Lianke, Kafka i Marquez w mitorealistycznym zawikłaniu
----- Reklama -----
Zbyszek Kruczalak

Zbyszek Kruczalak


www.domksiazki.com

Udostępnij swoim znajomym:

Mitorealizm to termin i koncepcja literackiego postrzegania chińskiej rzeczywistości, wymyślona, a potem przetworzona artystycznie przez Yana Lianke w jego powieściach. Pisze o niej we wstępie do Kronik Eksplozji. Wyłącznie chiński aspekt tego pojęcia jest jednakowoż ułudą i zbędnym, a raczej niekoniecznym, ograniczeniem interpretacyjnym. Mitorealizm bowiem jest kategorią obejmującą swym zasięgiem wszystko to, co streszcza się w paranoicznie obezwładniającym pytaniu: dlaczego dwa plus dwa niekoniecznie jest cztery, a jeśli już to dla kogo, gdzie i po co?

Lianke w swym genialnym skrócie myślowym dotknął istoty współczesności i to absolutnie nieredukowalnej jedynie do tego, co chińskie, czy też temu jedynie przynależne. Raczej poprzez rozgarnięcie chińskiego splątania, pozwala nam Yan Lianke dostrzec fenomen powszechnej akceptacji absurdu i ucieczkę od, wydawałoby się powszechnie uznanego twierdzenia, iż dwa plus dwa równa się cztery.

Mito-realizm już samym swym oksymoronicznym znaczeniem odsyła nas ku realizmowi magicznemu, którego idealnym wcieleniem jest Marqueza Sto lat samotności, ze swoim niebywałym Macondo. To tam dzieją się rzeczy niemożliwe, a przecież stanowiące o tym, co możliwe. Zaburzone w świecie Macondo relacje przyczyny i skutku wyrzucają nas w inną, nie bajkową, a raczej możliwą, niemożliwość. To zapętlenie pozwala nam dostrzec to, co jest zakryte w niezakłóconych układach powieści realistycznej, czy jeszcze bardziej naturalistycznej, w których związki teleologiczne są nienaruszalne i stanowią o sensie takich opowieści. Cóż to byłaby za Nana, która rozmawia z duchami, czy Germinal z lewitującymi górnikami?

Marquez stworzył Macondo, gdzie lewitacje są na porządku dziennym i przenikanie w inne i z innych wymiarów jest tak oczywiste, jak słońce. Trochę inaczej tę przyczynowość i skutkowość pomieszał Kafka, którego Lianke również przywołuje w kontekście swego konceptu powieści mitorealistycznej. W Zamku czy Procesie nie ma wprawdzie żyjących umarłych, nie spadają z nieba martwe ptaki w ilościach zastraszających i nie pada deszcz tak długo, by wszystko pokryła mgła wilgoci, pleśni i mchu, ale jest coś, czego nie ma, a przecież wszyscy wiemy, że to jest. Czytając teksty Kafki, pozostajemy w zawieszeniu obezwładniającego przerażeniem oczekiwania i bezradności. Dlaczego? Ponieważ, jak pisze Lianke, zdajemy sobie sprawę, że „skutek pozostał, ale przyczyna uległą zatarciu” (s.9) Mamy do czynienia z logicznym niedopełnieniem, czy raczej niedookreśleniem, mamy „więc bez ponieważ”.

