----- Reklama -----

Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa

----- Reklama -----
Rafał Jurak

Rafał Jurak


Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Udostępnij znajomym:

Palenie książek to pomysł nienowy. Zrobiono to w starożytnych Chinach, łącząc z prześladowaniami i masowymi egzekucjami czytających je ludzi. Cesarz rzymski Gaius Aurelius Valerius Diocletianus, czyli Doklecjan, nakazał palenie książek chrześcijańskich. W hitlerowskich Niemczech spłonęły książki "nieprawomyślne", czyli takie, które wskazywały w swych treściach na opozycję do ideologii narodowego socjalizmu. Reżim Pinocheta też palił dzieła autorów kojarzonych z przeciwnikami politycznymi, wrogimi rządami, odmiennymi poglądami, przynależących do opozycji lub sympatyzujących z nią, a legenda głosi, że spalono z rozmachu też dzieła kubistów, bo się z Kubą niektórym kojarzyły.

Sporo książek spalono pod wpływem kościoła, bo były zbyt frywolne, nieczyste, obrazoburcze, niemoralne, itd. W 1453 we Wrocławiu na placu Solnym rozpalono stos próżności pod wpływem kazań franciszkańskiego zakonnika. Mimo że wszyscy wiedzą, iż palenie książek jest pomysłem złym i nic dobrego nie przynosi, a często prowadzi do rozlewu krwi, nie uczymy się na błędach z przeszłości. Rok 2019, Gdańsk, a tu na stosie przed jednym z kościołów publicznie palone są między innymi bestsellery J.K. Rowling o młodym czarodzieju, książki o hinduizmie oraz różne okropne przedmioty, jak gadżety Hello Kitty, afrykańska maska czy figurki słonia i kota.

W formie tylko nieco łagodniejszej walka z odmiennością zawartą w książkach trwa cały czas i przejawia się różnego rodzaju próbami wprowadzenia zakazów posiadania, czytania, cytowania czy nawiązywania do niektórych treści. Ostatnio znów zaczyna wielu osobom odbijać. Gdzie nie spojrzymy lub nastawimy ucha, komuś coś w jakiejś książce przeszkadza. Bo źle przedstawiona jest jakaś mniejszość, bo pojawiło się przekłamanie historyczne, bo razi scena przemocy, bo krew się leje, całują się, kopulują, przeklinają, palą papierosy, wdychają klej oraz robią i mówią wiele innych, komuś przeszkadzających, kogoś krzywdzących lub źle kojarzących się rzeczy. Niektóre przypadki rozumiem. Wielu nie.

Na przedmieściach Chicago, w Downers Grove, gorąca debata dotyczy książki zatytułowanej GenderQueer. Kilka dni temu naprzeciw siebie stanęli zwolennicy jej usunięcia z napisami "Precz z pornografią", a po drugiej stronie studenci i rodzice broniący jej prawa do istnienia. Jedni pokrzyczeli, drudzy też. Porozumienia nie ma. Sytuacja jest głupia i śmieszna, bo większość po jednej i drugiej stronie książki w ręce nie miała. Podobnie jak palone wcześniej pozycje, teraz ta stała się celem ataków określonej grupy. Problem w tym, że to nie jej treść, ale ignorancja i strach przed nieznanym jest motorem takich zachowań.

Na Facebooku pojawił się kilka dni temu wpis, a właściwie ilustrowany eksperyment pracowników biblioteki publicznej z miasteczka Pflugerville w Teksasie, czyli stanie będącym dziś na wniosek tamtejszego gubernatora epicentrum walki z niepoprawną literaturą. W dziale młodzieżowym wybrano na chybił trafił regał zawierający 159 pozycji. To zdjęcie z lewej. Następnie usunięto z niego książki zawierające gdzieś w swej treści wulgaryzmy, spożywanie alkoholu, treści religijne, rasizm, magię, opis przypadków molestowania, treści seksualne i inne, nielubiane przez kogoś tematy. Na półkach - zdjęcie z prawej - pozostało 10 książek.

131

zdjęcie pochodzi z profilu FB Pflugerville Library

W komentarzu napisano, że pozbywając się książek zawierających treści komuś niemiłe, automatycznie pozbyto się opisów przyjaźni, miłości, odwagi, kreatywności, wiary, przebaczenia, odporności, humoru i historii.

W jednym z komentarzy pod wpisem biblioteki ktoś napisał: "Gdy pierwszy raz przeczytałem Biblię, przeraziły mnie akty przemocy, ludobójstwo, gwałty, kazirodztwo, kłamstwa i okrucieństwa. Ale znalazłem tam również mądrość, odwagę, wierność, współczucie i miłość”. Ktoś inny skomentował ten wpis jednym słowem: "Amen".

Przestańmy. Wystarczy. To się może źle skończyć.

Miłego weekendu.

Rafał Jurak
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.