----- Reklama -----

Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa

----- Reklama -----
Rafał Jurak

Rafał Jurak


Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Udostępnij znajomym:

Eeee tam… zrobię wieczorem kilka przysiadów więcej. Nie będę sobie przecież odmawiał każdej przyjemności. Poza tym, szkoda, żeby się zmarnowało…

Należę do wątpliwych "geniuszy", którzy co raz postanawiają wziąć się za siebie i chwilę później tłumaczą na wszelkie sposoby swe niepowodzenia. Naprawdę mam niezłą wprawę w usprawiedliwianiu swoich słabości. Wiem jednak, że nie jestem sam. Jest nas więcej. Armia cała. Pewnie jak ja, miliony osób - płci obydwu, w każdym wieku i o różnych poglądach - odczuwa frustrację widząc brak jakichkolwiek postępów, mimo strasznych tortur, jakimi są przede wszystkim: odmawianie sobie ulubionych potraw, zaspokajanie głodu w określonych godzinach i fizyczny wysiłek. Tyle męczarni i nic!?

Któregoś dnia oglądałem wywiad z Arnoldem Schwarzeneggerem. Odniósł sukces w sporcie, w filmie, w polityce, w biznesie. Do tego jest świetnym mówcą motywacyjnym. Nawet jeśli ktoś go nie lubi, to powinien szanować za wytrwałość, osiągnięcia i dawanie dobrego przykładu. No więc w tej rozmowie znany aktor i polityk powiedział takie zdanie: Nawet nie zaczynaj dnia bez zrobienia 200 pompek.

Zatrzymałem obraz, cofnąłem, włączyłem raz jeszcze. Jednak się nie przesłyszałem. Było 200 pompek.

Trochę zawstydzony zdałem sobie sprawę, że mimo pięćdziesiątki na karku chyba przez całe życie tylu nie zrobiłem. Zacząłem od sprawdzenia, czy pompka dziś wygląda tak samo jak w moich czasach szkolnych. Okazało się, że zmienił się telefon, samochód, ludzkość nawet już kocha inaczej, ale ta cholerna pompka wygląda tak samo.

Generalnie nie lubię być obiektem żartów, ale przyznam się, że podjąłem wyzwanie. Skorzystałem z fachowej porady i rozpocząłem ćwiczenia. Polegają one na tym, że pierwszego dnia robimy, ile się da i co kilka dni staramy się dokładać po jednej. Była chyba sobota. Zrobiłem, ile się dało. Czyli kilka. Następnego dnia wytłumaczyłem niechęć do ćwiczeń niedzielą. W poniedziałek bolały mnie ręce. Bardzo. We wtorek była ładna pogoda i się człowiek rozleniwił. W środę wpadł ktoś w odwiedziny. W czwartek nie było czasu. A potem wyczytałem, że pompki są ćwiczeniem słabo wykorzystującym zgromadzoną w tkankach energię i służą wyłącznie rzeźbieniu sylwetki. U mnie do jakiegokolwiek rzeźbienia bardzo, ale to bardzo daleko, to po co w ogóle się męczyć. Mam kontynuować?

I tak ze wszystkim. W poniedziałek sałatki, ale we wtorek trzeba się podnieść znad głodowej przepaści. W środę rower, ale w czwartek dwa odcinki serialu przed telewizorem, bo przecież wczoraj jeździłem.

Na pewno wiele osób wykorzystuje do ćwiczeń różne urządzenia. Biegniemy, pedałujemy lub wiosłujemy do ostatniej sekundy wyznaczonego, 20 minutowego programu. Po czym słabi i zmęczeni spadamy z siodełka i w celu uzupełnienia energii godzinę później otwieramy lodówkę. Nie? Tylko ja?? Nie wierzę! Kiedyś zadziwiłem sam siebie, rezygnując z zaplanowanych ćwiczeń wytłumaczeniem, że jutro mam przecież ważny dzień i nie mogę być zmęczony. Do dziś na myśl o tym zastanawiam się, czy się samemu zbesztać za lenistwo, czy klepać po plecach za pomysłowość.

W ogóle to dochodzę do wniosku, że w celu poprawy kondycji i sylwetki, zamiast odmawiać sobie pewnych rzeczy i narzucać niepotrzebny wysiłek, powinniśmy po prostu unikać rzeczy i sytuacji sprzyjających łamaniu zdrowotnych planów. Na przykład bywania na wszelkich imprezach rodzinnych i nie tylko. Bo nie ma siły, byśmy się nie złamali stojąc nad michą pełną chipsów albo odmówili przyjęcia urodzinowego tortu. Nie wypada. Jubilat się pogniewa. Dostatek dań, pachnących, kuszących i na pewno smakowitych sprawia, że w mgnieniu oka postanawiamy się dziś rozgrzeszyć, a jutro pojechać rowerkiem 5 minut dłużej. Chyba, że będzie padał deszcz albo bolała nas będzie głowa. Posiadanie dziecka też temu nie służy, bo w domu zawsze muszą być jakieś słodycze, a wspólne wyjście na lody zwykle kończy się zakupem ich dla wszystkich. Powiesz dziecku, że sam nie chcesz, bo niezdrowe? Wysyłasz sprzeczne sygnały. Bardzo to niewychowawcze.

Oczywiście gdybym zamiast pisać akurat teraz ten tekst, do tego na temat poruszany wszędzie i przez wszystkich, skorzystał z posiadanych urządzeń do ćwiczeń (pada deszcz, więc jogging lub rower odpada, poza tym chłodno trochę), to odrobiłbym niezły obiad. Nawet z podwieczorkiem. Ale stało się inaczej. Z różnych powodów. Nie mogłem pisać wcześniej, bo zajęty byłem czym innym. Nie napisałbym później, bo dostałbym po uszach. Poza tym praca ważniejsza. Może wskoczę na bieżnię wieczorem. A jeśli tak, to na kolację czekolada, bo pozwoli na to deficyt kalorii. Jeśli nie wskoczę, nic się nie stanie, czekolada też będzie, najwyżej jutro pobiegam trochę dłużej…

Miłego weekendu.

Rafał Jurak
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.