Yan Lianke potrafi w niezwykły sposób balansować w swych powieściach pomiędzy kafkowskim „więc bez ponieważ” i marquezowską „półprzyczynowością”, w której „powracająca przyczyna nie jest idealnie proporcjonalna do skutku, jak w realizmie”. (s.9) Widać to szczególnie wyraźnie i czasem drastycznie w Kranikach Eksplozji i Czteroksięgu. Ta ostatnia powieść jest wyjątkowo i bardzo szczególnie skonstruowana, dając czytelnikowi nieskończone możliwości interpretacyjne, poprzez swą chrześcijanką i totalitarną symbolikę manipulowania rzeczywistością maoistycznego obozu reedukacji dla intelektualistów. Czteroksiąg jest bliższy kafkowskiemu absurdowi, aczkolwiek w specyficznym odwróceniu. Tu bowiem „więc” jest wyraźnie uwarunkowane przez zmanipulowane politycznie „ponieważ”, co w żaden sposób nie odbiera mu jeszcze bardziej porażającego wymiaru absurdu, co widać drastycznie choćby w niebywałej, a przecież zaistniałej i udokumentowanej, partyjnej kampanii stu kwiatów, przetransponowanej w Czteroksięgu we współzawodnictwo o większą ilość wyciętych z papieru kwiatów, przyznawanych w nagrodę za posłuszeństwo.

Jeszcze inaczej akcenty marquezowskiej „półprzyczynowości” i kafkowskiego „więc bez ponieważ” rozkładają się w Kronikach Eksplozji. Tu rzeczywiście i wprost możemy znaleźć i dotknąć paranoi czającej się w rzeczywistości definiowanej przez koncept polityczny i ekonomiczny, w którym dwa plus dwa niekoniecznie równa się cztery. Jak pisze Lianke we wstępie do Kronik:

„…mamy dziś w Chinach nierzeczywistą rzeczywistość, nieistniejące istnienie, niemożliwe możliwe. Świat, w którym rządzą dziwne prawidłowości, niewidzialne i nienamacalne. Nową logikę i nowy rozsądek. Stan, który można określić jako mitorealność. Owa mitorealność początkowo budziła w Chińczykach zdziwienie i zasiewała wątpliwości, potem stałą się codziennością, do której powoli przywykli, aż w końcu całkowicie na nią zobojętnieli, akceptują ją, a nawet identyfikują się z nią” (s.6/7).

Co stanowi o mitorealiźmie, poza oczywistą oczywistością, że dwa plus dwa nie jest cztery? Jedną z odpowiedzi, która już nie zestawia mitorealizmu z realizmem magicznym, czy kafkowskim absurdem istnienia jest „prosta jak cep logika współczesnej przynależności [która] wynika z żelaznej logiki nowoczesnego konfliktu między dwiema siłami: dośrodkowej siły narodu i odśrodkowej siły kapitału.”(za: M.P. Markowski, w: Kosmopolici wszystkich krajów gońcie się, Pismo, nr 12, 2020). Wioska Ding opustoszała po szaleństwie bogacenia się w ramach państwowej, czyli politycznej, akcji sprzedaży krwi. Wszyscy umarli, a całą opowieść Snu wioski Ding słyszymy zza grobu, z ust otrutego dziecka. Krew to pieniądz i śmierć jednocześnie, co w zestawieniu z głęboko chińskim przekonaniem, że krew to bezcenna energia życia, rzuca nas wprost w opary niepojętego absurdu.

Jeszcze ostrzej ten absurdalny wymiar współczesności widać w Kronikach Eksplozji, gdzie bogactwo i ekonomiczny rozwój mają swe korzenie w tym, co nielegalne i niemoralne. Nierozwiązywalne zapętlenie tradycji i nowoczesności, zawieszone w nieprzewidywalnych decyzjach politycznych tych, którzy rządzą, w istocie sprowadza się do wspomnianego konfliktu narodu i kapitału:

„Naród definiuje rzeczywistość poprzez wykluczenie, kapitał - przez inkluzję. Naród może zamknąć granice, kapitał nie może. Naród zwraca uwagę na pochodzenie, kapitał myśli tylko o przyszłości. Naród odwołuje się do wartości moralnych, kapitał do wartości wymiernych”. (w: tamże) Ten mitorealistyczny koktajl nierozwiązywalnego zapętlenia ma wyraźnie coś z Mołotowa. Jedno jest oczywiste - Sen wioski Ding i Kroniki Eksplozji to w tylko pozornie opowieści wyłącznie o chińskiej rzeczywistości.

Zbyszek Kruczalak