----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

29 kwietnia 2026

Udostępnij znajomym:

Jeszcze nie tak dawno zamach na polityka zatrzymywał Amerykę na wiele dni. Dziś przemoc polityczna trafia do nagłówków na dzień lub dwa, po czym ustępuje miejsca następnemu kryzysowi.

W ciągu ostatniego roku polityczna przemoc w Stanach Zjednoczonych przybrała rozmiary nienotowane od dziesięcioleci. Zamach na konserwatywnego działacza Charliego Kirka. W Minnesocie zamordowano demokratyczną parlamentarzystkę Melissę Hortman i jej męża, a sprawca miał przy sobie długą listę kolejnych potencjalnych ofiar. W Pensylwanii podpalono dom gubernatora Josha Shapiro.

Prezydent Donald Trump stał się celem zamachów już trzykrotnie. Ostatnia próba miała miejsce w miniony weekend podczas dorocznej kolacji Stowarzyszenia Korespondentów Białego Domu w Waszyngtonie, gdzie uzbrojony w strzelbę, pistolet i kilka noży Kalifornijczyk Cole Tomas Allen sforsował punkt kontrolny, planując atak na członków administracji. Według śledczych planował zamach od tygodni.

Biały Dom obwinił za atak demokratycznych polityków i „część mediów", twierdząc, że „nienawistna i agresywna retoryka kierowana wobec prezydenta Trumpa przyczyniła się do legitymizowania tej przemocy". Badacze zjawiska podkreślają jednak, że rzeczywistość jest bardziej złożona i daleka od jednostronnej.

Liczby, które mówią wiele

Śledzenie politycznej przemocy w czasie to zadanie trudniejsze, niż mogłoby się wydawać. Sam termin jest nieprecyzyjny, wiele baz danych opiera się na doniesieniach medialnych — metodzie coraz mniej wiarygodnej w dobie kurczącego się rynku lokalnej prasy.

Mimo to dostępne dane wskazują jeden kierunek. Policja Kapitolu, monitorująca groźby wobec członków Kongresu, ich rodzin i pracowników, odnotowuje stały wzrost: z 3,9 tysiąca gróźb w 2017 roku do 9,5 tysiąca w roku 2024. Inicjatywa Bridging Divides Uniwersytetu Princeton dokumentuje gwałtowny wzrost zagrożeń na szczeblu lokalnym po głośnych wydarzeniach politycznych, w tym po wyborach prezydenckich w 2024 roku i śmierci Charliego Kirka.

Globalny Indeks Terroryzmu Uniwersytetu Maryland pokazuje, że liczba zamachów i prób zamachów zaczęła rosnąć na świecie od połowy lat 2010. Nowe dane Centrum Studiów Strategicznych i Międzynarodowych, opublikowane przez „Wall Street Journal", wskazują, że antypaństwowa przemoc w USA osiągnęła w 2025 roku najwyższy poziom od ponad trzydziestu lat.

Historyk Matt Dallek z Uniwersytetu George'a Washingtona stawia sprawę wprost: „Aby znaleźć podobny poziom przemocy wobec polityków, trzeba sięgnąć do czasów sprzed wojny secesyjnej".

Polaryzacja, media społecznościowe i poczucie moralnego imperatywu

Co napędza ten trend? W ubiegłym roku Pew Research Center zapytał Amerykanów, dlaczego ich zdaniem polityczna przemoc się nasila. Odpowiedzi respondentów pokrywają się z diagnozami badaczy: partyjna polaryzacja, rosnące przyzwolenie na przemoc i rola mediów społecznościowych.

Najważniejsza jest głębokość podziałów politycznych w USA i to, że przybrały one ton moralny. Wielu Amerykanów postrzega swoich oponentów jako fundamentalnie „złych". Ta atmosfera wykracza poza podział lewica-prawica i obejmuje ludzi wściekłych na cały system. Rachel Kleinfeld z Fundacji Carnegie na rzecz Pokoju Międzynarodowego i jedna z czołowych ekspertek od przemocy politycznej, opisuje to zjawisko następująco: „Wygląda na to, że ci, którzy są rozgniewani na naszą politykę, ale nie widzą możliwości rozwiązania problemów zwykłymi środkami, zaczęli wierzyć, że przemoc może być rozwiązaniem".

Rolę odgrywają również teorie spiskowe i dezinformacja krążąca w sieci. W odróżnieniu od ekstremistów z poprzednich dekad wielu dzisiejszych sprawców samodzielnie radykalizuje się w mediach społecznościowych.

