W Szwecji śmieci nie są wyłącznie problemem do rozwiązania – w dużej mierze traktuje się je jako cenne źródło energii. Dzięki rozbudowanemu systemowi recyklingu i spalania odpadów do składowisk trafia tam dziś mniej niż 1 procent odpadów komunalnych. Reszta jest przetwarzana w sposób, który pozwala odzyskać surowce lub energię.
Model gospodarki odpadami w tym skandynawskim kraju od lat budzi zainteresowanie ekspertów z całego świata. Szwecja pokazuje, że przy odpowiedniej organizacji systemu i współpracy mieszkańców możliwe jest niemal całkowite odejście od tradycyjnych wysypisk śmieci.
Energia ze śmieci
Szwedzki system gospodarowania odpadami opiera się na dwóch głównych filarach: recyklingu oraz spalaniu odpadów w specjalnych elektrociepłowniach. Około 49 procent śmieci trafia do ponownego przetworzenia. Kolejne 50 procent jest spalane w instalacjach typu waste-to-energy, które wykorzystują ciepło powstające podczas spalania do produkcji energii.
Proces ten działa podobnie jak w tradycyjnych elektrowniach wykorzystujących węgiel lub gaz. Różnica polega na tym, że zamiast paliw kopalnych używane są odpady komunalne. Wytwarzane w ten sposób ciepło zasila systemy ogrzewania miejskiego, a część energii trafia także do sieci elektrycznej.
Choć energia ze spalania odpadów stanowi jedynie niewielki fragment całkowitej produkcji prądu w kraju, system ten pełni ważną rolę w gospodarce odpadami. Większość energii elektrycznej w Szwecji pochodzi bowiem z innych źródeł: elektrowni jądrowych, wodnych i wiatrowych, które razem odpowiadają za około 90 procent produkcji energii.
Skuteczność systemu jest tak duża, że Szwecja sprowadza odpady z innych państw europejskich, aby utrzymać stałą pracę swoich instalacji do spalania śmieci.
Czy spalanie śmieci to dobre rozwiązanie?
Nie wszyscy eksperci środowiskowi są jednak entuzjastami tego modelu. Krytycy zwracają uwagę, że spalanie odpadów – nawet w nowoczesnych instalacjach – powoduje emisję zanieczyszczeń do atmosfery. Ich zdaniem nie rozwiązuje to również podstawowego problemu, jakim jest nadmierna produkcja odpadów, szczególnie plastików wytwarzanych z paliw kopalnych.
Wielu specjalistów podkreśla więc, że spalarnie powinny być jedynie elementem szerszej strategii, której najważniejszym celem pozostaje ograniczanie ilości odpadów oraz zwiększanie poziomu recyklingu.
System, który zmienił zachowania
Jednym z fundamentów sukcesu Szwecji jest system depozytowy znany jako „pant”. Wprowadzono go w 1984 roku dla aluminiowych puszek, a dekadę później objął również plastikowe butelki.
W praktyce działa to bardzo prosto. W sklepach znajdują się automaty przyjmujące zużyte opakowania. Po ich oddaniu maszyna drukuje kupon, który można wykorzystać przy zakupach w sklepie. Dzięki temu mieszkańcy mają finansową motywację do zwracania opakowań zamiast wyrzucania ich do kosza.
System ten okazał się niezwykle skuteczny. W 2020 roku w Szwecji udało się poddać recyklingowi aż 94 procent szkła oraz 78 procent papieru. Władze kraju od lat podkreślają, że celem jest gospodarka niemal całkowicie bezodpadowa – tak zwane „zero waste”.
Liczby, które pokazują skalę zjawiska
Szwedzki system przetwarzania odpadów obejmuje dziś 34 elektrownie typu waste-to-energy, które spalają odpady i wytwarzają z nich energię.
Kraj liczy około 10,6 miliona mieszkańców, a mimo to jego infrastruktura przetwarzania śmieci jest na tyle rozwinięta, że może przyjmować odpady także z zagranicy.
Tymczasem globalna skala problemu śmieci jest ogromna. Szacuje się, że na świecie każdego dnia powstaje około 3,5 miliona ton odpadów.
Szwedzki model nie jest pozbawiony kontrowersji, ale pokazuje, jak bardzo systemowe podejście do gospodarki odpadami może zmienić sposób myślenia o śmieciach. W kraju tym odpady przestały być jedynie problemem – stały się także zasobem, który można ponownie wykorzystać.