Atitlan – perła Wyżyny Gwatemalskiej
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Z Andrzejem Kulką w świat

Centralną część Gwatemali obejmuje rozległa Wyżyna Gwatemalska - ojczyzna "górskich" Majów. Tutaj właśnie rozkwitła fascynująca kultura, której najwspanialszym przejawem są obecnie ruiny miasta Tikal z wielkimi, zagubionymi w dżungli piramidami. Majowie żyją w Gwatemali do dzisiaj, między innymi w Chichicastenango i nad brzegami malowniczego jeziora Atitlan.

Poranek w Panajachel. Z fantastycznego hotelu Dos Mundos w liczącym 11 tysięcy mieszkańców miasteczku Panajachel można dojść do przystani nad jeziorem Atitlan w niecałe 10 minut. Siódma minęła, ósma przemija, jak w dawno czytanej książce. Na łodzi o nazwie Petra jest nas dzisiaj 10 osób i kapitan Santiago Saquic Cruz. Czeka nas główna atrakcja regionu: 5-godzinny rejs po jeziorze z kilkoma postojami, w co ciekawszych miejscach.

Płyniemy na południe wzdłuż wschodniego brzegu, cumując po 10 minutach w przystani wioski Santa Catarina Palopo. Leżąca tuż nad wodą, na poziomie 1580 m n.p.m. osada jest czysta, zadbana, liczy blisko 2 tys. mieszkańców głównie Majów z plemienia Kachiquel. W centrum stoi śliczny kościół pod wezwaniem - oczywiście - świętej Katarzyny, ze skromnym wnętrzem, którego prawdziwą ozdobą są jednak kolorowo odziane Indianki, o twarzach jak z dobrotliwej bajki.

Po kilka dalszych minutach podróży chybocącą się łódką docieramy do niewielkiej zatoczki o stromych skalistych brzegach, gdzie z dna jeziora buchają gorące, mineralne źródła. Wyskakujemy za burtę rozkoszując się wodą i wspaniałą pogodą.

Punktualnie o 10, już po orzeźwiającej kąpieli lądujemy w kolejnej, tym razem dużo większej osadzie Majów Kachiquel - San Antonio. Miasteczko liczy 9 tys. mieszkańców, z czego 92% to Majowie. Najpierw odwiedzamy sklepik (cooperativo) z wyrobami lokalnego rzemiosła artystycznego (tkaniny i ceramika), potem wspinamy się do kościoła św. Antoniego, aby przystanąć w zdumieniu na dźwięk śpiewanej przez Indian po hiszpańsku kolędy Cicha Noc! A dookoła w lekkiej bryzie kołyszą się bananowce w temperaturze przekraczającej 30 stopni Celsjusza!

Około jedenastej kapitan obiera kurs na zachód, w poprzek jeziora do miasta Santiago de Atitlan. Płyniemy przez liczące około 130 km kwadratowych jezioro Atitlan, z taflą leżącą półtora kilometra powyżej poziomu morza, z głębokością do 320 metrów. Jezioro posiada blisko 19 km długości, z lotu ptaka wyglądając jak gigantyczna płaszczka o rozpostartych skrzydłach-płetwach.

Cały akwen jest prawdopodobnie zalaną wodą kalderą ogromnego wulkanu. Jakby na potwierdzenie tego stwierdzenia brzegi jeziora ozdabiają idealne stoki uśpionych wulkanów, po lewej Volcan Atitlan (3525 m n.p.m.), tuż obok Volcan Toliman (3153 m n.p.m.), a na wprost, na zachodnim już brzegu, pokryty zieloną gęstwiną Volcan San Pedro (3024 m n.p.m.).

Około południa dobijamy do przystani osady Santiago de Atitlan, słynnej z rezydencji potężnego szamana Maximona. Miasteczko jest spore, liczy ponad 32 tys. ludzi, z czego 98% to Majowie z plemienia Tzutuhil. Wybierany co roku w innej rezydencji szaman w osobie kilku wybrańców (cofradia) bierze na siebie grzechy mieszkańców, a jednym z jego obowiązków jest codzienne upijanie się do granic możliwości wódką z trzciny cukrowej. Z przystani do szamana prowadzi nas sześćdziesięcioletni staruszek Salvadoro, o chodzie godnym olimpijskiego mistrza. Po szybkiej wspinaczce szarymi uliczkami miasteczka dochodzimy do domu szamana, płacimy za wstęp 2 quetzale, a za każde zdjęcie trzeba zapłacić dodatkowe 10. Wnętrze jest jednak tak fascynujące, tak ciekawe, że warto wysupłać parę groszy, aby na spokojnie obejrzeć, jak wioskowe kobiety czekają w kolejce do dostojnika, chcąc usłyszeć wróżby i otrzymać cenne rady.

Czas mija nieubłaganie. W odległym o godzinę powrotnej jazdy Panajachel muszę oddać pokoje. Wracam, więc na przystań, a ponieważ do odjazdu autobusu w stronę Antigua czekają mnie kolejne dwie godziny, przeznaczam ten czas na spacer główną uliczką Pana - Santander. Ten deptak posiada unikalną, tak rzadko już spotykaną w świecie luzacką atmosferę, typową dla Katmandu czy Marrakeszu. Na straganach przemieszanych z knajpkami dominują gustowne ciuchy robione pod turystów, z głośników sączy się nastrojowa muzyka, a do swoich wnętrz zapachem cappuccino zapraszają internetowe kafejki.

O piątej po południu siedzę na rozgrzanym kamieniu na brzegu jeziora Atitlan podziwiając zmieniające się jak w kalejdoskopie barwy zachodu słońca osiągające kulminację purpury i fioletów tuż po zmierzchu.

Szybko zapada zmrok, znowu przenoszę się na uliczkę Santander, aby dzisiejsze obrazy i wspomnienia przenieść na cyfrowy tekst.

Tekst i zdjęcia: Andrzej Kulka

Autor jest właścicielem chicagowskiego biura podróży EXOTICA Travel, które oferuje wycieczki z polskim przewodnikiem po całym świecie i Stanach Zjednoczonych, włącznie ze zwiedzaniem Gwatemali, od 7 kwietnia 2020. Szczegółowe informacje: EXOTICA Travel, 6741 W. Belmont Ave., tel. 773-237-7788 lub strona internetowa: www.andrzejkulka.com