Co trzeci Amerykanin dopuszcza przemoc polityczną

Według sondażu PBS News/NPR/Marist prawie jedna trzecia Amerykanów — dokładnie 30 procent — dopuszcza użycie przemocy, aby „wyprowadzić kraj na właściwe tory". Jednocześnie 62 procent Amerykanów uważa, że kraj zmierza w złym kierunku. Wśród niezależnych wyborców odsetek ten sięga 68 procent.

„Mieliśmy erozję wielu norm, zasad i instytucji, która przyspieszyła w ciągu ostatniego roku" — mówi Lee Miringoff, dyrektor Instytutu Opinii Publicznej Uniwersytetu Marist. „Nad tym wszystkim unosi się cień nadmiernej polaryzacji. Temperatura dyskusji jest znacznie powyżej normy".

Profesor Cynthia Miller-Idriss, badaczka polaryzacji i ekstremizmu: „To przerażający moment, kiedy ludzie szczerze wierzą, że w tym momencie nie ma innej alternatywy niż uciekanie się do przemocy politycznej".

Znieczulenie jako nowe niebezpieczeństwo

Być może najbardziej niepokojącym zjawiskiem jest jednak nie sama przemoc, lecz tempo, w jakim społeczeństwo przechodzi nad nią do porządku dziennego. Analiza „Politico" oparta na danych Google i przeglądzie pierwszych stron gazet pokazuje wyraźny trend: każdy kolejny atak przykuwa uwagę publiczną na krócej, a medialny cykl życia takich wydarzeń liczy się nie w tygodniach, lecz w dniach.

Gdy w 2011 roku zamachowiec postrzelił kongresmenkę Gabby Giffords i zabił sześć osób, „New York Times" przez ponad tydzień nie schodził z tym tematem z pierwszej strony. Giffords stała się ogólnonarodowym symbolem. Tymczasem podpalenie rezydencji gubernatora Pensylwanii przeszło niemal niezauważone w prasie ogólnokrajowej. Czerwcowy zamach w Minnesocie zniknął z czołówek w ciągu kilku dni. Druga próba zamachu na Trumpa latem 2024 roku niemal natychmiast przepadła w gąszczu informacyjnym, choć pierwsza, kilka tygodni wcześniej, wstrząsnęła całym krajem.

Ochrona prezydenta: historia pisana zamachami

Secret Service powstała nie po to, by chronić prezydentów, lecz by zwalczać fałszerstwa pieniężne. Dopiero kolejne zabójstwa prezydentów wymusiły stworzenie systemu ochrony, który rozwijał się w reakcji na przemoc. Ustawę powołującą agencję podpisał Abraham Lincoln 14 kwietnia 1865 roku — w dniu, w którym sam padł ofiarą zamachu.

Mimo istnienia agencji prezydenci nadal ginęli: James Garfield w 1881 roku, William McKinley w 1901. Dopiero po tym ostatnim zabójstwie Kongres oficjalnie powierzył Secret Service ochronę głowy państwa. Theodore Roosevelt, który objął urząd po śmierci McKinleya, był pierwszym prezydentem objętym stałą ochroną — przydzielono mu wówczas dwóch etatowych agentów.

Dziś agencja zabezpiecza dziesiątki osób i tysiące wydarzeń rocznie, a mimo to kolejne ataki pokazują, że żaden system nie daje pełnych gwarancji bezpieczeństwa.

Trudno wskazać winnych

Czy winę ponosi retoryka polityków? Rola agresywnego języka w legitymizowaniu przemocy jest przez badaczy zauważana, ale podkreślają oni, że mechanizm ten działa w obie strony i dotyczy obu stron sceny politycznej. Tymczasem zarówno Biały Dom, jak i politycy opozycji skłonni są dostrzegać problem wyłącznie po drugiej stronie barykady.

Dane każą zachować pokorę wobec prostych wyjaśnień. Skala i różnorodność ataków — wymierzonych w polityków obu partii, na wszystkich szczeblach władzy, przez sprawców o rozmaitych motywacjach — sugeruje, że mamy do czynienia z głębszym, systemowym zjawiskiem. Jego źródłem jest erozja zaufania do instytucji, brutalizacja debaty publicznej i poczucie, że normalna polityka przestała być skuteczna.

Na podst: Vox/Today, Explained; PBS News/NPR/Marist poll; Politico

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor