Urzędujący prezydent pozwał instytucję, którą sam nadzoruje. Jego własny Departament Sprawiedliwości zawarł ugodę kończącą spór. Tego samego dnia powołano fundusz „Anti-Weaponization Fund" — program warty 1,776 miliarda dolarów, który ma wypłacać rekompensaty osobom twierdzącym, że stały się ofiarami upolitycznienia instytucji państwowych, być może również związanym z wydarzeniami z 6 stycznia. Dzień później ujawniono dodatkowy zapis: rząd federalny ma „na zawsze” zrezygnować z dochodzenia obecnych roszczeń podatkowych wobec rodziny Trumpa i Trump Organization. To sytuacja, którą wielu urzędników i prawników uznaje za bezprecedensową.
Jak doszło do ugody
Podstawą pozwu był wyciek danych podatkowych. Były kontraktor IRS Charles Littlejohn przekazał mediom poufne informacje o Trumpie i tysiącach innych zamożnych Amerykanów. Skazano go na pięć lat więzienia. Trump, jego synowie i Trump Organization zażądali od IRS 10 miliardów dolarów odszkodowania.
Sędzia Kathleen Williams niemal od początku sygnalizowała problem: Trump był jednocześnie powodem i — jako głowa władzy wykonawczej nadzorującej IRS — de facto pozwanym. Wyznaczyła przesłuchanie, zamówiła zewnętrznych doradców prawnych. Dzień przed terminem sprawa zniknęła. Pełniący obowiązki prokuratora generalnego Todd Blanche ogłosił ugodę, Trump wycofał pozew. Sędzia zamknęła sprawę, wyrażając przy tym niezadowolenie, że Departament Sprawiedliwości nie przedstawił dokumentów wyjaśniających, czy ugoda była właściwa w sytuacji tak wyraźnego napięcia konstytucyjnego.
Kto może dostać pieniądze
Fundusz ma działać do końca 2028 roku i być zarządzany być przez pięcioosobową komisję powoływaną przez Blanche'a, a każdego jej członka może w każdej chwili odwołać Donald Trump. Według administracji celem funduszu nie jest nagradzanie określonych grup politycznych, ale stworzenie mechanizmu umożliwiającego dochodzenie rekompensat osobom, które zostały potraktowane przez państwo niesprawiedliwie.
Kto konkretnie może się ubiegać o pieniądze? Tego administracja nie sprecyzowała. Podczas przesłuchania w Senacie Blanche powiedział, że złożyć wniosek może każdy — w tym, jak zaznaczył, Hunter Biden. Zapytany wprost, czy dotyczy to także osób skazanych w związku z wydarzeniami z 6 stycznia, nie wykluczył takiej możliwości.
Administracja podkreśla, że każda sprawa ma być rozpatrywana indywidualnie i że sam fakt złożenia wniosku nie oznacza automatycznej wypłaty środków. Wiceprezydent JD Vance tłumaczył, że celem programu jest rekompensata dla osób, które zostały potraktowane niewłaściwie przez system.
To zastrzeżenie ma jednak ograniczone znaczenie praktyczne. Dwóch prawników reprezentujących ponad 400 uczestników wydarzeń z 6 stycznia poinformowało, że ich klienci zamierzają składać wnioski zamiast kontynuować sprawy cywilne. Mark McCloskey, jeden z nich, powiedział że zabiegał o podobne rozwiązanie przez ponad rok.
Informacje ujawnione przez NBC News pokazują, że plany były formułowane znacznie wcześniej. Ed Martin, urzędnik DOJ od dawna publicznie wspierający uczestników wydarzeń z 6 stycznia, miesiące przed ogłoszeniem funduszu mówił podczas prywatnej rozmowy, że DOJ wypłaci miliony osobom skazanym i później ułaskawionym w związku z wydarzeniami z 6 stycznia. Szacował kwotę na około 40 milionów dolarów. Fundusz okazał się ponad czterdziestokrotnie większy.
