Poradzą sobie?
----- Reklama -----
Idalia Błaszczyk

Idalia Błaszczyk


Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Udostępnij swoim znajomym:

Jest środa wieczorem. Już po głosowaniu Kongresu. Prezydent Donald Trump po raz drugi poddany procedurze impeachmentu. Dziesięcioro republikanów też było za. Wśród nich Adam Kinzinger z Illinois, który powiedział w telewizji, że nie boi się skutków, czytaj - zemsty, nie bardzo mu zależy na karierze politycznej, więc zagłosował zgodnie z sumieniem.

Chyba wcześniej tak otwarcie nie mówiło się o tym, że partia, w tym przypadku republikanie, może karać za niesubordynację, że odszczepieńca czekają konsekwencje.

Liz Cheney, posłanka z Wyoming, córka byłego wiceprezydenta D. Cheney’a też była za potępieniem prezydenta, choć republikanka, jakoś chyba nie bała się kary za swój glos.

Podczas obrad Izby, przed glosowaniem - normalna polityczna zadyma. Argumenty, kłamstwa, manipulacje, zarzuty, oskarżenia. Prezydent zawinił, nawoływał do napaści na Kapitol, albo wprost przeciwnie - przecież napastnicy mieli różne ciekawe sprzęty, jak bomby, wcześniej, zanim do nich Trump przemówił! Zanim ich zachęcił do marszu na Kapitol. Czyli bez jego wiedzy, udziału, sami z siebie różni, często zabawnie wyglądający awanturnicy /tu się raczej mówi teraz terroryści/ zleźli się na Kapitol, wrzeszczeli, że powieszą wiceprezydenta, szukali Nancy Pelosi /przestańmy mówić o niej: spikerka, bo spikerką to kiedyś była zdaja się Krystyna Loska, N. Pelosi to tutejszy marszałek Sejmu, nie żadna spikerka/, zerwali amerykańską flagę i na jej miejscy powiesili flagę z nazwiskiem Trumpa. Wszyscy wiemy, co było. Dziś tylko politycy w zależności od wyznawanej politycznej doktryny przedstawiali nam o tym swoją opowieść.

I choć może to być denerwujące, bo często leje się z wypowiedzi posłów czysta demagogia, to jednak złapałam się na tym, że im zazdroszczę. Im. Amerykanom.

Obojętne, z której są strony, czyli z której partii - odwołują się wszyscy do Konstytucji, do Ojców Założycieli, do filozoficznych podstaw, na których zbudowano to państwo, tę republikę. Cytują Lincolna, Waszyngtona, JFK, M. L. Kinga, Jeffersona też. Odwołują się do wartości i poglądów, zapisów prawa, które są niezmienne, stałe, niepodważalne, nawet jeśli rożnie interpretowane czy rozumiane. Ale są, stanowią podstawę tego państwa, tej konstrukcji, tego mitu, tej opowieści, która jest im wszystkim droga.

Jaką opowieść stalą i niezmienną o sobie samych mamy my - Polacy? Na jakich Ojców Założycieli powołują się nasi politycy?

Poprzednia władza? Bez żartów. Zdrajcy i sprzedawczycy. Jeszcze poprzednia, chyba jacyś durnie. Komuniści czy postkomuniści, to nawet szkoda gadać. Solidarność? Już dawno etos zamieniliśmy na czytankę o Bolku-Agencie. To nam bardziej pasuje niż wspaniała opowieść o buncie dziesięciu milionów ludzi i bezkrwawej rewolucji. Co tam? Ważniejsze, że Elektryk nie będzie się szarogęsił. Wcześniej? Jaka Armia Krajowa, czy żołnierze gen. Andersa? To starzy bohaterowie, teraz mamy nowych, "naszych", tych wyklętych. I jeszcze Brygadę Świętokrzyską. Powstanie? Nie będę przytaczać, co się o powstaniu czasem mówi, bo za duży wstyd. A przed wojną? Dla jednych Piłsudski święty, dla drugich oszołom, jednym pasuje tradycja wszechpolaków, innym PPS-u. Do dziś się kłócą. Konstytucja? A może "konstytutka", jak śpiewano w kabaretach. Stamtąd też pochodzi wierszyk: "Fakty, aby stały się faktyczne, muszą być uzgodnione z Wojskowym Biurem Historycznem". To też sprzed wojny.

"Historia tak się zmienia, po jakich toczy się kamieniach".

Zmieniają się nam bohaterowie, czy też sami ich sobie zmieniamy, zmieniają się wartości, artykuły w kolejnych konstytucjach. W rezultacie dzień odzyskania niepodległości, która przez tyle lat była takim naszym skarbem i spoiwem, ten dzień świętujemy wśród sztandarów z jakimiś dziwnymi znakami dawnych Słowian czy Germanów, wśród świec dymnych, wrzasków ogolonych na łyso osiłków, a często pałowania i gazu łzawiącego. Nie wiem, przeciwko komu te marsze są organizowane, skoro obecna władza już od tak dawna im sprzyja. Przyjdzie nowa władza i pewno tych marszy zakaże. Tradycje znowu trzeba będzie zmieniać. Sami to robimy z własną tożsamością, z naszymi bohaterami, z naszymi Konstytucjami. Ostatnio nawet ogłoszono, że ustawa o aborcji jest niezgodna z Konstytucją /obecną/, ale się tej decyzji nie publikuje, bo gdyby została opublikowana, natychmiast trzeba by było działać zgodnie z zapisem, czyli aborcji zakazać całkowicie, w każdej sytuacji. Więc tak interpretuje władza Konstytucję, ale świadomie nie wdraża w życie tej interpretacji. Boi się?

Dziś środa. Na Kapitolu tysiące żołnierzy, nawet są uzbrojeni. Tylko lóżek im nie dano, śpią na podłodze, politycy muszą na korytarzach uważać, żeby którego nie nadepnąć. Żarty... A serio. Dziś dopiero środa. Zaprzysiężenie nowego prezydenta dopiero za tydzień. Wszystko może się zdarzyć.

Idalia Błaszczyk
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.