Wraz z nadejściem cieplejszych miesięcy naukowcy alarmują, że tegoroczny sezon kleszczy może być wyjątkowo niebezpieczny. Eksperci obserwują wyraźny wzrost liczby ukąszeń i chorób przenoszonych przez te niewielkie pajęczaki, a pierwsze dane z 2026 roku budzą coraz większy niepokój.
„Niestety wygląda na to, że czeka nas bardzo zły rok” – powiedziała Nicole Baumgarth, profesor immunologii i chorób zakaźnych w Johns Hopkins Bloomberg School of Public Health.
Już w kwietniu liczba wizyt na oddziałach ratunkowych związanych z ukąszeniami kleszczy była wyjątkowo wysoka. System monitorowania prowadzony przez amerykańskie Centers for Disease Control and Prevention (CDC) pokazał, że tygodniowe wskaźniki takich wizyt były najwyższe dla kwietnia od 2017 roku. Dotyczyło to praktycznie wszystkich regionów kraju poza południowo-centralną częścią USA.
Zdaniem ekspertów te statystyki pokazują jedynie fragment większego problemu.
„To tylko wierzchołek góry lodowej, jeśli chodzi o choroby przenoszone przez kleszcze, które obserwujemy w tym roku” – podkreśliła Baumgarth, kierująca instytutem badań nad boreliozą i chorobami odkleszczowymi na Johns Hopkins University.
Same kleszcze nie są groźne dlatego, że piją krew. Problem polega na tym, że mogą przenosić poważne choroby, takie jak borelioza, gorączka plamista Gór Skalistych czy tzw. alpha-gal syndrome – schorzenie wywołujące alergię na czerwone mięso.
Choć trwają prace nad szczepionką przeciw boreliozie, preparat wciąż nie jest gotowy do powszechnego użycia. Co więcej, według ekspertów nawet po wprowadzeniu na rynek może nie stać się rozwiązaniem na szeroką skalę. Szczepionka wymagałaby trzech dawek oraz corocznych dawek przypominających.
„Mało prawdopodobne, by poza najbardziej zapalonymi miłośnikami aktywności na świeżym powietrzu szerokie grupy społeczne zdecydowały się regularnie korzystać z tej szczepionki” – oceniła Baumgarth.
Tymczasem liczba zakażeń stale rośnie.
„Frustrujące jest to, że nie potrafimy zahamować tego trendu” – powiedziała ekspertka. „Każdego roku obserwujemy coraz więcej infekcji i chorób odkleszczowych i niewiele wskazuje na to, by miało się to zmienić”.
Naukowcy wskazują kilka powodów nasilającego się problemu. Jednym z najważniejszych jest zmiana klimatu. Kleszcze najlepiej rozwijają się w ciepłych i wilgotnych warunkach, dlatego łagodne zimy sprzyjają ich przetrwaniu i rozmnażaniu. Ocieplający się klimat sprawia też, że pojawiają się coraz dalej na północ niż jeszcze kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu.
Znaczenie ma również większa liczba zwierząt, na których mogą pasożytować. Szczególnie szybko rośnie populacja myszy białostopych - preferowanego żywiciela kleszcza przenoszącego boreliozę.
CDC przypomina, że najlepszą ochroną pozostaje ostrożność podczas przebywania na świeżym powietrzu. Eksperci zalecają unikanie wysokiej trawy, zarośli i terenów leśnych, stosowanie środków odstraszających owady oraz preparatów z permetryną do zabezpieczania ubrań.
Po powrocie do domu warto dokładnie sprawdzić odzież i ciało, zwłaszcza pod pachami, za uszami, przy linii włosów, wokół pępka i pod kolanami. Zaleca się również szybki prysznic oraz wysuszenie ubrań w wysokiej temperaturze, co może zabić kleszcze, które pozostały na tkaninach.
Specjaliści przypominają też, by regularnie kontrolować zwierzęta domowe, które mogą przynieść kleszcze do domu po spacerze.
