----- Reklama -----

Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa

----- Reklama -----
Rafał Jurak

Rafał Jurak


Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Udostępnij znajomym:

Na podsumowania roku za wcześnie, chociaż niektórzy już zaczęli. Poczekajmy do końca grudnia, biorąc pod uwagę tempo wydarzeń z ostatnich miesięcy sporo się jeszcze może zdarzyć.

Można jednak podsumować ostatnie 3 lata, jakie upłynęły od aresztowania Roda Blagojevicha. W ubiegłym tygodniu wyraziłem opinię, że 14 lat więzienia to zdecydowanie za dużo, zwłaszcza, że nikogo na wysokich stołkach władzy ta kara nie wystraszy i nie powstrzyma przed sięganiem po cudze pieniądze. Właśnie ten okres, jaki upłynął od zatrzymania byłego gubernatora do dziś, jest najlepszym na to dowodem. Absolutnie nie sugeruję, że ktoś już to robi, nic na to przecież nie wskazuje, poza tym od takich spraw jest zapracowana prokuratura. Twierdzę jednak, że warunki w Illinois są w dalszym ciągu do uprawiania korupcji doskonałe. Mimo szumnych zapowiedzi nie zmieniło się prawie nic.

Od momentu przejęcia najwyższego urzędu przez Patricka Quinna nasz stan wprowadził kilka zmian, które podobne zachowania mają ograniczyć. Niestety, większość z tych ustaw nic sobą nie reprezentuje, jest w najlepszym przypadku próbą pokazania, że robi się coś, kiedy w rzeczywistości nikt nie ma takiego zamiaru. Powołana przez nowego gubernatora Komisja Reform, w której zasiadała między innymi obecna wicegubernator, Sheila Simon (pamięta ją ktoś jeszcze?), zasugerowała kilka niezłych rozwiązań. Zrealizowano ok. 10% z nich, w tym takie, które bez wprowadzenia pozostałych 90% pozbawione są sensu. Ograniczono na przykład sumy jakie na kampanie wyborcze polityków mogą przekazywać biznesy i osoby prywatne. Dobrze. Ale jednocześnie nie ograniczono sum przekazywanych przez partie i tzw. komitety wyborcze w okresie końcowych wyborów. Wystarczy więc nieco później przekazać pieniądze za pośrednictwem partii lub komitetu osiągając ten sam efekt - dozgonną wdzięczność wybieralnego polityka. Nowe prawo tylko wzmocniło pozycję osób już zasiadających u szczytów władzy poprzez osłabienie startu nowych, po raz pierwszy starających się o fundusze na kampanie i głosy wyborców. Rozwiązanie takie miałoby nieco więcej sensu, gdyby zgodnie z sugestią komisji ograniczyć liczbę dopuszczalnych kadencji w stanowej legislaturze. Niestety, taka zmiana wymagałaby poparcia członków omawianej legislatury. Który z nich na coś takiego zagłosuje ucinając z własnej woli owocną, kilkudziesięcioletnią karierę? No kto?

Podobnie sprawa wygląda w przypadku stanowych finansów. Nikt nie chce podjąć szkodliwych dla siebie decyzji. Quinn może nie jest najlepszym gospodarzem, ale nieuczciwości na razie nie można mu zarzucić. Na początku, tuż po odwołaniu Blagojevicha, przynajmniej starał się zrobić coś pożytecznego w finansach stanowych, uległ jednak wpływowym politykom, tym samym, o których mówiłem przed chwilą.

Stan Illinois już nie stoi na krawędzi bankructwa, wszystko wskazuje na to, że jest bankrutem. Naszego deficytu nie da się zlikwidować oszczędzając na papierze do drukarek i wkręcając energooszczędne żarówki w biurowcach. Nie pomoże najbardziej nawet nowoczesna flota samochodów hybrydowych i bezpłatne dni wolne pracowników sektora publicznego. Granica podnoszenia podatków też już podobno została osiągnięta (w to akurat nie wierzę).

3 lata temu, Quinn miał kilka pomysłów, które przepadły na posiedzeniach niewielkich, bliżej nieznanych komisji w Springfield. Chciał na przykład ograniczyć liczbę jednostek rządowych w naszym stanie, których mamy najwięcej w kraju, bo ponad 7 tysięcy. Im jest ich więcej, tym droższe jest ich utrzymanie. Pensje niepotrzebnych urzędników pochłaniają setki milionów rocznie, a później kilka razy więcej podatnicy płacą za różne ich świadczenia, głównie emerytalne. Nic z tego nie wyszło. Sąsiadująca z nami Indiana ma 2,300 jednostek rządowych, a tym samym kilka tysięcy mniej podległych im departamentów powielających swe zdania, na które łożą podatnicy. Wisconsin ma ich niecałe 2000.

Gubernator chciał również ograniczyć do 300 liczbę dystryktów szkolnych. W tej chwili mamy ich 870 i jest ich zdecydowanie zbyt wiele. Przewidywane oszczędności to ok. 100 milionów rocznie na samych pensjach. Do tego doliczmy utrzymanie biur, samochodów i przyszłe świadczenia. Ten pomysł również nie spodobał się legislatorom. Sąsiadująca z nami Indiana ma ich 350. Wisconsin ponad 400.

Były też mniejsze pomysły, typu likwidacja stanowiska wicegubernatora, czy połączenie biur kontrolera stanowego ze skarbnikiem (prawie to samo). Zabrakło chętnych do dyskutowania na ten temat.

Oczywiście wciąż największym problemem jest dla stanowego budżetu zadłużony i przerośnięty system emerytalny. Jednak na ten temat jeszcze prowadzone są rozmowy, więc niczego nie przesądzajmy. Nikt jednak nie powinien mieć wyrzutów sumienia, jeśli  myśli, że skończy się jak zwykle. Na spektakularnym niczym połączonym z kolejną podwyżką podatków zmieszaną z wysokooprocentowanymi pożyczkami na spłatę poprzednich zobowiązań.

Skoro o spłatach zobowiązań mowa, to warto wyjrzeć poza Illinois, i spojrzeć na resztę kraju. Rząd federalny przyjął podobne rozwiązania (dziennikarze Forbes`a twierdzą, że nie powinno to nikogo dziwić, skoro większość administracji stąd pochodzi) i pożycza zadłużając kolejne pokolenia. Nie może to jednak trwać w nieskończoność. Zamiast cieszyć się, że nie jest u nas jeszcze tak źle, jak w niektórych krajach europejskich, powinniśmy zacząć wyciągać wnioski.

W momencie swego upadku finansowego Grecki dług wynosił 146% dochodu narodowego brutto. Według ekonomistów USA znajdzie się w tym samym miejscu za niecałe 10 lat. Problem w tym, że Europa pożyczała przez ostatnie 45 lat, a my robimy to wprawdzie znacznie krócej, ale o wiele szybciej. Grecja ma sąsiadów, którym zależało na utrzymaniu jej przy życiu, a co najważniejsze, stać ich było na oferowanie pomocy. Gdy za kilka lat zaczniemy tonąć, wielu będzie przerażonych, ale nikt nie będzie posiadał wystarczająco wielkiej tratwy, by nas uratować. Jeśli nie chcemy skończyć na dnie, musimy sami sobie pomóc - to efekt uboczny posiadania największej gospodarki świata.

Miłego weekendu.

Rafał Jurak

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.