Szachy wojny polsko-bolszewickiej
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Latem 1920 roku wydawało się, że nic nie powstrzyma Armii Czerwonej maszerującej na Zachód „po trupie białej Polski”. Wojsko Polskie przez kilka tygodni cofało się, ponosząc porażkę za porażką. Bolszewików nie powstrzymał jednak cud, a ściśle zaplanowana operacja wojskowa…

Wiosną 1920 roku Polacy, we współpracy z Ukraińcami, wykonali silne uderzenie skierowane w okupujących tereny ukraińskie bolszewików. Miał to być cios, który zadecydowałby o zakończeniu toczącej się od ponad roku wojny między niepodległą Rzeczpospolitą a rewolucyjną Rosją. Józef Piłsudski chciał wyprzedzić atak Armii Czerwonej, rozbić jej główne siły nad Dnieprem i doprowadzić do zakończenia działań wojennych oraz stworzenia niezależnej, sprzymierzonej z Polską Ukrainy. Polakom udało się zająć Kijów, nie wszystko jednak poszło tak jak planowano. W czerwcu bolszewicy, przy użyciu Armii Konnej przełamali polską obronę i wyszli na tyły oddziałów na froncie ukraińskim. Na południu zaczął się odwrót, przeplatany bitwami, w których trudno było rozbić szybkiego i zdeterminowanego przeciwnika.

Tymczasem 4 lipca wydarzyła się druga katastrofa – na Białorusi, zajętej przez Polaków w 1919 roku, do ofensywy ruszyły tamtejsze siły Armii Czerwonej. Ich dowódcą był Michaił Tuchaczewski – młody żołnierz, syn szlacheckiego rodu i były oficer armii carskiej, który swój talent i energię oddał bolszewikom, dzięki którym mógł realizować swoją ambicję sławy i władzy. Tuchaczewski stał na czele Frontu Zachodniego – ogromnej masy wojsk, która przygotowywała się do marsz na Zachód, by ponieść rewolucję komunistyczną do Niemiec i Francji. W przededniu ofensywy młody ambitny dowódca wydał rozkaz, w którym zagrzewał żołnierzy do walki m.in. słowami: „Poprzez trupa białej Polski prowadzi droga do światowego pożaru. Na bagnetach zaniesiemy szczęście i pokój pracującej ludzkości! Na Zachód!”. Potężne uderzenie doprowadziło do odwrotu oddziałów polskich, które po wiosennych walkach nie miały już rezerw na powstrzymanie bolszewików. Na dwóch decydujących odcinkach frontu trwał odwrót Wojska Polskiego.

Walki odwrotowe okazały się bardzo trudne. Polskiej armii doskwierał kryzys, w jakim znajdowało się państwo, które dopiero niedawno odzyskało niepodległość. Brakowało sprzętu wojskowego, wytrenowanego rekruta, a nawet tak podstawowego wyposażenia jak… buty, istotne przecież w wypadku długich marszy. Ciężkim przeciwnikiem okazała się „czerwona” kawaleria – 1 Armia Konna Siemiona Budionnego na Ukrainie i 3 Korpus Kawaleryjski Gaja Dmitrijewicza Gai na Białorusi. Szybkie i dzikie oddziały jazdy, zdolne do wychodzenia na skrzydło i tyły obrońców przysparzały dowódcom polskim sporych problemów. W końcu zaś Armia Czerwona miała po prostu przewagę liczebną, która pozwalała na, typową dla II wojny światowej, falową taktykę uderzeń na umocnione pozycje.

Marszałek Józef Piłsudski, Naczelny Wódz Wojska Polskiego, niedługo po przełamaniu frontu białoruskiego zaczął jednak planować operację, która miałaby na celu powstrzymanie wroga. Dzięki danym z nasłuchu bolszewickich radiostacji orientował się w rozkazach, jakie Moskwa wysyłała swoim dowódcom, a ci przekazywali je dalej. Szansę widział w dokonaniu tzw. zwrotu zaczepnego – przejścia do ataku na idących do przodu nieprzyjaciół. Wiedział, że Białoruś i Ukraina są odcięte od siebie przez bagnisty teren Polesia, przez co wojska bolszewickie nie mogły połączyć się i działać wspólnie. Stąd też pojawiała się możliwość pokonywania obydwu zgrupowań wroga oddzielnie, przerzucając siły z jednego frontu na drugi. Piłsudski chciał najpierw skupić się na południu, pobić Budionnego, będącego kołem zamachowym całej ofensywy, a gdy się to uda przerzucić jak największe siły na Białoruś i tam pokonać Tuchaczewskiego. Od szachów, w których seria tego typu błyskotliwych posunięć może doprowadzić do zwycięstwa, plan ten nazwano „Wielką Kombinacją”.

W końcu lipca Polacy zgromadzili ogromne masy kawalerii, które miały pobić Budionnego w bitwie pod Beresteczkiem i Brodami. Sukces prawie udało się osiągnąć, „czerwonych” kawalerzystów bowiem tak atakowano, że byli o krok od odwrotu. Jednak w początku sierpnia okazało się, że Polacy na Białorusi stracili pozycje nad Niemnem i potężną twierdzę w Brześciu nad Bugiem. To stamtąd miał ruszyć wielki kontratak w bok wojsk Tuchaczewskiego. Piłsudski wydał rozkaz odwrotu na zachód. Decydująca bitwa miała rozegrać się nad Wisłą.

W sierpniu Armia Czerwona wtargnęła na Podlasie, przekroczyła Narew i Bug i pewna siebie maszerowała na Warszawę. W Białymstoku polscy komuniści stanowiący elitę partii bolszewickiej – m.in. Feliks Dzierżyński, Julian Marchlewski czy Feliks Kon – utworzyli Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski, który miał być komunistycznym rządem dla podbitych terenów. Lenin naciskał na Tuchaczewskiego, by jak najszybciej zajął Warszawę. Odmówiono nawet propozycjom rozmów pokojowych, zaproponowanych przez Zachód.

Śpieszący się Tuchaczewski szykował się do szturmu na Polską stolicę. Chciał uderzyć na Warszawę i jednocześnie obejść ją od północy i zachodu. Jego plan miał jedną słabość – jego lewe skrzydło, idące na Dęblin i Radom, było bardzo słabe. Dane radiowywiadowcze pozwoliły zauważyć to polskiemu wywiadowi. Piłsudski czekał na taką wiadomość – „Wielką Kombinację” postanowił rozegrać pod Warszawą, atakując znad Wieprza tyły Tuchaczewskiego. Wojska rozpoczynały przegrupowanie…

Tomasz Leszkowicz