Rozmowy o przyszłości
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Super łatwo jest krytykować. W zasadzie jest to najprostszy sposób na odreagowanie swoich własnych kompleksów i problemów. To poniekąd oczywiste, bo czyż nie dużo łatwiej przychodzi nam wydawać sądy negatywne niż pozytywne, tak samo jak oglądać to, co straszne i tragiczne. Dziwnym trafem naszych uwarunkowań kulturowych (i pewnie też genetycznych) nie przepadamy za wiadomościami o sukcesach i radościach, bo wolimy to, co plasuje się po drugiej stronie: porażki i smutki. Pisałem już o tej specyfice człowieczego nastawienia do świata i innych wielokrotnie. Przypomnijmy tylko:

/Nic tak dobrze nie sprzedaje się jak złe wiadomości! Znacie to określenie, prawda?

„Media są rozpędzoną maszyną, której chyba nie da się zatrzymać. Są próby robienia dnia dobrych wiadomości, ale media nie są zainteresowane tym, że coś idzie dobrze” - mówił kilka lat temu medioznawca Wiesław Godzic na łamach Polska The Times.” (za: Złe i dobre wiadomości, co wybierasz?(za: geekweb)

Jakkolwiek by ten fenomen tłumaczyć, to jasne jest, że „ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie?”. Wieszcz Adam już dawno zadawał nam to pytanie w drugiej części Dziadów, a my dalej nie znamy na nie odpowiedzi. Dlatego też pewnie nieprzerwanie narzekamy na nieustannie rosnące podatki, głównie te od nieruchomości, ale przecież też te naliczane od dochodu. Nie skąpimy totalnej krytyki naszym politykom z każdej strony i opcji. Dostajemy białej gorączki na to, co wyprawiają ze światem wielkie korporacje. Trzęsiemy się w bezsilności, mówiąc o rozwarstwieniu społecznym i o jednym procencie super bogatych, trzymających władzę nad światem. I bardzo dobrze, trudno przecież zgadzać się na życie w kapitalistycznym kołchozie, w którym pracujemy jak kultowa klacz w „Folwarku zwierzęcym”, co przekłada się jedynie na to, iż bogaci bogacą się jeszcze więcej, tak jak to przecież już bywało i niestety ciągle bywa w krajach budujących system powszechnej szczęśliwości.

Ale do czego zmierzam? Otóż może zamiast krytykować, narzekać i taplać się w negacji tego, co jest można by inaczej? Może warto spojrzeć wstecz i pogrzebać trochę w genialności tego, co zostawili nam starożytni Grecy? Bo jeśli wszystko już było, to może uda się losować zamiast głosować? Ale po co? Jeśli spojrzymy na grecką agorę, gdzie działo się wszystko, co ważne dla obywateli państw miast, z których prawie wszyscy byli geniuszami, to zdamy sobie sprawę, iż:

„W starożytnych Atenach spośród siedmiu tysięcy urzędów publicznych w głosowaniu wybierano jedynie setkę, resztę – przez losowanie. I to właśnie ta procedura była uważana za istotę demokracji. Jak pisał Arystoteles w księdze IV Polityki: „Za cechę demokratyczną uchodzi, że się urzędy obsadza przez losowanie, za oligarchiczną zaś, gdy się to dzieje przez wybór”. Najwyższą władzę sprawowało w Atenach Zgromadzenie Ludowe, w którym prawo udziału przysługiwało wszystkim pełnoprawnym obywatelom, czyli kilkudziesięciu tysiącom dorosłych mężczyzn. Natomiast członków Rady Pięciuset, Sądu Ludowego oraz niemal wszystkich urzędników wybierał ślepy traf. Wybory przeprowadzane były jedynie w celu wyłonienia dowódców ateńskiej armii oraz urzędników odpowiedzialnych za zarządzanie pieniędzmi publicznymi.” (za: Wylosuj sobie demokrację, J. Malko, w: Pismo Magazyn Opinii, październik 2020, s.60)

Wydaje się to pozornie niesamowite, niemożliwe i nieomalże mityczne, ale jeśli prześledzimy to, co dzieje się na świecie, okaże się nagle, iż hybrydy ustawodawcze, składające się z zawodowych polityków i wylosowanych do decydowania i losie ustaw zwykłych obywateli, są coraz bardziej powszechne. Wiele uwagi w cytowanym artykule poświęca Jędrzej Malko zaawansowanej procedurze losowania zamiast wyborów w Irlandii, ale dzieje się to też w Anglii, Belgii i Francji. Co nam daje losowanie, zamiast wyborów? Jędrzej Malko, żeby odpowiedzieć na to pytanie przytacza niesamowity fragment z tekstu Alexisa de Tocqueville’a O demokracji:

„Wszystkie sztuczne namiętności, jakie wyobraźnia jest w stanie powołać do życia w spokojnym i szczęśliwym kraju, ujawniają się wówczas i rozpalają. Prezydent zaś zajęty jest wyłącznie obroną swego stanowiska. Nie rządzi już w interesie państwa, lecz w interesie swej następnej kadencji. Płaszczy się przed większością i nieraz spełnia jej kaprysy, zamiast, jak nakazują mu obowiązki, opierać się jej namiętnościom. Im bliższe są wybory, tym bardziej ożywiają się intrygi, podniecenie się wzmaga i obejmuje coraz szersze kręgi społeczeństwa. Obywatele dzielą się na wiele obozów, z których każdy przybiera imię swego kandydata. Cały naród popada w stan rozgorączkowania, wybory stają się tematem dnia prasy i prywatnych rozmów, celem wszystkich przedsięwzięć, przedmiotem wszystkich myśli, jedyną sprawą chwili”. (tamże, s.61)

Można oczywiście szukać negatywów losowania w demokracji i przedkładać sens wyborów nas koncept losowania. Można nakłaniać wyłonionych w wyborach polityków do przestrzegania takich zapomnianych już wartości i cnót, jak szlachetność, odwaga, prawdomówność czy bezinteresowność. Książka „Wartość wartości” w opracowaniu Hanny Kordalskiej-Rosiek wskazuje pewne kierunki w tej przestrzeni. Można też, rzecz jasna, przeglądać pomysły i koncepcje tych, którzy ze znawstwem parają się budowaniem pewnych konstruktów i idei świata przyszłego i próbują znaleźć odpowiedź na pytanie: co nas czeka? „Rozmowy o przyszłości – w którą stronę zmierza świat” to jedna z wielu takich prób ukazania szerokiego spektrum intelektualnego przepracowania tego, co tu i teraz w aspektach przyszłościowych.

Jędrzej Malko pisze w tym samym artykule:

„Można się zastanawiać, czy nie obserwujemy dziś procesu, w którym z demokratycznego systemu zostaje zachowana jedynie fasada, podczas gdy realna moc sprawcza przesuwa się w ręce wąskich elit. Czy obywatele nie znaleźli się w pozycji pasywnych konsumentów medialnego spektaklu, w którym ambicja poszukiwania dobra wspólnego przez reprezentantów różnych grup społecznych została porzucona na rzecz telewizyjnej jatki? Można odnieść wrażenie, że horyzont myślenia i działania polityków coraz częściej wyznacza już nawet nie data najbliższych wyborów, ale kolejny sondaż wyborczy, a polityka partyjna zaczęła rządzić się logiką niskobudżetowego reality show, którego uczestnicy chwytają się wszelkich sposobów, byle tylko telewidzowie nie wyrzucili ich z programu.” (s.58)

A wystarczy zamienić głosowanie na losowanie!

Zbyszek Kruczalak