Kiedy siadam do pracy przy biurku, zawsze witają mnie te same małe ślady codzienności: kolorowe karteczki, niedopite kubki herbaty, słuchawki zaplątane w kable, książki odłożone „na chwilę”. I choć sprzątam, rzeczy uparcie wracają na swoje chaotyczne miejsce. To pytanie wraca więc jak bumerang: jak uporządkować przestrzeń tak, aby porządek nie rozsypywał się po kilku dniach?
Dla Star Hansen, zawodowej organizatorki i autorki wielu kursów o sprzątaniu, to temat, o którym myśli niemal bez przerwy. Jej zdaniem porządek nie jest jednorazowym projektem, który można „odhaczyć”. To proces, który trzeba dopasować do siebie, swojego stylu życia i swoich nawyków. Dopiero wtedy system zaczyna działać naprawdę.
Zrozumieć własny bałagan
Hansen powtarza, że bałagan nigdy nie jest przypadkowy. To często odbicie tego, co dzieje się w naszym życiu i w naszej głowie. Przedmioty zalegające w kątach, natrętnie rosnące stosy rzeczy „na później” - wszystko to ma swoją historię. Czasem trzymamy ubrania sprzed lat, bo tęsknimy za dawną wersją siebie. Innym razem zagracamy szuflady drobiazgami, bo szkoda je wyrzucić, choć wiemy, że nigdy ich nie użyjemy.
Dopiero kiedy zrozumiemy, dlaczego odkładamy decyzję o rozstaniu się z rzeczami, łatwiej jest ruszyć dalej. Świadomość tego, co naprawdę stoi za naszym bałaganem, bywa pierwszym krokiem do trwałej zmiany.
Zaczynać od małych kroków
Według Hansen największym błędem jest rzucanie się od razu na całe mieszkanie. Wtedy łatwo poczuć zniechęcenie, szczególnie gdy projekt zaczyna rozlewać się poza zaplanowany czas. Znacznie lepiej działa metoda drobnych zwycięstw: jedna szuflada, torebka, mały fragment kuchennego blatu. Dopiero gdy nabierzemy wprawy, warto dotykać rzeczy najbardziej wymagających - dokumentów, pamiątek rodzinnych, przedmiotów obciążonych emocjami.
Nawet krótki czas, jak godzina w tygodniu, może okazać się wystarczający, jeśli podzielimy go na mądre etapy. Chodzi o to, by nie zmuszać się do heroicznych zrywów, tylko budować systematyczność, która z czasem zacznie działać na naszą korzyść.
Odłożyć emocje na bok
Kiedy już wybierzemy przestrzeń do uporządkowania, przychodzi moment konfrontacji z zawartością szafek i półek. Hansen radzi, by choć na chwilę odsunąć emocje i spojrzeć na swoje rzeczy tak, jakby należały do kogoś innego. Dopiero wtedy naprawdę widać, co jest nam potrzebne, a co trzymamy z przyzwyczajenia. Taki dystans pozwala łatwiej rozstać się z patelnią z czasów studenckich, nadmiarem łyżek, kubków czy starych akcesoriów, które „może jeszcze się przydadzą”, choć wiemy, że tego nie zrobią.
Kreatywność zamiast drogich pudełek
Hansen przekonuje, że sprzątanie nie musi iść w parze z kosztownymi zakupami organizatorów, koszy i pięknych pojemników. Większość tego, czego potrzebujemy, już posiadamy. Stare pudełka po telefonach, kartony po butach czy pokrywki od pojemników mogą stać się praktycznymi przegródkami. W jej filozofii najważniejsze jest to, aby system był funkcjonalny, a nie instagramowy. Kreatywność bywa tu sprzymierzeńcem - i często przynosi rozwiązania prostsze, niż byśmy się spodziewali.
Jak utrzymać porządek na co dzień
Utrzymanie porządku tuż po wielkim sprzątaniu nie jest wyzwaniem. Prawdziwa sztuka zaczyna się później - po powrocie z podróży, kiedy walizka czeka na rozpakowanie, albo podczas choroby, gdy nie mamy siły dbać o detale. Dlatego, jak podkreśla Hansen, najważniejsze jest projektowanie systemu, który działa także w tych trudniejszych momentach.
Pomagają w tym proste zasady: opisywanie pojemników z każdej strony, ustawianie najczęściej używanych rzeczy w najbardziej dostępnych miejscach, a nade wszystko - docenianie każdego kroku naprzód. Hansen zachęca, by cieszyć się każdym fragmentem odzyskanego porządku. Pokazywać efekty bliskim, mówić o nich głośno, pozwolić sobie na dumę. Bo uporządkowanie własnej przestrzeni wcale nie jest drobiazgiem - to realna zmiana, która potrafi odmienić codzienność.