Łatwo nie było
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Kilka dni temu mój telefon wydał dziwny, niespotykany wcześniej dźwięk. Żadne powiadomienie. Raczej radosne, niecierpliwe zwrócenie na coś uwagi. Więc popatrzyłem na ekran i dowiedziałem się, że właśnie minął rok od czasu, gdy ostatni raz miałem w ustach papierosa.

Dziwne, tylko rok? Tyle cierpień w tak krótkim czasie? Oczywiście radość pojawiła się i od razu uleciała, bo w tym momencie zachciało mi się palić. Straaasznie...

Miesiąc, rok czy dekada. Nie ma znaczenia. Każdy ex-palacz wie, że takie chwile przychodzą niespodziewanie i sztuką jest im nie ulec. Nie uległem. Przypomniałem sobie natomiast, że rzucanie związane było i wciąż jest z różnymi doświadczeniami.

Na przykład z niecierpliwością oczekiwałem zapowiadanego powrotu zmysłu powonienia. Okazało się, że nie dzieje się to z dnia na dzień, a jak już się dokona, to doświadczenia są inne od spodziewanych. Po pierwsze, w moim przypadku, ze starym zmysłem powonienia nie było aż tak źle. Po drugie, świat okazał się bardziej śmierdzący niż oczekiwałem.

Poza tym chciałbym przeprosić wszystkich, którym przez pierwsze kilka miesięcy opowiadałem o swoim rzucaniu palenia. Czy chcieli słuchać, czy nie. Zwykle nie chcieli. Teraz wiem, że mogło to być irytujące. Ale pomogło.

Chciałbym przeprosić również tych, których brutalnie potraktowałem, gdy rozmowa schodziła na temat jedzenia. No cóż, mieliście rację. Przybyło. Oj, przybyło ciała. Ale bez tego nie byłoby roku bez palenia. Zaraz wtoczę się na jakiś rowerek stacjonarny, tudzież włożę trampki i pójdę pobiegać. Mam nadzieję, że pójdzie łatwiej, niż z odstawianiem nikotyny. Bo nie ma co ukrywać, że zajęło mi to wiele lat. Poza hipnozą spróbowałem chyba wszystkiego.

Do tego po odstawieniu papierosów człowiek musi nauczyć się kontrolować wybuchy złości. Już nie można odejść na bok i zapalić dla relaksu. Trzeba też uważać na różne znaki i reakcje organizmu. Czasami człowiek wręcz wpada przez nie w panikę, przed czym też mądrzy ludzie uprzedzali.

Jeszcze jako palacz zaakceptowałem wprowadzane zakazy palenia. Narzekałem nieco, ale nie oburzałem zbytnio. Teraz wiem, że są zakazy służące ochronie zdrowia i są czysto złośliwe zagrania wymierzone w palących papierosy. Rozumiem bar, restauracja, budynek, etc. Dalej nie rozumiem zakazu palenia w parku lub na plaży. Wojna z palaczami jest prawdziwa. Tyle, że na dłuższą metę wyjdzie im ona na zdrowie.

Zmyślna aplikacja, którą rok temu ustawiłem sobie w telefonie, nie tylko informowała mnie o upływającym czasie bez dymka. Pokazywała również oszczędności. Dziś zastanawiam się, jak ja mogłem tyle kasy wydać na tytoń?! Owszem, w budżecie różnicy się nie odczuwa, ale zebrane liczby roczne przemawiają do rozumu. Czas na nagrodę...

Wszystkich, którzy nigdy nie palili lub pomyślnie rzucili już nałóg w przeszłości, przepraszam za poruszenie tematu. Pozostałym, wciąż walczącym, życzę powodzenia. Też myślałem, że nigdy się nie uda...

Rafał Jurak
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym: