Kto ma telewizję...
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----
Idalia Błaszczyk

Idalia Błaszczyk


Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Udostępnij swoim znajomym:

Znajomy cierpi na bezsenność. W końcu poszedł do lekarza. Ma teraz nie oglądać wieczorami telewizji, ma nie czytać wiadomości w telefonie....

- Jak to ? - zapytał lekarza. - Mam nie wiedzieć, co się w świecie dzieje?!

- Świat sobie bez ciebie poradzi - lekarz na to - a bezsenność może być drogą do na przykład zawału. Ciebie zabije, a telewizja będzie nadal emitować newsy.

"Nawet nie same newsy są takie wkurzające - zwierzył mi się znajomy. Sama telewizja może człowieka doprowadzić do szału. Miałem taki ulubiony serial, tu w amerykańskiej telewizji. Włączam wczoraj i co? Coś innego! Ani słowa wyjaśnienia, żadnych zapowiedzi! Sezon się skończył!".

Praktyki stosowane przez tutejsze telewizje są rzeczywiście zastanawiające. A już zwłaszcza emisje seriali i prawa rządzące powtórkami. Seriale mają sezony, po kilka odcinków, potem są powtórki, nie zawsze emitowane chronologicznie. Więc Molly chce mieć dziecko, stara się o adopcję - dziś, a jutro - Molly dopiero przygotowuje się do ślubu. Jeszcze nie myśli o dzieciach... Niektóre seriale są też emitowane latami, dookoła Wojtek, czy też wkoło Macieju. Ja już znienawidziłam tak kiedyś lubiany "Mały domek na prerii", już na pamięć znam akcje kolejnych odcinków opowiadających o pracy policji obyczajowej, czy kryminalnej, albo jeszcze lepiej jednostek specjalnych z Miami czy Los Angeles. Choćby nie wiem jak dobrze napisane i zagrane - w końcu, powtarzane od lat, znudzą się! Kanały ogólnodostępne, takie odbierane przez antenę pokojową czy dachową, dosłownie zawalone są filmami, serialami, programami sprzed lat, dziesięcioleci. Można sobie na przykład obejrzeć teleturniej rozgrywany wśród regałów supermarketu, pochodzący najwyraźniej z czasów, kiedy supermarkety potrzebowały rozreklamowania. Albo leciwe wieczorne programy prowadzone przez siedzącego przy stoliku pana, kiedyś bardzo popularnego i lubianego, ale dziś? Dziś mamy takich panów więcej. Tylko że ich audycje, niby zbudowane wokół pomysłu komentowania bieżących wydarzeń, też są często do znudzenia powtarzane, odgrzewane. Wydawać by się mogło, że w ojczyźnie Hollywood naoglądamy się do woli różnych filmów. I faktycznie - westerny, kryminały, komedie, najlepiej biało-czarne, dobrze, że nie tak starożytne, żeby aż były nieme! Jednym słowem telewizja zawalona jest starzyzną i programami sponsorowanymi, o których dziś zmilczę, bo to jeszcze bardziej denerwujące /mojego cierpiącego na bezsenność kumpla/.

Kolejną ciekawostką jest jakaś nadzwyczajna synchronizacja programów. Kiedyś można było przerzucić kanał i na czas reklam tu zobaczyć, co słychać w akcji serialu emitowanego gdzie indziej. Można było to samo zrobić podczas prognozy pogody, albo sportu. Teraz się to nie uda. Niby te kanały / czyli różne stacje różnych korporacji/ przecież ze sobą konkurują, a jakoś się dogadują i reklamy, prognozę pogody, sport - wszystko to nadają prawie dokładnie w tym samym czasie.

Dlaczego tak jest? Bo my nie musimy oglądać - co spodoba się oczywiście lekarzowi od bezsenności, a oni /telewizja/ nic nie są nam winni. Nie są wobec widza w żaden sposób zobowiązani. Nie obiecywali, że nas będą edukować, informować i rozrywać - w sensie: dostarczać rozrywek. Oni jedynie są zobowiązani zgodnie z kontraktem emitować reklamy. Jakoś tym reklamodawcom jeszcze się wydaje, że dużo ludzi te resztki po telewizji ogląda, więc tych reklam - ciągle dużo. Kiedyś może dojdzie do tego, że widzów jednak zabraknie i reklamodawcy się kapną i co? Zobaczymy. Korporacje medialne chyba się takich sytuacji nie boją, bo przecież są już tak wielopoziomowe, że jak nie tu i nie tak, to tam i inaczej swoją kasę zarobią. Kuriozum jest telewizja kablowa, w której klient płaci za dostęp, a i tak ma reklamy i to często ma ich jeszcze więcej.

Skoro telewizja jest takim samym biznesem, jak na przykład prowadzenie szpitala, uniwersytetu, czy fabryki guzików albo karabinów - czyli przedsięwzięciem nastawionym na zysk, to nie mamy się czego czepić. Można tylko wyłączyć, można oglądać różne różności w komputerach i wspominać dawne czasy, jak to pustoszały ulice na przykład w miastach w NRD, bo emitowano "Stawkę większą niż życie". To juz nie wróci.

Idalia Błaszczyk
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.