Komu świeże warzywa, komu…?
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----
Anna Czerwińska

Anna Czerwińska


Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Udostępnij swoim znajomym:

Każdego lata w wielu miastach różnych stanów organizowane są targi farmerskie, gdzie można z powodzeniem zaopatrzyć się w super świeże warzywa, owoce, nabiał, mięso, pieczywo... Przy okazji można też zjeść coś ciekawego, przygotowanego przez farmerów bądź okolicznych restauratorów, przy czym zwykle serwują oni coś specjalnego, co trudno później znaleźć w ich menu.

W tym roku wszystkie dania gorące - wyłącznie na wynos ze względu na pandemię; całe szczęście farmers market działają normalnie, przy drobnych obostrzeniach sytuacyjnych.

W Portland (Oregon) na terenie stanowego Uniwersytetu (Portland State University) już dzisiaj przygotowywane są stragany, namioty, stoły na jutrzejsze targowisko i pyszne dania, na które czekają tysiące kupujących, szefów kuchni,  turystów z całego świata. Przychodzą co tydzień, wszak farmerzy wystawiają swoje dobra na sprzedaż w każdą sobotę roku, w godzinach przedpołudniowych. Tak się dzieje od dwudziestu czterech lat. Obecnie jest to jeden z największych targów farmerskich w Stanach Zjednoczonych.

Bywa tam wyśmienita pizza, baranina z prawdziwego barana, a doprawiona tak, że nie do końca wiadomo, jakie to mięsiwo, owoce morza w dużym wyborze, wśród sałatkowych propozycji - moja ulubiona sałatka melonowa... Pycha! No i ciasta... W okresie letnim – pieczone owoce pod biszkoptowym lub kruchym ciastem z lodami waniliowymi.

 Jeśli ktoś zawita w te rejony porą letnią lub każdą inną – polecam z pełną odpowiedzialnością.

Jutro też farmerski bazarek w największym mieście stanu Pensylwania. Filadelfia ma swój Headhouse Square, a tam znane w całym stanie "Headhouse Market", zakwitający kolorowymi kwiatami, oczarowujący zapachem melisy, czosnku, szczypiorku czy niebywale słodkich truskawek lub innych sezonowych owoców. 

Szefowie kuchni przybędą najwcześniej. Pod różnobarwnymi parasolami, ocieniającymi pachnące produkty, będą zawierać odpowiednie dla ich restauracji transakcje. Przygotują też swoje propozycje dla tłumów młodych i starszych, i jeszcze starszych, którzy niebawem rozpoczną spacer między stoiskami pod Shambles - łukowatą galerią na świeżym powietrzu, pod którą ten rynek działa z przerwami od 1745 roku.

Stali klienci kupują tutaj większość cotygodniowych produktów. Mają "swoich" dostawców, znają ich z imienia, więc trudno się dziwić przytulaniom, pozdrowieniom, krótkim rozmowom, jak wśród starych znajomych... A na straganach jest niemal wszystko z podstawowych produktów spożywczych. Zgodnie z popytem, odpowiednia podaż. Jak to w biznesie winno bywać.

Jedni przychodzą tylko po chleb i kwiaty. Inni - po wszystko, co oferują vendors (sprzedający) - mięso, owoce morza, świeże warzywa i owoce, pieczywo, nabiał, rozsady do ogrodów, zioła w doniczkach... Amatorzy placków ziemniaczanych czy potraw z kiszonej kapusty skupią się wokół stoisk Amiszów. Bywają też pierogi, i to wcale nie polskie, a koreańskie „mandu”, smażone na miejscu czy chińskie prosto z „parownika”.

Mimo zapachów, smaków, śniadań i lunchów, spacerowicze i "zakupowicze" dostrzegają też bruk, kopułę, w której kiedyś dzwonił dzwonek, czerwoną cegłę siedziby głównej dawnej straży pożarnej (od jej nazwy pochodzi określenie dzielnicy i rynku). I postrzeganie dzisiejszego targowiska nabiera zupełnie innego ciężaru emocjonalnego, ponieważ tam, gdzie teraz przechadzają się spragnieni świeżych wypieków, warzyw i wspaniałych deserów, inni przechadzali się po raz pierwszy ponad 270 lat temu...

Co wówczas sprzedawano? Z pewnością świeże warzywa i owoce, bochny chleba, sery, nabiał. I oczywiście – od XIX wieku - precle, dowiezione do Ameryki przez emigrantów niemieckich, które do dziś stanowią znak rozpoznawczy Pensylwanii.  Pierwsza ich piekarnia powstała w miasteczku Lancaster. Powiat ten zamieszkiwany jest obecnie w dużej mierze przez Mennonitów i Amiszów. Tam też sprzedawano pierwsze ziemniaczane czipsy, wytwarzane ręcznie, smażone na prawdziwym smalcu!

A dzisiaj? Popularność zdobywa mrożony sernik z truskawkami i mrożone owoce w formie lodów, o których w kolejnej opowieści kulinarnej.

Sałatka z melona i pikantną granolą

SKŁADNIKI:
olej w spray'u
1/2 łyżeczki soli
1 białko
1/2 szklanki ziaren słonecznika
1/4 szklanki płatków owsianych
2 łyżki ziaren sezamu
1 łyżka cukru
1 1/2 łyżeczki kopru włoskiego
1 łyżeczka sproszkowanego chili (lub więcej)
2 łyżki oliwy z oliwek
1 łyżka octu balsamicznego
1 łyżka (płaska) miodu
Odrobina pieprzu cayenne
1/2 szklanki świeżej bazylii (opcjonalnie)
8 porcji pokrojonych melonów: cantaloupe i honey melon, bądź jednego z nich

PRZYGOTOWANIE:

  • piekarnik rozgrzać do 180 stopni C (350 stopni F); blaszkę wyłożyć papierem do pieczenia, spryskać olejem...
  • w średniej misce wymieszać białko z solą, do spienienia. Wrzucić ziarna słonecznika i kolejne pięć składników z chili włącznie. Wszystko dobrze wymieszać, wylać na blaszkę, piec 15 minut, mieszając raz po 10 minutach…
  • wyjąć z piecyka i całkowicie wystudzić...
  • w małej miseczce zmieszać olej, ocet i miód...
  • na talerzykach przygotować 8 porcji melona, każdą z nich polać sosem (1 1/2 łyżeczki), posypać granolą (1 1/2 łyżki) i bazylią (1 łyżeczka). 

Anna Czerwińska

wielbicielka muzyki klasycznej i dobrej literatury, amatorka gór i namiotu, podglądania życia od kuchni i innych obserwacji wszelkich na własny użytek.
Autorka blogów: o kuchni Stanów Zjednoczonych i… truflach czekoladowych
www.amerykanskiekulinaria.com
www.domowetrufle.com
kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.