----- Reklama -----

Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa

----- Reklama -----
Idalia Błaszczyk

Idalia Błaszczyk


Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Udostępnij swoim znajomym:

To wcale nie było tak dawno! Zauważyłam, że w samej kuchni mam za dużo zegarków: w ekspresie do kawy, w mikrofalówce, w piecu kuchennym, w radioodbiorniku. Po co? Czy to wpływa na cenę tych artykułów? Czy to aby nie jest marnotrawstwo, zastanawialiśmy się.

Teraz, kiedy już tradycyjne zegarki zniknęły z naszych ścian i przegubów, zalani jesteśmy urządzeniami "smart". Mądry ekspres do kawy, nastawiony na dzień i godzinę, kawę zmieli, naleje wody, zaparzy, może jeszcze mieszkańców pobudzi? Lodówka, gdy tylko zauważy, że masło nam się kończy, zadzwoni do sklepu i każe dostarczyć, a piekarnik sam wbije w placek patyczek, by sprawdzić, czy już się upiekło?...

Żarty żartami, ale przecież to właśnie do tego zmierza. I to właśnie spowodowało niesamowite zawirowania w światowej gospodarce.

Najwięcej mówi się teraz o zakłóceniach w produkcji samochodów.

Jak na Amerykę to w ogóle skandal: jak to nie ma samochodu, jak to mam czekać pół roku w kolejce?!!! Jak to auto jest, ale brakuje do niego jakiegoś małego dżinkso i nie będzie jeździć! Nie ma! Nie będzie jeszcze chwilę, może w przyszłym roku będzie lepiej, może nie, a tymczasem można zapłacić i czekać na swój samochód. W Polsce jest tak samo.

Mówią nam, że to przez pandemię. Bo od lat przemysł zamawia różne komponenty na styk. Więc nie ma magazynów, czekających z towarem. Nie ma. Pandemia spowodowała, że zasiedliśmy w domach, auta postawiliśmy w garażach, albo przy krawężnikach i zaczęliśmy prowadzić osiadły tryb życia. Osiedliśmy przed telewizorami, grami komputerowymi i... no i zaczęliśmy zamawiać w Internecie różne uzupełnienia naszego sprzętu. W tym samym czasie pracujący z domów i dzieci pobierające lekcje przy pomocy komputerów, zaczęli potrzebować więcej sprzętu, więcej nowych zabawek! Każda taka zabawka ma niemal takie same dżinksa, jakie są w samochodach. Dość wspomnieć, że nowy smartfon ma 8 mikroczipów, a starszy mógł działać na trzech! A jedno auto potrzebuje nawet ponad sto takich minikomputerów sterujących jego różnymi funkcjami. Dawniej zegarek w ekspresie do kawy, czy w mikrofalówce, można było popsuć i nic się nie stało, ale teraz nawet najpiękniejsza bryka nie ruszy, gdy nie ma maleńkiego czipka pilnującego pracy automatycznej skrzyni biegów, na przykład. Czasem oferuje się klientom auta pozbawione różnych spodziewanych funkcji, żeby kupili, jeździli i poczekali, ale to tylko w przypadku, gdy brak nie wpływa na samą jazdę i bezpieczeństwo.

Więc najpierw nie interesowaliśmy się kupowaniem aut, ale gdy pandemia trochę odpuściła, ruszyliśmy w drogę. Samoloty jeszcze nie za bardzo, pociągami to się tu raczej nie podróżuje, więc ruszyliśmy do salonów po nowe auta. I wtedy właśnie się okazało, że nie tak szybko! Ktoś z moich znajomych kupił już w tym roku używane wielkie SUV. Teraz za to samo auto zapłaciłby 10 tysięcy więcej. Popyt, jak wiemy, kształtuje cenę. Nie ma nowych, szukamy używanych. Oczywiście, to nie jest tak, że nie ma ani jednego auta, trzeba pojechać do salonu i sprawdzić.

Zastanawiające jest jedno - jak koncerny samochodowe pozwalają na to, żeby producenci elektroniki doprowadzali do takiej sytuacji?

I kto zarabia na inwestycjach w elektronikę?

I co się stało?

Stała się nie tylko pandemia. Na Tajwanie produkcję elektroniki zakłóciła gigantyczna susza, w Japonii spaliła się fabryka, w USA, w Teksasie, była nadzwyczaj ostra zima, doszło do awarii, zakłóceń w dostawach prądu, więc firmy produkujące tam elektronikę też stanęły. Wybudowanie nowych fabryk - trwa! No i oczywiście Chiny, jak zwykle, są też winne, bo podobno robią nadzwyczajne zapasy.

Wszechobecna elektronika to nie tylko nasze domowe sprzęty, to też komunikacja, medycyna, produkcja różnych branż. Wojsko, bezpieczeństwo, satelity i badania kosmiczne! Telewizja, ruch drogowy, centra kontroli lotów. Strach się bać, gdyby doszło do większego krachu.

Biznes - mam nadzieję, nie pozwoli na większe zakłócenia. Administracja też wie, co się dzieje i na swój sposób interweniuje.

My użytkownicy, mamy oczywiście swoje zdanie: jak to nie ma czipów? Wiadomo, poszły w szczepionki!

W co jednak poszły śruby, zawiasy, różne okucia i metalowe stelaże, których brak, podobno, zakłócą teraz produkcję mebli! Może być tak, że wybierzemy sobie kanapę, zapłacimy i poczekamy wiele miesięcy! Czipów w kanapach nie ma, a jednak!

Idalia Błaszczyk
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.