Zapis o podatkach pojawił się dzień później
Dzień po ogłoszeniu funduszu ujawniono osobny dokument. Wynika z niego, że rząd federalny zrzeka się możliwości dochodzenia roszczeń wobec Trumpa, jego synów i Trump Organization w związku z istniejącymi postępowaniami podatkowymi. Blanche podpisał jednostronicowy tekst stwierdzający, że Stany Zjednoczone „zwalniają, zrzekają się i na zawsze zakazują sobie" ścigania wymienionych podmiotów w tych sprawach.
DOJ doprecyzował, że chodzi wyłącznie o istniejące audyty, nie przyszłe kontrole. Argument administracji jest pragmatyczny: trudno zawierać ugodę, jeśli jedna strona może natychmiast otwierać nowe postępowania w tych samych kwestiach.
Danny Werfel, komisarz IRS za poprzedniej administracji, stwierdził jednak, że nie zna precedensu, w którym IRS z góry zobowiązał się zaniechać badania wcześniej złożonych deklaracji konkretnej osoby lub firmy.
„Czy jesteś prezydentem, czy zwykłym obywatelem, ludzie oczekują, że te same przepisy podatkowe obowiązują wszystkich” — powiedział.
Kilka godzin po ujawnieniu tego zapisu ze stanowiska zrezygnował Brian Morrissey, główny prawnik Departamentu Skarbu, nominowany na to stanowisko przez Trumpa osiem miesięcy wcześniej. Departament potwierdził jego odejście, nie podając powodów.
Głosy po obu stronach
Demokraci zareagowali ostro. Kongresmen Jamie Raskin nazwał ugodę „czystym oszustwem i rozbojem w biały dzień”, wskazując, że nikt nie może być jednocześnie powodem i pozwanym we własnej sprawie, a prezydent nie może zawierać ugody z rządem, którym sam kieruje. Kilkudziesięciu demokratycznych kongresmenów złożyło pismo procesowe z żądaniem zablokowania ugody przez sąd.
Ważniejsze politycznie może być jednak to, że krytyczne głosy pojawiają się również wśród republikanów. Lider senackiej większości John Thune powiedział, że nie jest „wielkim fanem” funduszu i nie rozumie jego celu. Kongresmen Don Bacon wskazał na konflikt interesów: Trump pozwał instytucję podlegającą jego własnej administracji, a następnie jego własny Departament Sprawiedliwości zawarł korzystną dla niego ugodę.
Była rzecznik praw podatników Nina Olson zwróciła uwagę na inny szczegół: przez cały czas trwania sprawy Departament Sprawiedliwości nie wyznaczył żadnego prawnika, który reprezentowałby interes podatników — czyli de facto drugiej strony ugody. Teraz ten brak jest przywoływany jako argument za zamknięciem sprawy.
Co wiadomo a czego jeszcze nie
Fundusz będzie działał bez nadzoru sądowego. Komisja powoływana przez Blanche'a, której członków Trump może odwołać w każdej chwili, będzie podejmować decyzje bez możliwości zewnętrznej kontroli wydatków. Kryteria oceny wniosków nie zostały określone.
Organizacja Democracy Forward, zajmująca się nadzorem nad władzą, zażądała zachowania całej korespondencji dotyczącej tej decyzji — to sygnał zapowiadający postępowanie sądowe.
Wiadomo, że osoby związane z obroną uczestników 6 stycznia od miesięcy oczekiwały programu rekompensat i że podobne pomysły pojawiały się w rozmowach osób związanych z administracją. Wiadomo też, iż zapis o audytach podatkowych trafił do umowy niezależnie od pierwotnej narracji o rekompensacie za wyciek danych.
Administracja twierdzi, że chodzi o naprawienie krzywd wyrządzonych przez upolitycznione instytucje. Krytycy — w tym część republikanów — odpowiadają, że fundusz bez nadzoru Kongresu, jasnych kryteriów i kontroli zewnętrznej sam staje się narzędziem politycznych rozliczeń. Rozstrzygną o tym dokumenty, sądy i ostatecznie lista osób, które pieniądze rzeczywiście otrzymają.