Szczepionka: jedno z najważniejszych osiągnięć ludzkości
----- Reklama -----
Tomasz Leszkowicz

Tomasz Leszkowicz


 

Udostępnij swoim znajomym:

Rozpoczęcie szczepień na Covid-19 ponownie wzbudziło zainteresowanie wakcynologią – działem medycyny, zajmującym się szczepieniami ochronnymi. Niestety, uwaga ta związana jest częściowo z działalnością tzw. antyszczepionkowców, na których strachu, niewiedzy i braku zaufania żerują hochsztaplerzy.

Aktywność ruchów antyszczepionkowych (spotkałem się też z bardziej dosadnym określeniem „proepidemicy”), a więc ludzi propagujących odmowę obowiązkowych szczepień, zwłaszcza dziecięcych, z obawy (zwykle) przed występującymi z różnym natężeniem skutkami ubocznymi lub (rzadziej) w związku z teoriami spiskowymi, jest jednym z istotnych problemów dzisiejszego świata. Od kilku lat medycy donoszą, że rośnie liczba zakażonych groźnymi chorobami, które udało się w poprzednich dekadach stłamsić, takimi jak np. odra. Problem wynika z jednej strony z odwiecznego strachu przed medycyną, z drugiej zaś intensyfikacja działań antyszczepionkowych to skutek globalnego rozwoju komunikacji, a więc funkcjonowania Internetu, mediów społecznościowych itp., które stanowią podatny grunt dla dezinformacji.

Przyjrzenie się historii szczepień daje jednak perspektywę, która pozwala zrozumieć znaczenie tego procesu i konieczność utrzymywania go w dobrym działaniu. Dziś już chyba zapominamy, że świat przed XX wiekiem był wypełniony epidemiami i śmiercią. Wielkie zarazy – ospy prawdziwej, dżumy, cholery – dziesiątkowały ludność wielu kontynentów, wywołując lęk, chaos i kryzys. Dawna medycyna nie mogła dobrze radzić sobie z leczeniem ogromnych populacji, które zapadały na ciężkie choroby – brakowało lekarzy, lekarstw, technologii. Jedynym skutecznym narzędziem była zawsze kwarantanna, czyli odcinanie zakażonych (stwierdzonych i potencjalnych) od kontaktu ze zdrowymi. Wiadomo jednak, że tego typu profilaktyka jest bardzo trudna w utrzymaniu, zwłaszcza, gdy musi przybrać większą skalę.

Jeszcze w XVIII wieku starano się budować odporność przed chorobami zakaźnymi poprzez tzw. wariolizację – celowe zarażanie zdrowych ludzi po to, by pod kontrolą przechodzili oni chorobę i nabywali odporność. Była to jednak metoda skuteczna na małą skalę i niebezpieczna. W 1796 roku angielski lekarz Edward Jenner dokonał jednak przełomowego czynu – odkrył szczepionkę na ospę prawdziwą. Ta choroba od wieków była jednym z głównych źródeł kryzysów medycznych w Europie, wybijając tysiące chorych, którzy mieli nieszczęście się nią zarazić.

Jenner zweryfikował tradycyjną ludową obserwację, że przechorowanie lekkiej odmiany ospy – tak zwanej krowianki – zwiększa odporność na niebezpieczną ospę prawdziwą. Potwierdzeniem tego miały być dojarki, które przez częsty kontakt z krowami zarażały się od nich, rzadziej jednak zakażały się groźniejszą chorobą. 14 maja 1796 roku Jenner poprzez nacięcie na ramieniu ośmioletniego Jamesa Phippsa wprowadził do jego organizmu materiał zakażony krowianką. Chłopiec przechorował, po późniejszym kontrolowanym kontakcie z ospą prawdziwą nie zaraził się już nią. Dało to podstawę do stworzenia szczepionki, która pozwoliła ograniczyć występowanie śmiertelnej choroby. Ślady tych wydarzeń pozostały w języku – angielskie określenie na szczepionkę, „vaccine”, wywodzi się wprost od łacińskiego „vacca” czyli… krowa.

Koniec XIX wieku przyniósł rozwój wakcynologii: w 1882 roku Ludwik Pasteur stworzył szczepionkę na wściekliznę, dziesięć lat później powstała szczepionka na cholerę, a w 1896 roku na dżumę. Dwudziestolecie międzywojenne dostarczyło preparaty zapobiegające gruźlicy (będącej poważnym problemem krajów biednych) oraz krztuścowi (zagrażającego noworodkom). Polski biolog Rudolf Weigl w tym czasie stworzył we Lwowie szczepionkę na tyfus plamisty, w czym pomogła mu metoda… hodowania przenoszących chorobę wszy na ciele specjalnych ochotników (karmicieli). W latach 50. Hilary Koprowski, polski lekarz mieszkając w USA, opracował pierwszą szczepionkę na polio – wirus wywołujący groźną dla dzieci chorobę Heinego-Medina.

Program szczepień, rozwijany we współpracy międzynarodowej, przyniósł ogromne efekt pozytywne. Masowe, często obowiązkowe szczepienia, pozwalają stworzyć tzw. odporność grupową – choroba nie może szeroko się rozwinąć, ponieważ większość ludzi jest na nią odporna. Odporność grupowa chroni też tych, którzy szczepić się nie mogą z powodu ciężkich chorób itp. W 1980 roku WHO ogłosiła eradykację (zwalczenie) ospy prawdziwej, której ostatni przypadek odnotowano dwa lata wcześniej w Bangladeszu. Ograniczono śmiertelność noworodków, normalną jeszcze dla pokolenia naszych prababek, poprzez szczepienia na błonicę, krztusiec i tężec (DTP) oraz odrę, świnkę i różyczkę (MMR).

Strach przed szczepieniami istniał od zawsze – uważano je za sprzeczne z naturą i boskim planem, jako zamach na wolność czy próbę otrucia ludzkości. Na metodę opracowaną przez Jennera odpowiadano m.in. karykaturami zaszczepionych ludzi, którym wyrosły… krowie głowy. Największym skandalem okazała się publikacja lekarza Andrew Wakefielda w piśmie „The Lancet” z 1998 roku, w której wskazywał na związek szczepień MMR z autyzmem. Wywołało to, trwającą do dziś, panikę antyszczepionkową, dziennikarskie śledztwo wskazało jednak, że Wakefield fałszował dane i wzbogacił się na swoich pseudo-badaniach. Stracił za to prawo wykonywania zawodu, a cenione czasopismo wycofało jego tekst. Poczynione szkody jednak nadal przynoszą skutki, wpływając negatywnie na poziom zdrowia całego społeczeństwa.

Tomasz Leszkowicz