Włoscy politycy i działacze sportowi z oburzeniem odrzucili pomysł specjalnego wysłannika prezydenta Donalda Trumpa, który zaproponował, by Włochy zajęły miejsce Iranu na zbliżającym się Mundialu 2026. Reakcja była jednoznaczna: tak się nie robi.
Paolo Zampolli – specjalny wysłannik prezydenta Stanów Zjednoczonych – publicznie przyznał, że przedstawił ten pomysł zarówno Trumpowi, jak i prezydentowi FIFA Gianniemu Infantino.
„Potwierdzam, że zaproponowałem Trumpowi i Infantino, by Włochy zastąpiły Iran na Mundialu. Jestem Włochem z urodzenia i byłoby moim marzeniem oglądać Azzurrich na turnieju organizowanym w USA. Cztery tytuły mistrza świata w pełni uzasadniają ich obecność” – powiedział Zampolli w rozmowie z Financial Times.
Problem polega na tym, że sam zainteresowany kraj, czyli Włochy, nie chce mieć z tym pomysłem nic wspólnego.
Zampolli – urodzony w Mediolanie 55-letni biznesmen, były agent modelek i wieloletni przyjaciel Trumpa – pełni dziś funkcję specjalnego wysłannika prezydenta ds. globalnych partnerstw. Choć jego rola dyplomatyczna jest nieformalna i trudna do precyzyjnego zdefiniowania, Zampolli regularnie pojawia się na spotkaniach z szefami państw i ministrami, mieszając biznes z dyplomacją. Według Financial Times, jego propozycja w sprawie Mundialu miała być częścią szerszej próby naprawienia stosunków między Trumpem a włoską premier Giorgią Meloni, które ochłodły po tym, jak Trump skrytykował papieża w kontekście wojny z Iranem.
Klęska na boisku, klęska w tabeli – i tak ma zostać
31 marca Włochy przegrały z Bośnią i Hercegowiną w barażach eliminacji europejskich po rzutach karnych, co oznaczało dla nich trzecią z rzędu nieobecność na Mundialu. To upokorzenie samo w sobie było już wystarczająco bolesne. Teraz do rany przyłożono sól: ktoś chce po cichu wpuścić ich przez tylne drzwi w miejsce Iranu.
„Hańbiące", „obraźliwe", „niemożliwe"
Włoski minister sportu Andrea Abodi nie zostawił na propozycji suchej nitki.
„Ewentualne zakwalifikowanie Włoch na Mundial 2026, które rzekomo zaproponował FIFA wysłannik prezydenta Trumpa, jest po pierwsze niemożliwe, a po drugie – niestosowne. Nie wiem, co jest ważniejsze” – powiedział Abodi dla Sky News. „Kwalifikacje zdobywa się na boisku”.
Luciano Buonfiglio, prezes Włoskiego Narodowego Komitetu Olimpijskiego (CONI), wtórował mu podczas uroczystości w Rzymie.
„Przede wszystkim nie sądzę, żeby to było możliwe. Po drugie – czułbym się obrażony. Na Mundial trzeba sobie zasłużyć” – podkreślił Buonfiglio.
Jeszcze dosadniej wyraził się minister gospodarki Giancarlo Giorgetti. Według Reutersa określił całą propozycję jednym słowem: hańba.
Zasady są zasadami
Reakcja włoskich oficjeli jest tu wyjątkowo wymowna. Kiedy własny kraj, który mógłby skorzystać na takiej propozycji, mówi „nie" – i to z oburzeniem – trudno nie dostrzec w tym lekcji o tym, co sport ma oznaczać. Tytuły, tradycja i marzenia wysłannika to jedno. Miejsce na boisku – to drugie.
A co z Iranem?
Cały ten scenariusz byłby w ogóle możliwy wyłącznie wtedy, gdyby Iran wycofał się z turnieju. Tymczasem rzeczniczka irańskiego rządu ogłosiła w tym tygodniu, że kraj jest „w pełni gotowy" do gry na Mistrzostwach Świata w USA, Meksyku i Kanadzie.
Iran, jeden z pierwszych zespołów, które wywalczyły awans, ma zaplanowane trzy mecze grupowe: 15 czerwca z Nową Zelandią w Los Angeles, 21 czerwca z Belgią – również w LA, oraz 26 czerwca z Egiptem w Seattle.
Gdyby jednak Iran mimo wszystko zrezygnował, FIFA dysponuje pełną swobodą decyzji. Artykuł 6.7 regulaminu Mundialu stanowi, że w przypadku wycofania lub wykluczenia któregokolwiek ze stowarzyszeń uczestniczących, FIFA podejmuje decyzję wyłącznie według własnego uznania i może podjąć wszelkie działania uznane za konieczne.
Tło całej sprawy jest jednak znacznie szersze. Iran znalazł się na amerykańskiej liście zakazów wjazdu, choć rozporządzenie Trumpa przewiduje wyjątek dla sportowców i sztabów uczestniczących w wielkich imprezach sportowych. Piłkarze mogą więc teoretycznie przyjechać – ale właśnie to „teoretycznie" budzi niepokój.
Iran ma obowiązkowy pobór wojskowy, a część zawodników narodowej reprezentacji służyła w Korpusie Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) – organizacji, którą Stany Zjednoczone oficjalnie uznały za terrorystyczną. Oznacza to, że decyzja o przyznaniu wizy każdemu z nich może być rozpatrywana indywidualnie, a odmowa jest jak najbardziej możliwa. Niepewny jest status gwiazdy drużyny, Mehdiego Taremiego, który w mediach społecznościowych publikował posty popierające Palestynę. Kibiców reprezentacji Iranu w USA nie zobaczymy – zwykli Irańczycy są objęci zakazem wjazdu i na mecze będą mogli pojechać co najwyżej do Kanady lub Meksyku. Sprawa była zresztą problemowa od początku – przy grudniowym losowaniu grup USA odmówiły wizy trzem członkom irańskiej delegacji, w tym prezydentowi federacji, co skłoniło Iran do tymczasowego bojkotu ceremonii. Ostatecznie wizy przyznano, ale napięcie pozostało. Teraz, gdy oba kraje są w stanie wojny, przyszłość irańskiego udziału w turnieju jest jeszcze bardziej niepewna.