----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

30 kwietnia 2026

Udostępnij znajomym:

Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych wydał w środę przełomowy wyrok, który może na trwałe zmienić oblicze amerykańskiej demokracji. W decyzji podjętej stosunkiem głosów 6 do 3 — ściśle według podziału na sędziów konserwatywnych i liberalnych — trybunał uznał, że mapa okręgów wyborczych w Luizjanie, stworzona w oparciu o kryterium rasowe w celu zwiększenia reprezentacji mniejszości, może naruszać konstytucję. Jednocześnie znacząco ograniczył sposób stosowania ustawy o prawach wyborczych.

Czego dotyczyła sprawa?

Ustawa o prawach wyborczych z 1965 roku, uchwalona w szczytowym momencie ruchu praw obywatelskich, miała chronić zbiorową siłę wyborczą mniejszości rasowych. Jej kluczowy przepis — tzw. Sekcja 2 — zakazywał tworzenia map okręgów wyborczych, które rozmywały wpływ mniejszości na wynik głosowania.

Do tej pory wystarczyło wykazać, że dana mapa w praktyce osłabia reprezentację mniejszości. Po środowym wyroku to już nie wystarczy. Sędzia Samuel Alito, pisząc w imieniu konserwatywnej większości, orzekł, że powodowie muszą teraz udowodnić celową dyskryminację rasową — czyli wykazać, że twórcy map działali ze świadomym zamiarem wykluczenia mniejszości.

To pozornie niewielka zmiana, która w rzeczywistości wywraca dotychczasowy system ochrony do góry nogami. Jak tłumaczy profesor Atiba Ellis z Case Western Reserve University, udowodnienie złego zamiaru jest niezwykle trudne — politycy po prostu wiedzą, żeby nie zostawiać pisemnych śladów swoich motywacji.

Jakie będą bezpośrednie skutki?

Luizjana zostanie teraz zmuszona do przerysowania swojej mapy wyborczej — najprawdopodobniej z jednym okręgiem mniej sprzyjającym demokratom. Gubernator stanu Jeff Landry zdecydował już o zawieszeniu prawyborów zaplanowanych na 16 maja, by umożliwić przygotowanie nowych podziałów.

Jednak skutki wykraczają daleko poza jeden stan. Analiza przeprowadzona przez organizację Fair Fight Action wskazuje, że nawet 19 okręgów kongresowych w całym kraju, które dotąd były chronione przez ustawę o prawach wyborczych, może zostać przerysowanych na korzyść republikanów.

Nie chodzi tylko o techniczne zmiany granic. W praktyce mniejszości rasowe — które w większości głosują na demokratów — mogą zostać rozproszone między kilka okręgów, co osłabi ich realny wpływ na wynik wyborów i zwiększy szanse republikanów na zdobycie dodatkowych mandatów.

Zaledwie kilka godzin po wyroku stan Floryda przegłosował nową mapę okręgów, która ma stworzyć cztery dodatkowe okręgi sprzyjające GOP.

„Czerwone" stany szykują się do działania

To właśnie ten wymiar wyroku budzi największy niepokój ekspertów — lawina zmian, która może nadejść w nadchodzących miesiącach i latach. Stany pod kontrolą republikanów na południu kraju, takie jak Alabama, Georgia, Missisipi, Tennessee, Teksas czy Karolina Południowa, już sygnalizują chęć skorzystania z nowej wykładni prawa i przerysowania okręgów w taki sposób, by rozbić dotychczasowe skupiska wyborców mniejszości.

Senatorka z Tennessee Marsha Blackburn wprost wezwała miejscowych republikanów do stworzenia nowych, bardziej korzystnych dla partii map. W Georgii dwaj czołowi kandydaci na gubernatora w wyścigu republikańskim zapowiedzieli zwołanie specjalnej sesji legislacyjnej poświęconej zmianie granic okręgów wyborczych.

Cel jest prosty: tam, gdzie dotąd okręgi musiały zachowywać zwartą reprezentację czarnych czy latynoskich wyborców, teraz można ich głosy "rozproszyć" — rozdzielając społeczności między kilka okręgów tak, by nigdzie nie stanowiły decydującej siły.

Profesor Harvard Nicholas Stephanopoulos nie pozostawia złudzeń co do skali zjawiska: jego zdaniem możemy być świadkami największego spadku reprezentacji mniejszości od czasów zakończenia Rekonstrukcji po wojnie secesyjnej — czyli od ponad stu lat.

Co z wyborami?

Na tegoroczne wybory śródokresowe wpływ wyroku będzie ograniczony — w wielu stanach terminy zgłaszania kandydatur już minęły, a kampanie trwają. Prawdziwy przełom może nastąpić przy wyborach w 2028 roku, kiedy stany będą miały czas na gruntowne przeprojektowanie swoich map.

Republikanie mogą dzięki temu zyskać nawet kilkanaście dodatkowych mandatów w Izbie Reprezentantów, co może dać im trwałą przewagę w Kongresie na całe lata.

Demokraci są w defensywie. Lider mniejszości w Izbie Hakeem Jeffries oskarżył republikanów o próbę „sfałszowania wyborów śródokresowych”. Czarnoskórzy kongresmeni alarmują, że ich okręgi mogą wkrótce przestać istnieć. Część demokratów rozważa odpowiedź lustrzaną — przerysowanie map w stanach, gdzie to oni sprawują władzę, tak by korzystniej rozłożyć swoich wyborców między okręgi.

Wśród ekspertów nie ma zgody co do oceny wyroku, ale wielu z nich uważa, że ustawa o prawach wyborczych z 1965 roku została poważnie osłabiona. Jak ujął to profesor Rick Hasen z UCLA, jest dziś „pustą skorupą tego, czym była”.

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor