pozwolić. Otóż koneserem papieru toaletowego można być w sytuacji, gdy ma się zapas ulubionego w domu.

W innej części tego samego sklepu, na dziale z wędlinami i serem, zainteresowanie produktami niewielkie. Okazuje się, że powodem jest pewien pracownik. Jakaś rotacja jest, albo system pracy, która sprawia że te same osoby co chwilę pracują w innymi miejscu. Teraz układasz banany, za chwilę stoisz w kasie, potem kroisz wędliny i ser. Klienci zauważyli, że obowiązkowa maska na twarz zakrywa mu tylko usta, pozostawiając słusznych rozmiarów nos na zewnątrz. Krojąc wędlinę dmucha więc na nią ze świstem. Niektórym się to nie podoba. Nikt jednak nie mówi ani słowa. Wolą tego dnia zrezygnować z takiej dmuchanej szynki, niż narażać się na nieprzyjemność zwrócenia komuś uwagi. Według mnie to szlachetna postawa, choć nie do końca właściwa.

Wiele osób zauważyło w dużych sklepach znaki na podłodze, zwłaszcza w alejkach między półkami. Pojawiły się tam niedawno i służą do regulacji kierunku ruchu, podobnie jak znaki drogowe na ulicach jednokierunkowych. Pomysł dobry, ale pod warunkiem, że wszyscy dostosują się do zaleceń dotyczących kierunku. Pewnego dnia wędrowałem taką alejką, zresztą zgodnie ze wskazaniem strzałek na podłodze. Z naprzeciwka w moim kierunku toczył się wielki, wyładowany po brzegi wózek, zza którego widać było głowę kierowcy. Starsza pani albo nie zauważyła strzałek, albo je świadomie… zbagatelizowała. Stanęliśmy naprzeciw siebie, bez możliwości wyminięcia się na małej przestrzeni. Co teraz? Ustąpić ze względu na wiek, nawet jeśli poruszała się niezgodnie z kodeksem ruchu drogowego? Jakiś kompromis? Negocjacje? Bez słowa wróciłem tyłem do początku alejki. Liczyłem na krótkie "dziękuję". Gdzieee taaam…

W związku z zakupami w dobie pandemii wywiązała się w internecie dyskusja na temat właściwego sposobu rozpakowania produktów. To, co jest myte i czym, a co pozostawione na kilka dni w spokoju, mało jest interesujące. Najciekawszy jest wątek dotyczący miejsca i odpowiedniego ubioru, zwłaszcza obuwia. Większość ludzi odkryła niedawno, że posiadanie butów domowych i na takich na zewnątrz ma sens. Wcześniej podziałów takich w wielu domach nie było, bo po co. Jednak w dobie wirusa nikt przy zdrowych zmysłach nie wejdzie do kuchni w trampkach, w których właśnie chodził po sklepie razem z setką innych osób. Pojawiło się więc pytanie, czy garaż, w którym wiele osób opróżnia siatki z zakupami, jest wnętrzem domu, strefą przejściową, czy też powinien być zakwalifikowany jako przestrzeń zewnętrzna. Czy buty zmieniać przed wejściem do garażu, czy przed przejściem z niego do środka domu. Sprawa prosta, gdy garaż jest wolno stojący. Ale jeśli przylega do budynku mieszkalnego? Samochody w końcu oponek nie zmieniają przed wjazdem, ale z drugiej strony w dzisiejszych czasach bezpieczniej jest położyć się na środku ulicy, niż na podłodze sklepu spożywczego…

I tak każdego dnia uważna osoba znajdzie dziesiątki nierozwiązanych dotąd problemów. Z samych zakupów, jak widać, powrócić można z pięcioma nowymi. Zwłaszcza, gdy po zrealizowaniu planu, czyli znalezieniu większości widniejących na liście produktów ustawiasz się do kasy, a tam przed tobą, ze zgrzewką papieru Charmin, stoi pani, co wolałaby listki palmowe, a w kasie dotykając i przekładając wszystko co zgromadziłeś, pomaga ci pan z nosem poza maską.

Miłego weekendu

Rafał Jurak
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

  

Udostępnij swoim znajomym: