Dobre, bo polskie
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa

Udostępnij swoim znajomym:

Wszędzie widać kryzys zaufania. Czy komuś jeszcze wierzymy? Lekarz mówi - chodź w masce. To my się pytamy: a pan Ddoktor to jakie ma udziały w firmie produkującej te maski, ha?

Prezydent mówi: otwierać, wszystko otwierać! To co my na to?- Wiadomo, on chce wygrać wybory.

Ciekawe, jak daleko z takim podejściem do życia zajedziemy.

Jeśli ktoś mówi, że coś nam szkodzi, to my się oczywiście pytamy: kto ma w tym interes. Albo żeby szkodzić, albo - żeby nas straszyć. A prawda jest taka, że może i ktoś ma w tym interes, ale zawsze ofiarą takich 'interesów' jesteśmy my, wszyscy, konsumenci, wyborcy, społeczeństwo.

Właśnie przeglądam jedną z szafek w kuchni. Tę z kaszą, mąką, cukrem. Jaglanki nie cierpię, to jej nie mam, ale gryczana, pęczak - i owszem. Mąką - poznańska, krupczatka, chlebowa, tortowa. Dopiero co kupione... Nie wiem: wyrzucać, sprawdzać, machnąć ręką?

Food Rentgen od kliku lat analizuje skład różnych bardzo powszechnych produktów spożywczych. Badali płatki śniadaniowe, kaszę gryczaną, jaglaną, będą badać mąkę. Sprawdzali poziom chemicznych zanieczyszczeń produktów spożywczych. Podają, że zaledwie połowa przebadanych przez nich artykułów spełniała normy przydatności do spożycia. Skupili się w końcu na pozostałościach pestycydów. Na ich stronie internetowej cytowana jest między innymi wypowiedz Marcina Galickiego, współtwórcy Foodrentgen: "Jeden z badanych produktów /chodzi o płatki śniadaniowe/ nosił nazwę 'detoks', a wykryliśmy w nim koktajl z dziesięciu pozostałości rożnych pestycydów".

Po opublikowaniu ich raportu o kaszy - aż 40 procent sprzedawanych kasz gryczanych zawiera glifosat, kontrowersyjny herbicyd, który może być używany do suszenia zbóż - ostrzegał portalspozywczy.pl. Za to Polskie Stowarzyszenie Ochrony Roślin uspokajało, że te tak bardzo przekraczane normy są celowo bardzo wyśrubowane, a właściwie są tylko informacją handlową, choć przyznają,  że przekroczenie Norm Najwyższych Dopuszczalnych Poziomów /NDP/ glifosatu dyskwalifikuje produkt. Jednocześnie Stowarzyszenie podaje, że używanie glifosatu do suszenia ziarna, desykacji, jednak jest nielegalne.

Glifosat wchodzi w skład znanego pestycydu Roundap. Monsanto, producent środków chemicznych, wprowadziło go na rynek w 1974 roku. Dziś już wiadomo, że może mieć wpływ na zdrowie ludzi, że może przyczyniać się do zachorowań na różne formy nowotworów, na kłopoty układu pokarmowego. Możliwości - bez końca. Jest stosowany także w miastach, do usuwania chwastów na przykład w okolicach torów kolejowych. W rolnictwie niestety, jest też używany do dosuszania ziarna, np. prosa czy gryki, właśnie późniejszych kasz, żeby spełniały oczekiwania norm narzucanych przez skup, choć jak podaję wyżej - nie jest to legalne.

Glifosat jest teraz juz wszędzie - w wodzie powierzchniowej i w deszczówce, jest w glebie, jest w moczu ludzi, także parlamentarzystów europejskich. Nie podlega biodegradacji. A skoro tak - to mówienie na przykład, że jedna osoba musiałaby jeść daną kaszę trzy razy dziennie, przez sto lat, żeby najeść się tyle tego glifosatu, aby jej zaszkodził, jest głupie. Bo czy przy ustalaniu normy dla kaszy wzięto pod uwagę, że dostaniemy go też w innych smakołykach polskiej kuchni, np w czerwonych jabłuszkach?

Widząc wyniki takich badań - jedni oczywiście łapią się za głowy, a inni pytają: a kto ma w tym interes? A po co straszyć ludzi ? Pewnie, wystraszony człowiek ma ściśnięty żołądek to i mniej zje, ergo - mniej kupi!

W Janowie Lubelskim jednak Powiatowa Stacja Sanitarno-Epidemiologiczna nie pytała. czyj interes w publikowaniu takich wiadomości, tylko wzięła się do roboty. Towar ze sklepów wycofany, producentowi nakazano działania naprawcze, a firma Janex, której kaszę zakwestionowano - każe teraz dostawcom ziarna podpisywać oświadczenie, że nie stosują glifosatu. Te wiadomości pochodzą ze strony radio.lublin.pl/

Foodrentgen działa jak organizacja pożytku publicznego. Pomagają im naukowcy między innymi z Instytutu Sadownictwa, czy SGGW. Każdy może pomóc w zbiórce pieniędzy na kolejne badania. Nie podaję tu nazw firm, których artykuły w ich raportach wypadły najgorzej, bo Foofrentgen zastrzega sobie, że te raporty są do użytku prywatnego. Każdy może sobie natomiast na ich stronie poczytać. Pozostaje tylko ciekawość - czy sugerowaniem złej woli autorów tych badań różni 'specjaliści' będą próbowali zakrzyczeć rodzące się oczywiste pytanie: a gdzie te wszystkie państwowe wysokie urzędy, instytuty, ministerstwa, które z definicji powinny czuwać nad jakością tego, co trafia na polski talerz?

A moja szafka w kuchni? Póki co - zamykam drzwiczki, w końcu ile ja tej kaszy jem...

Idalia Błaszczyk
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.