Ale weekend!
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Zaczynamy już w piątek, 2 lipca, obchodząc światowy dzień UFO. Oczywiście tłumacząc na nasze, to będzie NOL, czyli Niezidentyfikowany Obiekt Latający. Tak, też na co dzień używam obcej formy, ale przynajmniej wiem jak poprawnie powinno to brzmieć. Dlatego też nie ufoludki, tylko noludki.

Datę tę wybrano nie po to, by zepsuć obchody Dnia Niepodległości, ale ze względu na wydarzenie w Roswell, gdzie właśnie tego dnia przed laty coś się rozbiło na pustyni. Cokolwiek to było, zaowocowało fajnymi filmami, książkami i pokrewnymi teoriami. Warto jeszcze wspomnieć, iż wiara w UFO/NOL pozostaje wciąż poza wpływami religii i polityków. To jeden z niewielu już obszarów naszego życia, w równym stopniu wyznawany lub wyśmiewany przez przedstawicieli obydwu nurtów politycznych w USA. To ważne, bo nawet owoce uległy polaryzacji - ostatnio w sklepie widziałem i słyszałem panią pytającą obsługę, czy mają prawdziwe truskawki, a nie z wrogiego Meksyku i nie z liberalnej Kalifornii. Obsługa zrobiła oczy, jakby stanął przed nimi noludek.

Może i stanął, gdyż niedawny raport Pentagonu wyraźnie mówi, że coś nam po niebie lata. Na 144 opisane przypadki wojskowi naukowcy nie byli w stanie wyjaśnić aż 143. Poza tym coraz bardziej wierzę, że nie tylko latają, ale obce cywilizacje wręcz nas infiltrują. Spójrzcie na Kongres lub programy telewizyjne, od rozrywkowych po polityczne. Nie z tej Ziemi!

Również w piątek mamy dziwne święto o nazwie "Zapomniałem!". Chodzi o to, że przeciętny człowiek ma dziennie około 70 tysięcy myśli, z czego większość mu umyka. Nie powinniśmy więc martwić się, jeśli czegoś nie pamiętamy. Stąd taki dzień... pamięci. Pomysłodawcy zachęcają, by tego dnia wyłączyć się i odprężyć. O niczym nie myśleć. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić, przecież to Światowy Dzień UFO.

W sobotę, 3 lipca, urodziny obchodzić będzie Tom Cruise. Aktor. Oczywiście nikt poza nim i jego bliskimi nie zamierza w szczególny sposób tego świętować. Warto się jednak zastanowić, czy on też nie jest noludkiem. Wciąż wygląda na trzydziestoparolatka, choć urodził się w 1962 roku.

Jeśli ktoś ma w domu lustro, powinien w sobotę sprawić mu komplement. Bo to taki dzień - Compliment Your Mirror Day. Podobno jako społeczeństwo cierpimy na niską samoocenę, więc mamy stojąc przed lustrem powiedzieć sobie coś miłego. Choć przeglądając media społecznościowe nie zauważam, by ktokolwiek żałował sobie pochwał, to co nam szkodzi, powiedzmy sobie tego dnia komplement.

Najbliższa sobota to również Dzień Fasoli, święto przypominające nam o konieczności włączenia roślin strączkowych do naszej diety. Mimo hucznych obchodów, rośliny strączkowe pozostają mniej popularne od czekolady, nad czym ubolewają dietetycy.

Po tym wstępie rozpoczynamy weekend właściwy, bo 4 lipca w USA obchodzimy Dzień Niepodległości. To nie tylko piwo i hot dogi, ale również hamburgery i sondaże. Ostatnie wskazują, iż zaledwie połowa mieszkańców tego kraju potrafi wskazać rok 1776 jako datę podpisania Deklaracji Niepodległości. Badanie wskazało też, że im młodszy respondent, tym wiedzy na ten temat mniej. Rok jest mniej znany, ale przynajmniej 76 proc. wie, iż niepodległość uzyskana została od Wielkiej Brytanii, pozostali wskazywali na Meksyk, Kanadę, Europę, Rosję... nie, jednak najczęściej na Meksyk. Badacze podejrzewają, że to niewiedza podwójna, czyli iż większość badanych po prostu nie mogła przypomnieć sobie nazwy żadnego innego kraju.

Wszystkie te tematy będziemy mogli poruszyć w gronie bliskich przy weekendowym grillu. To absolutna tradycja, choć też w niektórych rejonach kraju zaczyna się mówić o upadających obyczajach. Bo zamiast hamburgera i piwa coraz więcej osób 4 lipca wybiera pieczone na węglach warzywa, niskokaloryczne sałatki i gazowane napoje z dodatkiem alkoholu. Nie psujmy sobie jednak humoru. Na razie to nieliczni.

Utrudzeni przygotowaniami i intensywnym świętowaniem różnych okazji zrealizujemy w ten weekend jeszcze jeden, obowiązkowy punkt programu - fajerwerki! Ponieważ wiele miasteczek wciąż ich w tym roku nie organizuje, w miastach, które zainwestowały w pokazy, ludu będzie zatrzęsienie. Dlatego wielu, jak rok temu, przemyciło ich nieco z innych stanów, zwykle z Wisconsin i Indiany. Instrukcja mówi, by tu położyć, a tu zapalić. Nie mówi jednak, czy one będą strzelały, latały, czy od razu wybuchną na wszystkie strony. Jak zwykle nas zaskoczą. Ogłuszeni, czasami nieco poparzeni, ale zadowoleni z ekstra dnia wolnego zakończymy dzień. Pozostanie nam poniedziałek na wypoczynek i podleczenie zdrowia. Na szczęście to dzień naprawdę fajny - kalendarz pokazuje, iż w tym roku 5 lipca wypada National Bikini Day! Podobno pogoda dopisze, więc wszyscy powinni być zadowoleni.

Miłego weekendu.

Rafał Jurak
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.