A może to ze strachu?
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----
Idalia Błaszczyk

Idalia Błaszczyk


Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Udostępnij swoim znajomym:

W internecie krąży opowieść, która trafiła nawet na codzienną konferencję naszego gubernatora: pacjent umiera lekarzowi na rękach i spiera się, że nie może być chory na Covid-19, bo przecież tego wirusa nie ma!

Skąd ta zawziętość? Ta potrzeba zaprzeczania?

Nie ma wirusa, nie ma pandemii, nie ma potrzeby stosowania /jakże ubogich!/ środków zaradczych.

- Choruje ktoś z twoich znajomych? - usłyszałam nie dalej niż wczoraj.

Czegoś takiego chyba nie było nigdy nigdzie w historii. Wyobraźmy sobie, że Polskie Radio już nadaje: "Uwaga - Uwaga - Nadchodzi", jest któryś dzień września 1939 roku, a w warszawskich kawiarniach trwa w najlepsze dyskusja pt.: Jaka wojna? Nie ma żadnej wojny!

Teraz po obu stronach oceanu zaczęło się narzekanie - odbiorą nam Boże Narodzenie! Tu płacz, że zakażą tez rodzinnych zjazdów z okazji Dnia Dziękczynienia.

Naszym późnym wnukom włosy staną dęba - to oni woleli poumierać niż raz wstrzymać się z obchodami, uroczystościami, odwołać wesela, zjazdy, wizyty?

Hm, jeśli doczekamy się późnych wnuków...

Co dają takie zaprzeczania? Nie ma wirusa-świrusa, to i choroby nie ma, nie ma się czego bać. Bo gdyby była, to może trzeba by zapytać - a jak się na to choruje, jak się umiera, czy to boli? A jakie bywają konsekwencje, już po wyzdrowieniu? Zamknę oczy - ciemno! Nie ma! Zdziecinnieliśmy? Nie chcemy ponosić odpowiedzialności nawet za swoje własne zdrowie!

Może to wina rozpanoszonych po całym świecie różnych teorii spiskowych, których roznosiciele dobrze z tego żyją. Może wpływ propagandy tych czy tamtych, którzy z okazji pandemii postanowili trochę zaszarżować? Nam się wydaje, że nabieramy wiedzy i poglądów, a jesteśmy tylko karmieni prostymi odpowiedziami na trudne pytania. I nie ma w tym najczęściej odrobiny prawdy, ba! - Prawdy też nie ma!

Czy nie podobnie rzecz się ma z ciągle pokutująca kwestią molestowania seksualnego, którą to sprawę też wielu, bardzo wielu chciałoby zamieść pod dywan. Albo dzieci są - były molestowane, albo nie. Albo jest to przestępstwo, albo - nie. Albo będziemy za to karać jednakowo wszystkich sprawców, albo...? No właśnie! Jakże wielu z nas chciałoby zamknąć oczy i za chwilę obudzić się w świecie, w którym tego problemu by nie było. Nie będzie, jeśli najpierw wykonamy swoją pracę. Na nic się nie zda rozpuszczanie zasłony dymnej pod hasłem, że posądzanie księdza katolickiego o to, że molestuje dzieci, to atak na kościół! Co za bzdury. Jeśli ten sam ksiądz ukradnie kasę z tego kościoła, to ukaranie go za złodziejstwo też będzie atakiem na kościół? Albo mamy prawo i standardy moralne, albo ich nie mamy! W Kościele Katolickim obowiązuje dogmat o nieomylności Papieża, ale - póki co - nie ma dogmatu o zwolnieniu przestępcy od odpowiedzialności, nawet jeśli tym przestępcą jest ksiądz.

Już słyszę te głosy: niesłusznie księdza takiego i takiego posądzono! Tak, będzie i tak, jest i tak. Wystarczy konsekwentnie stosować przepisy prawa i takie fałszywe oskarżenia też wyjaśniać.

Dlaczego tak wielu z nas nie dopuszcza do świadomości, nie wierzy w to, że do molestowania dzieci mogło dochodzić? Czy tylko dlatego, że wierzą w rozpuszczane pogłoski, iż mówią to ludzie opętani przez diabła! Eeee, może i tak. A może właśnie ze strachu!

Świat poukładany, zorganizowany, wszystko na swoim miejscu. Wiemy, gdzie dobro, gdzie zło, wiemy, czym się zgodnie z kalendarzem będziemy zajmować, znamy swoje miejsce, znamy całą drogę, od chrztu do cmentarza. Świat oswojony. I nagle okazało się, że nie tak bardzo, nie dokładnie, nie całkiem. Ksiądz, znany nam od zawsze pośrednik między nami i Panem Bogiem, okazuje się sprawcą czynu ohydnego, najbardziej piętnowanego w naszym gronie, bo związanego z seksualnością człowieka. Fe! Kto nie słyszał plotek o nie zawsze zbożnym życiu naszych duchownych? Ale to było jakoś niewinne, ludzkie, jakoś się z tym godziliśmy, nie wiało zgrozą. Natomiast pedofilia przeraża. I może dlatego, z tego przerażenia wolelibyśmy - no właśnie zamknąć oczy i zaprzeczyć. Poczekać, aż to minie i znowu wróci normalność. Obawiam się, że dopóki nie zaakceptujemy faktów, nie poradzimy sobie z nimi. Nie można zaradzić złu, jeśli uważamy, że ono nie istnieje, tak jak nie można leczyć nieistniejącej choroby!

Idalia Błaszczyk
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.