Lubiany czy kompetentny?
----- Reklama -----
Rafał Jurak

Rafał Jurak


Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Udostępnij swoim znajomym:

Kilka dni temu usłyszałem w radiu rozmowę na temat kompetencji mechaników samochodowych. Wnioski? Po pierwsze, że coraz trudniej jest kompetentnych mechaników znaleźć, a po drugie, iż nie muszą wcale tacy być, jeśli są lubiani przez swych klientów, którzy i tak będą do nich wracać. Zastanowiłem się chwilę i doszedłem do wniosku, że coś w tym jest. Poza tym, iż odnosi się to do prawie każdego innego zawodu. Nie skorzystamy z pomocy fachowca, jeśli mamy z nim utrudniony kontakt, nawet jeśli ma dobrą opinię. Chyba, że nie mamy innego wyjścia, co się rzadko zdarza.

Przeprowadzone niedawno badanie wykazało, że jeśli ktoś chce przewodzić innym, być liderem w grupie, musi być zarówno lubiany i kompetentny. Problem w tym, że musi to zrobić w określonej kolejności. Najpierw sprawić, by go inni polubili, dopiero później wykazać się wiedzą lub umiejętnościami. Inaczej nic z tego.

Z podobnym problemem mamy do czynienia, gdy staramy się o pracę. Z jednej strony kładzie się nacisk na kompetencje kandydata, ale z drugiej najczęściej przyznawana jest ona tym osobom, w towarzystwie których najlepiej czuł się przeprowadzający rozmowę kwalifikacyjną.

Sympatia wobec starającego się o pracę zawsze odgrywała wielką rolę, niezależnie jakie stawiano mu wymagania. W 2015 r. przeprowadzono nawet dotyczące tego badania. Przyjrzano się procesom rekrutacji w bankach, firmach zarządzających i kancelariach prawnych, czyli miejscach, w których kompetencje - teoretycznie - powinny być najważniejsze. Domyślacie się ciągu dalszego, ale dla porządku dopowiem do końca… Mimo że starano się zatrudniać ludzi o określonej wiedzy i doświadczeniu, najczęściej oferowano pracę tym, którzy z egzaminatorem mieli jakieś cechy wspólne - podobnie spędzali wolny czas, czytali te same książki, mieli dzieci w podobnym wieku, itd. Co ciekawe, decyzje te podejmowane były nieświadomie. Większość decyzji była inna, gdy należało ocenić pracownika wyłącznie na podstawie informacji zawartych w podaniu o pracę, bez kontaktu bezpośredniego i możliwości przeprowadzenia rozmowy.

A politycy? - zapyta ktoś.

Jak widzimy, oni w ogóle nie muszą być kompetentni. Najlepszy polityk to taki, którego da się lubić. Jego rzeczywiste osiągnięcia są mało istotne, ważne, że lubimy go za słowa, wygląd i poglądy podobne do naszych. Mało kto potrafi przyznać, że lubiany przez niego polityk jednak kompetentny w wielu sprawach nie jest. Tak więc, sympatyczni politycy, a wcześniej kandydaci na nich, radzą sobie lepiej niż ci, których nie chcemy polubić. Może się to wydawać trochę dziwne, bo w końcu głos oddajemy na osobę, która najlepiej wykona powierzoną jej pracę, a nie zostanie naszym kolegą.

Co ciekawe, wielokrotnie potwierdzono, iż wyborcy poprą kandydata płci męskiej, nawet jeśli go nie lubią, ale uznają za wykwalifikowanego, ale raczej nie zagłosują na nielubianą kobietę starającą się o stanowisko. Oznacza to, że ambitnym politycznie kobietom trudniej jest uniknąć udawania.

No więc lepiej być lubianym czy kompetentnym?

Każdy z nas chce, by inni go lubili. Okazuje się, że większość woli, by o nim dobrze mówiono jako o człowieku niż fachowcu. A mimo to firmy konsultingowe nalegają, by przy wyborze pracownika korzystać wyłącznie z danych zawartych w jego podaniu. Politolodzy chcieliby, byśmy głosując starali się poznać dorobek kandydata i jego rzeczywistą wiedzę na interesujące nas tematy, przez co nasze podejście do polityki byłoby pozbawione emocji i bardziej bezosobowe. Na pewno polityce i nam wyszłoby to na dobre. Niestety, polityka polega na tworzeniu emocjonalnego związku z wyborcami, a niekoniecznie na wykonywaniu powierzonych zadań, więc nie ma szans, by emocje z polityki wykorzenić.

Dobrze byłoby jednak, byśmy czasami zastanowili się, skąd bierze się nasza sympatia wobec jakiegoś polityka. Czy dlatego, że swoim działaniem polepsza nasze życie i pracuje na lepszą przyszłość naszych dzieci? A jeśli tak, to w jaki sposób? Wiemy to na pewno, czy tylko wierzymy jego słowom? A może łączy nas z nim niechęć do tego samego? Bo przecież nie od dziś wiadomo, że naszym przyjacielem jest wróg naszych wrogów. Nawet jeśli wróg istnieje tylko w naszej wyobraźni. A może innym obiecuje coś przeciwnego niż nam? Zastanówmy się nad tym czasami.

Miłego weekendu.

Rafał Jurak
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.