----- Reklama -----

Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa

----- Reklama -----
Rafał Jurak

Rafał Jurak


Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Udostępnij swoim znajomym:

Mam wrażenie, że wszyscy żyją tylko polityką i dyskusją na temat maseczek i szczepień. W czasach, gdy amerykańska scena polityczna od pewnego czasu pod względem idiotyzmów przebija najgorsze produkcje telewizyjne z gatunku reality show, gdy upolityczniamy wszystko wokół nas, warto poszukać ukojenia i odprężenia w codziennych, drobnych czynnościach i wydarzeniach z polityką niezwiązanych. 

Oczywiście dla każdego będzie to co innego. Zresztą, wiele zależy nie tylko od naszego charakteru, stylu życia, otoczenia i oczekiwań, ale również od wieku. Kto za młodu z radosnym krzykiem witał pierwszy śnieg, dziś z podwójnym entuzjazmem reaguje na podgrzewane siedzenia w samochodzie.

Wszyscy chyba możemy się zgodzić, niezależnie od przekonań i preferencji politycznych, że w życiu są ważniejsze rzeczy, niż te, które w danym momencie wypluwają z siebie gadające głowy w telewizorze albo przerośnięte media społecznościowe. Czasami trzeba odpocząć.

Uniwersalne, sprawdzone i prawie zawsze sprawiające przyjemność są chwile poświęcone samemu sobie. Dla jednych będzie to wygodny fotel, telewizor i dobry film. Dla innych dobry posiłek i sen. Są tacy, którzy lubią się pocić na siłowni. Jest to ważne, to pocenie, bo zewsząd bombardowani jesteśmy informacjami, iż systematyczny wysiłek fizyczny dziś, to kilka dodatkowych dni spędzonych w domu opieki lub hospicjum pod koniec życia. Osobiście wolałbym, by te dodatkowe dni dokładane były już teraz, ostatecznie w pierwszych latach emerytury, gdy jeszcze siły dopisują i gen rozrywki nie został uśpiony. Ale podobno nie mamy wyboru. A jeśli chodzi o same ćwiczenia, to nieprawda, że pandemia ograniczyła nasze możliwości odwiedzania siłowni. Znam kogoś, kto dopiero wtedy zaczął tam chodzić. Twierdzi, że w maseczce na twarzy mniej się wstydzi.

Od rutyny odrywają nas też chwile spędzone z bliskimi. Na przykład może to być wypad na kajaki. W moim przypadku trochę jak z siłownią - nie jestem ich wielkim miłośnikiem i podobnie jak większości ludzi wiosłowanie kojarzy mi się z sytuacją, w której zepsuł się silnik lub zabrakło w nim benzyny. Jednak by nie być posądzonym o lenistwo, a co ważniejsze, brak formy fizycznej, po wieeeelu latach przerwy w tym roku na kajaki kilkukrotnie wybrałem się. Tak się złożyło, że zawsze tylko z synem, bo w jakiś dziwny sposób żona zawsze w tym czasie była czymś zajęta. Gdy raz udało się całą rodziną nad wodę dojechać, akurat w tym momencie zadzwonił telefon, a rozmowa okazała się bardzo ważna i długa. Znów popłynęliśmy sami. Może i lepiej, bo podwójny kajak nazywany jest w tym kraju "rozwodnikiem", gdyż współpraca w operowaniu nim wymaga wielkich pokładów cierpliwości i długiego treningu.

Taką samą nazwą, nie żartuję, doradcy małżeńscy określają niektóre produkty IKEA, wśród których na czoło wysuwa się szafa LIARTOP. Podobno 7 stóp wysokości, 32 strony instrukcji i 169 wkrętów wystarczy, by wystawić na próbę każdy związek. System PAX jest tylko nieco bezpieczniejszy.

Wracając do kajaków, to przetrwałem, ale z trudem. Odpłynięcie z wiatrem w plecy od brzegu nie stanowiło problemu, powrót jednak okazał się wielkim wyzwaniem. Wieczorem zaczęło mnie boleć wszystko poniżej brwi. Następnego dnia nie byłem w stanie określić, czy w ogóle brwi posiadam, tak spalone miałem słońcem czoło. Na razie kajaki idą w odstawkę, ale wszystkim je polecam, bo o polityce i ekonomii nawet przez chwilę we wspomniany weekend nie pomyślałem.

Wspólna jazda samochodem to też okazja do oderwania. Rozmyślania na niewesołe tematy przerwał ruch z tyłu samochodu, gdzie urzędował przedstawiciel przyszłości świata, pokolenia, które przejmie nasze długi i zniszczoną planetę, czyli obecnie kilkulatek. Akurat bawił się szybą. Zamknął. Otworzył. Zamknął. Otworzył. Zaczął wystawiać rękę. Potem stopę. Może zareagowałem niewłaściwie, ale zamiast uprzedzić, że taka zabawa może przynieść poważny uszczerbek na zdrowiu, powiedziałem: "Tylko uważaj, byś nie zgubił buta". Stopa powróciła do środka. Zamknął szybę. "Nie zgubię!". Otworzył. Zamknął. Otworzył. "Taaatooo!!! But wypadł!!" Moja prośba była dla niego najwyraźniej sugestią. Do tej pory bardzo poważnie zastanawiam się, czy gdybym wtedy na temat wypadającego buta nic nie powiedział, to czy też by go zgubił. Z drugiej strony cieszę się, że nic nie wspomniałem o tym, że człowiek też zmieści się w oknie samochodowym. No i proszę, znów nieco czasu poświęconego na inne sprawy.

Pozostają jeszcze zakupy. W centrum handlowym, a jakże! Już wcześniej zaczynało w nich być pustawo, a ubiegłoroczne ograniczenia jeszcze bardziej im zaszkodziły, więc zróbmy to w ramach ich wspomożenia i buntu wobec zakupów online. Niewielkiego buntu, symbolicznego, bo trudno sobie wyobrazić niemożność zrobienia zakupów o północy z własnej kuchni z dostawą przed śniadaniem. Centra sklepowe są tak skonstruowane, by wycisnąć z nas ostatni grosz i resztki energii, będziemy więc wykończeni i biedniejsi. Ale warto. Bo poza pragnieniem wyjścia stamtąd nie będziemy mieć siły ani ochoty na myślenie o czymkolwiek innym. A przecież o to chodzi.

Miłego weekendu.

Rafał Jurak
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.