Tajne komplety a la pandemia
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----
Idalia Błaszczyk

Idalia Błaszczyk


Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Udostępnij swoim znajomym:

Wyobraźmy sobie taką sytuację - w Polsce panuje komuna, dochodzi do pandemii i nasza młodzież studiująca na Zachodzie zaczyna pobierać lekcje w domach, przez Internet. Mogą uczyć się o wyższości systemu kapitalistycznego nad komunistycznym, o filozofii wolności w obu światach, o budowie rakiet, o prawdziwej historii, o metodach dominacji nad opozycją polityczną. I co wtedy? W granice państwa deklarującego swoją wyższość i posiadanie patentu na wieczne szczęście ludzkości, przenika w ten sposób wraża ideologia, obcy punkt widzenia. Ale też przy pomocy łącz internetowych zachodnie uniwersytety /niechcący/podsyłają komunistom wiedzę o najnowszej technologii, o metodach zarządzania, gospodarowania. Jedni i drudzy widzą więc plusy i minusy tej sytuacji. Zachód nie chce się dzielić swoją najnowszą wiedzą, a my nie chcemy siania u nas obcej propagandy, ale ... nowe technologie jednak nas interesują. Mogą też przydać się wiadomości z dziedziny np. medycyny. Zachód zaś może być zainteresowany podsyłaniem w granice imperium komunistycznego wiadomości o innych filozofiach.

Właśnie jesteśmy świadkami podobnej sytuacji na styku: amerykańskie uniwersytety i ich chińscy studenci, wszystko w towarzystwie pandemii. Nauczyciele z USA mają problem z ułożeniem programów i godzin zajęć przez Internet. Różnica czasu może być bardzo duża. W dodatku pojawia się poważne niebezpieczeństwo wynikające właśnie z różnic ideologicznych. Przy pomocy Internetu na teren Chin w trakcie tych zajęć akademickich może być eksportowana ideologia, z którą władze z Pekinu się nie zgadzają, z którą walczą, za studiowanie jej młodzież może być karana. Trochę to wszystko brzmi jak rozważania o kolorze dachu w domu wariatów, ale w takich czasach żyjemy. Wysyłając dziecko na studia na któryś z amerykańskich uniwersytetów chyba nikt - ani rodzice, ani policja polityczna, nie zakładają przecież, że będzie ono edukowane tutaj w duchu Mao, czy innego Wielkiego Przywódcy. Dotąd jakoś nikomu nie przeszkadzało to, czego ta chińska młodzież się tu uczy. Dopiero pandemia i nauka w domu, przez Internet, zapala na biurkach strażników komunistycznej moralności czerwone lampki? Bo co? Ktoś z rodziny podgląda przez ramię i się zarazi? Czy to wina zmieniającej się sytuacji wokół Hong Kongu?

Amerykańskie uniwersytety nie będą dążyły do tego, by się chińskich studentów pozbyć. To są przecież pieniądze. Jednocześnie nie chcą narażać tej młodzieży na represje. Powstają całe systemy kodów, haseł, które będą znane tylko zainteresowanym, aby niekoniecznie postronna osoba mogła się zorientować kto i czego jest nauczany.

Kolejnym problemem są treści nauczania kontestowane przez chińskich studentów amerykańskich szkół wyższych, już niezależnie od pandemii. Dlaczego ucząc o np. prądach w architekturze nie mówi się o architekturze chińskiej? Dlaczego tak mało uwagi poświęca się tamtejszej kulturze i tamtejszemu społeczeństwu? Nie wydaje mi się, żeby chiński nastolatek wybierał się na przykład do New Haven czy Cambridge studiować chińską architekturę czy muzykę, ale takie problemy są zgłaszane. Czy to tylko szok kulturowy, czy efekt wieloletniej izolacji, a może przekonanie, że pochodzą przecież z mocarstwa. Przypomnijmy sobie własne rozczarowanie, gdy po przyjeździe do USA widzieliśmy, że w tutejszych mediach o Polsce prawie ani słowa! Że ludzie tutaj nic nie wiedzą o naszej wspanialej przeszłości, o tym, że my zawsze "za wolność waszą i naszą", nawet o Kościuszce pojęcia nie mają! A my przecież z mocarstwa nie pochodzimy. Era informacji doprowadziła do takiego wymieszania świata, że nasze głowy nie nadążają... Kilka razy słyszałam prezydenta Trumpa narzekającego na tych wstrętnych Chińczyków, którzy podwędzili Amerykanom technologie. Czyżby? A kto wywoził do Chin całe fabryki, całe gałęzie przemysłowe, bo tam siła robocza tak tania, że koszty spadną ogromnie, a zysk poszybuje do nieba? Jakoś spece od zysku nie wzięli pod uwagę, że siła robocza to są myślący ludzie, którzy z czasem naucza się, zrozumieją, co produkują, jak to działa i zaczną robić to samo, jeszcze taniej! Teraz zaś próbują zmieniać programy studiów na tutejszych uniwersytetach i co? Liga Bluszczowa się ugnie?

Idalia Błaszczyk
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.