Wszyscy nagle pokochali wielki rząd
Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Niezależnie od poglądów politycznych wszyscy nagle domagają się, by rząd rozdawał, ratował, działał, myślał za nich i decydował.

No dobra, decydować to miał już wcześniej, ale te same osoby, które przez lata nawoływały do ograniczania roli rządu, przekonywały o zgubnym wpływie jego ingerencji gospodarczych, narzekały na wysokość podatków, teraz nagle chcą, by wypłacał im zapomogi, ratował firmy, gwarantował zasiłki, produkował sprzęt, rozdzielał, rozdawał, odbierał lokalnym władzom głos w wielu sprawach i jeszcze nadzorował służbę zdrowia. Też nie jestem zwolennikiem zbyt wielkiej ingerencji rządu, ale bez przesady, pewne funkcje wychodzą mu lepiej, niż nastawionej wyłącznie na zysk prywatnej korporacji z międzynarodowym kapitałem. Przynajmniej gdy chodzi o korzyści dla zwykłych ludzi.

Jeśli odrzucimy na bok emocje i spokojnie zastanowimy się nad tym, co właśnie ma miejsce, to uzmysłowimy sobie, że od czasu II wojny światowej amerykański rząd nie ingerował jeszcze w gospodarkę w takim stopniu, jak teraz. Wszyscy zgadzają się, niezależnie od opcji politycznej, że w obecnej sytuacji pomoc federalna jest niezbędna, by utrzymać gospodarkę przy życiu. Wszyscy również zdają sobie sprawę, że w przyszłości trzeba będzie po pierwsze: lepiej się na podobną ewentualność przygotować, a po drugie: zgromadzić więcej pieniędzy.

Czy to oznacza podwyższenie podatków? Niekoniecznie. Choć pustą kasę trzeba czymś wypełnić, to przecież większość tych pieniędzy w takiej lub innej formie do rządu powróci. By jednak wydać te biliony na pomoc, trzeba je wcześniej w postaci podatków zebrać. Nie da się nie oddawać części zarobków i domagać później pomocy. To znaczy da się, wielu próbuje…

Widzimy teraz też, że służba zdrowia nie jest tak wydajna, jak do tej pory sądziliśmy, że wiele systemów nie działa tak, jakbyśmy sobie tego życzyli, że jednak czasami, w niektórych sytuacjach, nadzór jest przydatny, do czego nagle nawołują ci, którzy jeszcze kilka tygodni temu byli przeciwni. Zdecydujmy się, ale zanim coś zaczniemy krytykować, pomyślmy.

Ostatnie tygodnie uświadomiły nam, że nic nie jest czarne i białe, iż występują odcienie szarości. W wielu przypadkach prywatne firmy nie stają na wysokości zadania, podczas gdy inne podnoszą poprzeczkę. Rząd w jednych sprawach wykazuje kompletne zagubienie i bezradność, w innych okazuje się dobrze przygotowany i z pomysłami. Jednym z lepszych pomysłów jest czek na $1,200 ufundowany prawie każdemu podatnikowi. Z niecierpliwością wszyscy ich oczekują, sprawdzają stan konta, planują wydatki i chwalą tych, których nazwisko na nich widnieje. Wspomniałem, że rozdane pieniądze tak czy inaczej do rządu wrócą. Zilustruje to opowieść, która kilka dni temu wpadła mi do skrzynki pocztowej. Kolega mi ją przysłał, szeroko się przy tym uśmiechając:

"W małym miasteczku o nazwie (tu niech każdy wstawi nazwę swojego) dzień toczy się powoli, wszystkie ulice są puste. Czasy są ciężkie, wszyscy mają długi i wszyscy żyją na kredyt.

Turysta odwiedzający okolicę i przejeżdżający przez to miasteczko, zatrzymuje się w lokalnym motelu i kładzie na ladzie banknot wysokości $100 mówiąc, że chce obejrzeć pokoje na piętrze, by wybrać jeden na noc.

Gdy tylko poszedł na górę, właściciel motelu złapał pozostawiony banknot i pobiegł do budynku obok, by spłacić zaciągnięty dług u rzeźnika.

Rzeźnik z uzyskanymi 100 dolarami pobiegł dalej, aby spłacić dług u hodowcy świń.

Hodowca trzody chlewnej złapał wręczone mu $100 i od razu ruszył do zaopatrującego go magazynu, w którym posiadał niespłacony dług.

Właściciel magazynu skorzystał ze $100 i spłacił zaległość za usługę u lokalnej damy do towarzystwa, która z powodu ciężkich czasów zmuszona była oferować swe usługi na kredyt.

Ta z kolei pobiegła z zarobioną stówą do motelu i jego właścicielowi oddała zaległość za wynajmowany do pracy pokój.

Właściciel hotelu odłożył otrzymane od niej 100 dolarów na ladę akurat w momencie, gdy schodami zaczął schodzić oglądający na górze pokoje turysta.

Niestety, żaden mu się nie podobał, więc odebrał swoje $100 i pojechał dalej.

Nikt nic nie wyprodukował. Nikt nic nie zarobił. Jednak całe miasto jest teraz pozbawione długów  i patrzy w przyszłość z większym optymizmem.

Tak właśnie, panie i panowie, działa rządowy pakiet stymulacyjny".

Mam nadzieję, że nikt nie potraktował tej opowieści zbyt poważnie, bo w rzeczywistości proces jest nieco bardziej skomplikowany. Ale mimo wszystko historyjka ta daje do myślenia i zmusza do zadawania pytań. Pierwsze, jakie mnie przyszło na myśl po przeczytaniu brzmiało: a co , jeśli w miasteczku nie pojawi się przypadkowy turysta?

Miłego weekendu.

Rafał Jurak
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.  

 

 

Udostępnij swoim znajomym: