Znaki czasu - ciąg dalszy
----- Reklama -----
Idalia Błaszczyk

Idalia Błaszczyk


Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Udostępnij swoim znajomym:

Kilka dni temu musiałam pojechać do Apple Store. Wybrałam ten w Oak Brook Mall, gdzie dość dawno nie byłam. Przed drzwiami stał jakiś wysportowany facet, który pod pretekstem, że ciężkie - nawet mi te drzwi otworzył. W pierwszej chwili pomyślałam - klient, który właśnie wychodzi. Jednak nie. Bo kiedy już kupiłam swoje kabelki, on dalej stał pod drzwiami i wpuszczał następna osobę. Czyli - ochroniarz!

W Polsce chyba w latach dziewięćdziesiątych widywało się takich panów powszechnie. Byli i przy drzwiach i w środku, czasem nawet w nie bardzo eleganckich sklepikach z nie-za-bardzo drogim towarem. Czy są teraz - nie wiem.

Natomiast tu, w USA, ostatnio widoczny jest powrót do używania dzwonka przy wejściu do biznesu. Dzwonimy do fryzjera, do dentysty, do kosmetyczki czy lekarza, że o salonie jubilerskim nie wspomnę. Od ubiegłego roku przybyło też ochroniarzy przy drzwiach, tak właśnie jak w Apple Store. Wspominany sklep w Oak Brook został napadnięty w styczniu ubiegłego roku. Złodzieje wpadli, zabrali 10 iPhonów i tyle ich widziano. To było w styczniu. Potem, jak pamiętamy, w maju, został zamordowany George Floyd i przez wiele amerykańskich miast przeszła fala bandytyzmu. Pod pretekstem wspierania ruchu Black Lives Matter złodzieje ograbili mnóstwo biznesów, także w centrum Chicago i na przedmieściach. Od 29 maja do 4 czerwca zeszłego roku ucierpiało tu ponad 2,100 biznesów. Nie tylko drogich sklepów, jak Neiman Marcus czy Macy's, albo Nordstrom przy Michigan Ave, także sklepów sprzedających artykuły za dolara, salonów kosmetycznych, salonów sprzedaży samochodów, aptek czy lombardów, a nawet skradzionych zostało 300 tysięcy losów na loterię! Podpalono 71 budynków. Straty szacowane są na przeszło 165 milionów dolarów. Niektóre biznesy już się nie otworzyły, w innych pracę straciło sporo ludzi, niektórzy klienci do dziś mają problemy ze zrobieniem zakupów. A jeszcze trzeba pamiętać, że 15 osób zginęło, 53 zostały ranne, ponad 150 bandytów skazano.

Nic dziwnego, że instalowane są odporne okna wystawowe, że zakłada się kraty i zatrudnia ludzi gotowych na wezwanie bronić danej firmy, że przy drzwiach stoją widoczni ochroniarze, że są oni także wewnątrz sklepów, że tylko jedna z firm ochroniarskich podała miejscowej prasie, że zatrudnia aż o połowę ludzi więcej niż przed rozruchami.

Na wprost Apple Store w Oak Brook Mall jest firmowy sklep Louis Vuitton. Elegancko tam i bardzo drogo. Do dziś w Internecie można zobaczyć film nakręcony podczas napadu na sklep tej firmy w Palo Alto w Kalifornii. Ukradziono tam wtedy 36 torebek, a internauci naśmiewali się, że ochroniarz złodziei nie ścigał. Jednak z pewnością też obserwacje poczynione przez ochroniarza spowodowały, że bandyci zostali złapani. Pomogło i to, że jeden z nich chwalił się swoim łupem w mediach społecznościowych... Sklep LV w Oak Brook ma do dziś swoistą politykę "współpracy" z klientami. Na jego stronie internetowej jest informacja, że nie można sobie zamówić wizyty w ciągu najbliższych 30 dni! A z tego, co sama widziałam wynika, że przed sklepem wyznaczone są linami /jak na lotnisku/ścieżki dla klientów, więc nawet mając umówione spotkanie, tak łatwo się tam nie dostaniemy. Trudno się dziwić, skoro nadal skradzione luksusowe towary sprzedają się w sieci, choć policja z pewnością się temu przygląda. A w Chicago i na przedmieściach dochodzi do zuchwałych napadów na sklepy z drogimi artykułami. Złodzieje potrafią wjechać przez okno wystawowe i w minutę nakraść na tysiące dolarów, albo wpadają do sklepu w biały dzień i strasząc bronią palną, grabią, co się da.

Ochroniarze u drzwi zostaną więc z nami na jakiś czas. Pomagają też w wyłapywaniu drobnych złodziejaszków, jak i kradnących pracowników. Mogą być uzbrojeni, mogą nie być. Mogą to być również byli żołnierze, oficerowie. Gdy coś się dzieje, są już na miejscu.

Wobec tego nie ma co marzyc o pięknych oknach wystawowych. Zostaje cieszyć się, gdy nie są zabite dyktą - po napadach, albo profilaktycznie.

Idalia Błaszczyk
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.