O chorobie, która dotyka jelit, wciąż mówi się niechętnie — a milczenie może mieć poważne konsekwencje. Coraz więcej lekarzy i organizacji zdrowotnych przekonuje, że przełamanie wstydu i otwarta rozmowa o objawach może pomóc wykrywać raka jelita grubego na wczesnym etapie, kiedy jest on w pełni uleczalny.
Rick Rivers przez lata nie wiedział, że jego dziadek zmarł na raka jelita grubego. W jego rodzinie był to temat tabu — w przeciwieństwie do innych chorób, jak cukrzyca. O wszystkim dowiedział się dopiero wtedy, gdy sam usłyszał diagnozę w wieku 31 lat.
„Istnieje poczucie wstydu, kiedy trzeba mówić o pewnych częściach ciała i o tym, że nie funkcjonują tak, jak powinny” — mówi dziś Rivers, ojciec trójki dzieci z New Jersey. Jak przyznaje, temat nigdy wcześniej nie pojawiał się w rozmowach, mimo że rak jelita grubego częściej występuje i częściej prowadzi do śmierci wśród osób czarnoskórych.
Tymczasem liczba zachorowań rośnie. Dziś to jeden z najczęstszych nowotworów prowadzących do zgonu u osób poniżej 50. roku życia. Dla lekarzy jest to trudny do zrozumienia paradoks — bo w przeciwieństwie do wielu innych nowotworów, temu można niemal całkowicie zapobiec.
Jak wyjaśnia gastroenterolog Neil Parikh z Hartford Hospital, rozwój choroby trwa latami, a badania takie jak kolonoskopia czy testy kału pozwalają wykryć zmiany na bardzo wczesnym etapie.
„Jeśli znajdziemy polip — coś w rodzaju małej zmiany w jelicie — i go usuniemy, możemy zapobiec nowotworowi” — tłumaczy lekarz. „A mimo to liczba przypadków rośnie.”
Jedną z przyczyn są ograniczenia ubezpieczeniowe i brak świadomości, ale równie dużą rolę odgrywa wstyd i niechęć do rozmów o tej części ciała. Jak mówi Parikh wprost: „Musimy częściej rozmawiać o kupie”.
Największy problem dotyczy młodszych dorosłych. To właśnie osoby w wieku 30 i 40 lat rzadziej mówią o objawach ostrzegawczych, takich jak krew w stolcu czy zmiany w rytmie wypróżnień. A to może opóźniać diagnozę.
Potwierdzają to dane Colorectal Cancer Alliance. Z badań organizacji wynika, że objawy u młodszych pacjentów są często ignorowane, co sprawia, że choroba wykrywana jest zbyt późno. Aż trzy na cztery przypadki raka jelita grubego u młodych osób diagnozowane są w zaawansowanym stadium.
Prezes organizacji, Michael Sapienza, podkreśla, że kluczowa jest samodzielna inicjatywa pacjentów — szczególnie u osób poniżej 45. roku życia, które nie zawsze mają dostęp do rutynowych badań przesiewowych finansowanych przez ubezpieczenie.
Choć oficjalne zalecenia obejmują bezpłatne badania dopiero od 45. roku życia, osoby młodsze, które mają objawy lub historię choroby w rodzinie, mogą poprosić lekarza o skierowanie na badania diagnostyczne. Trzeba się jednak liczyć z dodatkowymi kosztami lub koniecznością uzyskania zgody ubezpieczyciela.
Wielu ludzi odkłada takie decyzje — z braku czasu, natłoku obowiązków czy po prostu z powodu wstydu. Dlatego tak ważne jest przełamywanie barier i otwarte rozmowy.
Dziś, trzynaście lat po diagnozie i po wielu poważnych operacjach, Rick Rivers jest wolny od raka. I stara się zmieniać podejście innych — rozmawia o badaniach profilaktycznych przy każdej okazji: na treningach judo, spotkaniach rodzinnych czy wśród znajomych.
Jak mówi, kluczem jest znalezienie odpowiedniego języka. Zamiast straszyć chorobą, odwołuje się do tego, co dla ludzi najważniejsze — na przykład do chęci bycia obecnym w życiu własnych dzieci.
„Trzeba rozmawiać o tym w sposób dopasowany do konkretnej osoby — do tego, co jest dla niej najważniejsze. To działa najlepiej” — podkreśla.
Jego wysiłki przynoszą efekty. Jak sam mówi, udało mu się już przekonać kilka osób — w tym znajomych i innych rodziców z klubu sportowego — by poddały się badaniom. A to, w przypadku raka jelita grubego, może dosłownie uratować życie.