Czy istnieje coś takiego, jak polskie piekło, a jeśli tak, to jak?
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Polskie piekiełko i Piekiełko nad Wisłą to dwie książki Sławomira Kopra , które traktują o tym specyficznym fenomenie, jakim jest polski stosunek do drugiego człowieka w różnych konfiguracjach wzajemnych zależności. Mamy tu do czynienia z relacjami Polaka do Polaka, jako obywatela, polityka, działacza społecznego, wojskowego, emigranta, naukowca, wyznawcy religijnego i nieskończoną liczbą innych układów międzyludzkich. Na czym polega owa unikalność tychże relacji i dlaczego odnoszą się w swej nazwie do królestwa, którym włada gdzieś pod nami, bo przecież nie nad nami, Lucyfer? Jakże to, Polak i piekiełko?

Zajrzyjmy dla spokoju ducha i dla bezpieczeństwa terminologicznego do definicji tej kategorii polskości, skądinąd bardzo znanej i pozornie oczywistej, i zobaczmy, co mówi na ten temat Wikipedia, czyli my wszyscy, bo to przecież encyklopedia opracowywana przez nas. Każdy może wziąć udział w tworzeniu jej haseł. Nadzwyczajnie egalitarne źródło informacji. A zatem:

/Polskie piekiełko lub polskie piekło – popularne polskie określenie dotyczące najbardziej negatywnych cech charakterologicznych i społecznych kojarzących się z Polakami. Brak jest jednego, powszechnego znaczenia tego określenia - najczęściej zależy od kontekstu, w jakim zostało użyte.

Podstawowym utworem literackim nawiązującym do „polskiego piekła”, i poniekąd je definiującym, jest opublikowany w 1926 roku w „Cyruliku Warszawskim” (nr 18 z 1926 roku), wiersz Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego pt. Piekło polskie. Autor poruszał kwestie narodowych przesądów, zawiści i uprzedzeń (Żydzi, masoni), pisząc: a ja nad Piekłem z masonem latałem.

Określenie „polskie piekiełko” ma swoją genezę w dramatycznych kartach historii Polski. Upadek Rzeczypospolitej, rozbiory kraju, brak konsolidacji narodowej w chwilach największej potrzeby – pokazały, że polskie piekiełko może mieć tragiczne skutki.

Polskie piekiełko to:

  • synonim zazdrości, zawiści połączonej z ciągłym narzekaniem, apatią, brakiem jakiejkolwiek inicjatywy,
  • prywata, działanie poza prawem,
  • pojmowanie „patriotyzmu” pod własną korzyść,
  • brak zdolności działania „ponad podziałami”, wypracowania ogólnego konsensu, kompromisu,
  • nieumiejętność konstruktywnej dyskusji, warcholstwo, kłótliwość.

Powiedzenie „Ilu Polaków, tyle poglądów” w swoim pejoratywnym znaczeniu chyba najtrafniej oddaje sens „polskiego piekiełka”.

Władysław Kopaliński podaje, że wyrażenie polskie piekło spopularyzowane zostało przemówieniem Tadeusza Mazowieckiego, który 31 marca 1990 roku w przemówieniu na posiedzeniu Komitetu Obywatelskiego powiedział: Abyśmy tej zaczynającej się polskiej demokracji nie zamienili w polskie piekło (...) swarów, podgryzań i walk.

Pojęcie „polskie piekło” jako polityczną diagnozę polskich kłótni, swarów podaje również Praktyczny słownik współczesnej polszczyzny wydany w 2000 r.

Zjawisko ma swoje odpowiedniki w innych kulturach, np. „prawo Jante” w literaturze skandynawskiej./

Jante będziemy się zajmować za tydzień, a póki co, zajrzyjmy do „Polskiego Piekiełka – obrazów z życia elit emigracyjnych 1939 – 1945”. To właśnie stamtąd pochodzi cytowany przeze mnie wielokrotnie fragment, który kapitalnie streszcza istotę polskiej natury w układzie: polityk, obywatel, działacz, emigrant. Tam bowiem, gdzie są Polacy jest i Polska z całym dobrodziejstwem tego wszystkiego, co na to pojęcie się składa. W Londynie na przykład „podstawowe znaczenie miała opinia nowych gospodarzy i polscy politycy zawczasu starali się o poparcie Anglików. Na tym tle dochodziło do gorszących wydarzeń, takich jak konflikt profesora Kota z wiceministrem Zygmuntem Gralińskim. Panowie prowadzili wojnę podjazdową, aż wreszcie spotkali się twarzą w twarz na londyńskiej ulicy:

‘[…] zauważyłem idącego naprzeciw mnie pana Stanisława Kota - relacjonował Graliński.  – Nie mając zamiaru osobistego zetknięcia się z panem Kotem, zdecydowałem się przejść na drugą stronę jezdni, pan Stanisław Kot przystanął i zwracając się w moją stronę, splunął kilkakrotnie w moim kierunku i głośno krzyknął pod moim adresem >>Wstrętny tchórzu, świnia jedna, łajdaku>>. – Nie chcąc wywoływać zajścia […] powstrzymałem się niebywałym wysiłkiem od bezpośredniego zareagowania na doznaną obrazę’.” [Polskie piekiełko, s.179/180]

W tej samej książce pisze Koper o zupełnie niebywałej sytuacji, jakiej doświadczył Józef Retinger w czasie swojej tajnej misji w Warszawie w kwietniu 1944 roku. Ten zagadkowy i niesamowity w swych kontaktach polski polityk, działacz i szpieg, został nieomalże otruty w efekcie rozkazów AK. Jak można się domyślać Retinger, doradca generała Sikorskiego i przyjaciel Churchilla, poleciał do kraju, by otworzyć oczy dowódcom Polski podziemnej na sytuację międzynarodową i miejsce Polski w rzeczywistości powojennej, po decyzjach konferencji Teheranie, która w istocie nie była niczym innym, niż pierwszą wersją układów jałtańskich.

Można podejrzewać, że generalicja AK nie przyjęła ekstatycznie sugestii, że to raczej trzeba się układać z Moskwą, niż organizować powstanie w Warszawie i liczyć na pomoc zachodnich aliantów. Cóż zatem dowódcy polskiego podziemia postanawiają:

/Było to w kwietniu 1944 roku – relacjonowała łączniczka AK Izabella Horodecka. – Przeszedł do mojego mieszkania mój szef major ‘Fiszer’ (Stefan Ryś) z drugim mężczyzną, którym, jak się później okazało, był pułkownik Kazimierz Iranek-Osmecki. Pułkownik zapytał mnie, czy zechcę się podjąć zadania polegającego na asystowaniu Józefowi Retingerowi w czasie jego oczekiwania na odlot z kraju samolotem, który przyleci po niego z Brindisi. Moja rola miała polegać na zasypaniu tuż przed odlotem rzeczy w walizce Retingera białym proszkiem, który mi zostanie wręczony, a który zadziała za parę tygodni i spowoduje śmierć Retingera już poza krajem. Jednocześnie poinformowano mnie, że jest to rozkaz samego Naczelnego Wodza generała Kazimierza Sosnkowskiego.

Według innej relacji łączniczka miła dosypać tajemniczy biały proszek do kanapki, ewentualnie zaprawić nim butelkę z lekarstwem Retingera. Emisariusz został sparaliżowany, ale przeżył.”(Polskie piekiełko, s. 394)

Kontynuacja za tydzień

Zbyszek Kruczalak

Udostępnij swoim znajomym: