Konflikt o przyszłość jednego z najbardziej zatłoczonych lotnisk w USA narasta. Chodzi o O'Hare International Airport w Chicago, gdzie dwaj najwięksi gracze – United Airlines i American Airlines – od miesięcy rywalizują o rynek. Sytuacja stała się na tyle napięta, że do gry wkroczyła Federal Aviation Administration (FAA), która nie chce dopuścić do komunikacyjnego paraliżu tego lata.
Prezes American Airlines Robert Isom oskarżył United o „lekkomyślne” planowanie siatki połączeń, które – jak twierdzi – prowadziło do zbliżającego się chaosu. Szef United, Scott Kirby, odrzuca te zarzuty i wskazuje na rywala. Obie strony jednak zgadzają się w jednym: interwencja regulatora może pomóc uniknąć większych problemów.
O’Hare to wyjątkowe lotnisko – podkreśla prof. Joe Schwieterman z DePaul University. W jednym miejscu funkcjonują dwa wielkie huby przesiadkowe, co sprawia, że konkurencja jest wyjątkowo intensywna. W ostatnich latach zarówno United, jak i American zwiększały liczbę rejsów szybciej niż kiedykolwiek wcześniej, a FAA zaczęła obawiać się, że infrastruktura lotniska – od pasów startowych po kontrolę ruchu lotniczego – nie wytrzyma takiego obciążenia.
Według wstępnych planów dzienna liczba operacji (startów i lądowań) miała latem przekroczyć 3 000. FAA zaproponowała ograniczenie tego poziomu do około 2 800, a w kolejnym etapie – nawet do 2 600. Tak zdecydowane działania to rzadkość, bo zwykle agencja reaguje dopiero wtedy, gdy zaczynają się masowe opóźnienia i odwołania.
Przykładem tego, co może się stać, jeśli nie zadziała się wcześniej, jest ubiegłoroczny chaos na Newark Liberty International Airport, gdzie problemy z kontrolą ruchu i prace na pasach doprowadziły do fali opóźnień i odwołań. Jak komentuje ekspert branżowy William McGee, tym razem regulator próbuje działać z wyprzedzeniem.
Linie lotnicze oficjalnie deklarują gotowość do ograniczeń, choć nie ukrywają, że mogą na tym skorzystać – przy rosnących kosztach paliwa redukcja mniej popularnych połączeń może pomóc w uporządkowaniu siatki bez przewagi jednej firmy nad drugą.
Miasto ma jednak inne zdanie. Chicago Department of Aviation twierdzi, że w ostatnich latach zainwestowano w rozbudowę O’Hare, co zwiększyło przepustowość i poprawiło punktualność. Według miejskich urzędników lotnisko jest w stanie obsłużyć 2 800 operacji dziennie, a cięcia proponowane przez FAA są „nieuzasadnione” i „regresywne”. Dodatkowo miasto obawia się, że w praktyce regulator może pójść jeszcze dalej – podczas zamkniętych spotkań pojawiały się propozycje zejścia nawet do 2 400 operacji na dobę.
Co na to pasażerowie? Zdania są podzielone. Jedni, jak mieszkanka Chicago Ferrari Benton, obawiają się, że cięcia oznaczać będą mniej bezpośrednich połączeń i gorszą ofertę dla stałych klientów. Inni, jak Gary Smith z Naperville, przyznają, że mniejszy ruch mógłby złagodzić kolejki i nerwowość na lotnisku – choć kosztem wygody części podróżnych.
Ostateczne decyzje FAA wciąż nie zapadły, ale stawka jest wysoka: bez kompromisu między liniami, miastem i regulatorem letni szczyt może przynieść dokładnie to, czego wszyscy się obawiają – paraliż na jednym z najważniejszych lotnisk w kraju.