----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

20 kwietnia 2026

Udostępnij znajomym:

Po tygodniach oczekiwania na informacje o tym, czy i w jaki sposób rząd Stanów Zjednoczonych zwróci cła, które zostały przez Sąd Najwyższy uznane za niezgodne z Konstytucją – w poniedziałek firmy zaczęły składanie wniosków o odzyskanie pieniędzy.

Dla wielu właścicieli biznesów wyglądało to niemal jak premiera nowego produktu technologicznego. Laptopy włączone przed czasem, dokumenty przygotowane z wyprzedzeniem i jedno pytanie: kto pierwszy złoży wniosek. Sarah Wells, która sprzedaje importowane plecaki i produkty dla karmiących matek, zalogowała się już 10 minut przed startem systemu o 8 rano czasu wschodniego. Jak mówi, cały proces przebiegł „sprawnie i szybko”.

Podobne doświadczenia miał Alfred Mai z San Francisco, którego firma produkuje gry karciane w Chinach. Mając wszystkie dane przygotowane wcześniej, złożył wnioski dotyczące 17 transportów w zaledwie kilka minut. W grę wchodzi ponad 162 tysiące dolarów zapłaconych ceł. „Na razie wstrzymuję oddech, dopóki faktycznie nie zobaczę pieniędzy na koncie” - przyznał.

Według zapowiedzi zwroty mają trafiać do firm w ciągu 60–90 dni od złożenia wniosku. To jednak dopiero pierwszy etap całego procesu, więc nie wszystkie importowane towary od razu kwalifikują się do refundacji.

Dla amerykańskich importerów to moment przełomowy. Od czasu, gdy Sąd Najwyższy uznał większość ceł wprowadzonych przez administrację za niekonstytucyjne, firmy czekały na jasne wytyczne dotyczące zwrotów. Sam wyrok nie określał szczegółowego mechanizmu oddawania pieniędzy, a urzędnicy początkowo sygnalizowali, że proces może być skomplikowany.

Organizacje reprezentujące małe biznesy nie kryją satysfakcji. Jak podkreśla Main Street Alliance, to efekt nacisku przedsiębiorców, którzy ponosili koszty polityki celnej. Teraz — ich zdaniem — kluczowe będzie, czy rząd rzeczywiście sprawnie przeprowadzi cały proces zwrotów.

Skala jest ogromna. Amerykańska Służba Celna oszacowała, że łączna kwota należnych zwrotów ceł wynosi 166 miliardów dolarów. W pierwszym etapie ma zostać rozliczona większość przypadków - głównie tych, które formalnie wciąż są w trakcie procedur i nie zostały ostatecznie zamknięte. Według danych przedstawionych w sądzie, około 127 miliardów dolarów dotyczy importerów, którzy już zapisali się na elektroniczne płatności.

Pojawia się jednak pytanie, które najbardziej interesuje zwykłych konsumentów: czy ktoś poza firmami zobaczy te pieniądze? Zdaniem ekspertów z dziedziny ekonomii i prawa – prawdopodobnie nie.

Koszty ceł od dawna są „wbudowane” w ceny produktów. Na różnych etapach - od producentów, przez importerów i hurtowników, po sklepy - były one częściowo przerzucane dalej. W praktyce oznacza to, że trudno dziś dokładnie ustalić, kto faktycznie poniósł ostateczny koszt. W dodatku wiele firm w ostatnich latach świadomie brało część obciążeń na siebie, by nie odstraszyć klientów wyższymi cenami w okresie wysokiej inflacji.

Sytuacja detalistów jest szczególnie skomplikowana. Zwroty trafiają do tych, którzy formalnie opłacili cła, czyli najczęściej importerów lub producentów. Właściciele sklepów, którzy płacili wyższe ceny hurtowe, mogą w ogóle nie zobaczyć bezpośrednich rekompensat.

Joe Kimray, właściciel sklepu B & W Hardware w Karolinie Północnej, przyznaje wprost: sam nie płacił ceł bezpośrednio, ale odczuł je w cenach towarów. Teraz liczy na rozmowy z dostawcami i ewentualne obniżki cen w przyszłości. „Nie spodziewam się czeku, ale może to być choćby rabat na kolejne zamówienia” — mówi.

Część konsumentów nie chce jednak czekać na ruch firm. W USA ruszyły już pozwy zbiorowe przeciwko dużym korporacjom, w tym Costco i FedEx. Firmy te zapowiadają różne podejścia - od bezpośrednich zwrotów po obniżki cen i „korzystniejsze oferty” dla klientów.

Na razie system zwrotów dopiero się rozpędza. Pierwszy etap obejmuje głównie należności, które formalnie nie zostały jeszcze ostatecznie rozliczone - z technicznego punktu widzenia – wciąż podlegają federalnej weryfikacji. Rząd pracuje nad kolejnymi fazami i rozbudową systemu o nazwie CAPE, który w przyszłości ma objąć także starsze, już rozliczone opłaty.

Jedno jest pewne: dla tysięcy firm to wyścig z czasem i ogromne pieniądze w tle. A dla całej gospodarki - test, czy administracja poradzi sobie z jednym z największych procesów zwrotów w historii.

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor