Jeszcze troszkę, ciut, ciut. Damy radę! Musimy dać radę.
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Siedzimy po domach już kilka tygodni. To żadna sielanka. Kiedyś mówiliśmy: nie mam czasu, żebym miał choć ze dwa dni wolne, to bym wreszcie załatał te dziurę w ścianie, albo co. Niezaplanowany urlop się przedłuża i oczywiście ktoś gdzieś jakieś dziury ponaprawiał, a ktoś nie. Ktoś bije żonę, albo choć się kłóci z mężem. Inny terroryzuje dzieci, a znowu inny narzeka - żona daleko, nie może wrócić, dzieci na swoim, gadamy tylko przez telefon, siedzę sam. I tak źle i tak niedobrze. Rośnie ilość zgłoszeń przypadków przemocy domowej. Jak zwykle - są tacy, którzy swoje frustracje wyładowują na najbliższych. Przestańcie! To nic nie da! Ten mój apel też guzik da. Poziom frustracji rośnie. Zwłaszcza tam, gdzie juz nie ma pieniędzy, a żadne zasiłki jeszcze nie przyszły. A w dodatku ci wstrętni politycy, co oni wyprawiają!!!

Dlaczego nie otwierają biznesów, dlaczego nie możemy wrócić do pracy! Oni coś knują, coś szykują, kombinują, mają coś na myśli i w rękawie.

W takim stanie zdenerwowania łatwo czepiamy się najdziwniejszych pomysłów i teorii. No bo dlaczego Walmart jest otwarty, a maleńka kawiarenka - nie? No komu by przeszkadzała maleńka kawiarenka!!! Dlaczego nie można otworzyć zakładu fryzjerskiego? Ludzie ubiorą maseczki, rękawiczki i już. Jak nie dadzą nam pracować to powariujemy, poumieramy z nudów, albo z głodu, albo zrobimy coś jeszcze głupszego. Spiskowa teoria / ta z drugie strony / odpowiada - nawołują, żeby otwierać małe firmy po to, by odebrać ich właścicielom obiecane prawo do zasiłku dla bezrobotnych. Jasne?

A zastanowiliście się, dlaczego prezydent najpierw popierał otwieranie różnych biznesów w różnych stanach, a potem przestał? Hmm, co by to mogło znaczyć? Już nie pisze: uwolnić ten czy inny stan, dlaczego? Nie chce ponosić odpowiedzialności, gdyby nagle wzrosła liczba zachorowań? Może...

A ta przysłowiowa maleńka kawiarenka? Wyobraźmy sobie, że jesteśmy burmistrzem miasteczka. Nachodzi pandemia, każą nam zamykać co się da, a zostawić tylko miejsca niezbędne dla życia. Walmart sprzeda ludziom różne rzeczy, także lekarstwa i papier toaletowy. Po proszek do prania tez nie pójdziemy do kawiarenki. Zresztą - zostawisz czynną kawiarenkę, to przyjedzie zaraz kwiaciarnia, maleńka pralnia itd. Każdemu szkoda miłej pani z maleńkiej kawiarenki, ale cóż?

Jednych szkoda, bo zamknięci, a drugich znowu - bo każą im pracować. Prezydent właśnie dekretami podtrzymuje prace zakładów mięsnych. Najpierw rozległy się wiadomości o paskudnej sytuacji w Smithfield, przetwórni mięsnej w Sioux Falls w South Dakota. To ogromna firma zatrudniająca w różnych krajach ponad 54 tysiące pracowników. Mają zakład także w Polsce. Do rzeźni w South Dakota swoje zwierzęta odstawia 550 niezależnych farmerów. 3,700 pracowników przerabia tam dziennie na mięso prawie 20 tysięcy świń. Dziennie! Jakie to wielkie pieniądze, jakie to wielkie przedsiębiorstwo, jakie skutki zatrzymania takiego giganta. Więc długo nie był zamykany. Ludzie chorowali, zarząd mówił, że nocami dezynfekuje, aż wreszcie, kiedy chorowało już ponad 800 osób - zamknęli. Te osoby, ci pracownicy to głównie imigranci i uciekinierzy z Kongo, Somalii, Nepalu, El Salvador. Mówi się tam osiemdziesięcioma językami. Dlaczego nie zamknęli wcześniej? Czy dlatego, że właścicielem jest firma chińska i ma gdzieś los pracowników amerykańskich, czy dlatego że najważniejszy jest dolar? A może po prostu dlatego, że taką decyzję jest bardzo trudno podjąć!

Teraz kolejne przetwórnie mięsa, rzeźnie zgłaszają problemy. Dekret prezydenta nakazuje im utrzymać produkcję. Nie wiem, jak to zrobią - nakazując chorym ludziom stawienie się do pracy, zatrudniając innych, wojsko? Nie mam pojęcia.

Zamknąć źle, nie zamknąć jeszcze gorzej.

Lekarze, epidemiolodzy mówią, że trzymanie się na dystans, czyli nasze siedzenie w domach też - ma sens, przynosi rezultaty. Daje nadzieję, że opanujemy sytuację. Spadnie liczba zachorowań i dotrwamy do czasu aż najmądrzejsi z nas wykombinują, czym tę zarazę leczyć, a może nawet znajdą szczepionki. Od nas zależy, w jakim stanie przetrwamy ten trudny czas - pokrzepieni wspólnym działaniem dla wspólnego dobra, czy zakręceni przez różnych spiskowców i sprzedawców katastrof.

Idalia Błaszczyk
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Udostępnij swoim znajomym: