Znaki czasu
----- Reklama -----
Idalia Błaszczyk

Idalia Błaszczyk


Kontakt: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Udostępnij swoim znajomym:

Jak wszyscy już pewno słyszeli - Lake Shore Drive ma teraz nową, długą nazwę. Nazywa się Jean Baptiste Pointe DuSable Lake Shore Drive. Nie, nie trzeba natychmiast zmieniać wszystkich dokumentów i tablic informacyjnych. W adresach zamieszkania osób prywatnych i siedzib firm (nasz Konsulat) aktualna pozostaje LSD. To nie tak, jak było ze zmianą Sears Tower na Willys Tower czy Marshall Field na Macy's. Tu w grę wchodziły pieniądze, sponsorowanie, więc nazwy zmieniły się całkowicie. Choć niektórzy nadal używają poprzednich..., ale to - prywatnie.

Lake Shore Drive, sądzę, że jedna z najpiękniejszych arterii nadbrzeżnych na świecie, zachowa więc poprzednią nazwę, choć będzie też w nowej, tej dłuższej formie, upamiętniać osobę, która jest uznawana za pierwszego, nieindiańskiego osadnika, od którego zaczęło się tworzenie miasta Chicago.

Powstanie LSD łączy się z ustanowionym w 1869 roku aktem prawnym powołującym Lincoln Park District. Mówi się, że miała to być piękna spacerowa aleja, biegnąca nad jeziorem Michigan, używana przez bogaczy, spacerujących w ich powozach. Z czasem rozbudowywana, ma obecnie około 20-tu kilometrów długości i ciągnie się od dalekiego południa Chicago (9200 South) do Hollywood Ave (5700 N. Sheridan Rd) na północy. Obecną nazwę droga nosi od 1946 roku, a próby zmiany tej nazwy podejmowane były już wcześniej. W 1993 roku ówczesne radne Toni Preckwinkle i Madeline Haithcock już proponowały nazwę związaną z Jean Baptiste. Nie zgadzał się wtedy burmistrz Richard M. Daley. Mówił, że to by za drogo kosztowało - te zmiany adresów, itd. Co jakiś czas propozycja wracała, bo wiele osób uważało, że uczczenie pierwszego osadnika, który zamieszkał w pobliżu miejsca, gdzie rzeka Chicago wpada do jeziora Michigan, jest marne, niegodne i ma podłoże rasowe. Bowiem Jean Baptista nie był biały. W międzyczasie, przy Placu Pionierów, tam, gdzie się rzeka krzyżuje z Michigan Ave., postawiono popiersie pioniera, wmontowano w bariery mostu (nazwanego jego imieniem) pamiątkową tablicę i oczywiście - jego imię nosi muzeum poświęcone historii, losom, sztuce Afro-Amerykanów z tych okolic (założone w 1961 roku, mieści się na południu Chicago, przy 56 th Place). Jest park, jest uliczka - za mało. Już w 2019 roku alderman (radny) David Moore zaproponował zmianę nazwy Lake Shore Drive. Obecna burmistrz też się przeciwstawiała, też ze względu na koszty operacji. W końcu jednak wynik glosowania w Radzie Miasta w czerwcu 2021 roku - 33 za, 15 przeciw - zadecydował o zmianie.

Mówi się teraz, że to zasługa klimatu politycznego, nie tylko w Chicago, w kraju. Historię kiepsko widać z bliska, ale z czasem chyba przyznają badacze, że mamy teraz w USA jakby ciąg dalszy walki o prawa człowieka, o prawa tych wszystkich, którzy zostali stworzeni równymi, ale ciągle równymi nie są.

Dopiero co przypominany był rasistowski pogrom czarnej ludności w Tulsa, Oklahoma, sto lat temu. Coraz więcej i głośniej mówi się o nierównym traktowaniu osób rasy białej i osób innych ras przez policję i wymiar sprawiedliwości. To zwłaszcza po zamordowaniu Georga Floyda i dzięki ruchowi Black Lives Matter. Ciągle jesteśmy świadkami prób ograniczania ludziom słabszym, biedniejszym, kolorowym, możliwości wzięcia udziału w wyborach, w różnych stanach. Dopiero teraz ustanowione zostało święto federalne Juneteenth, obchodzone w rocznicę ogłoszenia zniesienia niewolnictwa w Teksasie w 1865 roku. W tym klimacie udało się przeforsować upamiętnienie Jean Baptiste Pointe DuSable przez nazwanie jego imieniem tej najpiękniejszej drogi, jednocześnie tak bardzo związanej z Chicago - Lake Shore Drive. Osoby starające się o tę zmianę czasem podkreślały, że niejaki John Kenzi, oskarżany nawet o morderstwo, kupiec, który nabył nieruchomość Jean Baptiste DuSable, więc ten Kenzi był lepiej uczczony, bo od dawna jego imieniem nazwana jest tu ulica! Ale Kenzi był biały!

DuSable też nie był tak całkiem Czarny. Podobno jego ojcem był francuski marynarz, a matka haitańską, czarną niewolnicą. Urodził się właśnie na Haiti około roku 1745, a potem popłynął do Francji, gdzie pobierał nauki. Wrócił tutaj, z Nowego Orleanu, rzeką Mississippi zawędrował w okolice obecnego stanu Illinois. Ożenił się z Kittihawa, Indianka z plemienia Patawatomi. Ich ślub został potwierdzony przez duchownego katolickiego w Cahokii, w pobliżu Saint Louis. Wtedy jego żona przyjęła imię Catherine. Mieli dwoje dzieci. W okolicach ujścia rzeki Chicago do jeziora Michigan osiedlili się około roku 1779. Założyli farmę i faktorię handlową. Handlowali skórami, futrami, alkoholem i - możemy się domyślać - wszystkim, co potrzebne było mieszkającym tu licznie Indianom, jak i coraz częściej pojawiającym się osadnikom, pionierom. Jean Baptiste mówił po francusku i w jeżykach Indian, żona znała również narzecza, więc mu pomagała. Z zachowanych dokumentów, opisujących ich posiadłość wynika, że byli zamożni, zatrudniali służbę i pomocników. Mam nadzieję, że teraz pojawi się więcej precyzyjnych informacji na jego temat. Obecnie są tak sprzeczne, że nawet można przeczytać, że mieszkał tu tylko jeden rok. Źródła podają, że mieszkał 21 lat, w 1800 sprzedał dom i firmę, przeniósł się najpierw do Pioria, Illinois, potem do St. Charles, Missouri, tam zdobył licencję przewoźnika promu. Zmarł w 1818 roku. Wcześniej był tu na naszych terenach aresztowany przez Brytyjczyków (za sprzyjanie Amerykanom), obawiał się, jak zbliżający się do obecnego Chicago Amerykanie zareagują na czarnoskórego biznesmena mówiącego kilkoma językami. Tereny przechodziły z rąk francuskich, w brytyjskie, potem amerykańskie, zawierane były różne układy z Indianami, mówiło się, że powstanie Fort Dearborn, więc wyjechał. Stan Illinois powołano dopiero w 1818 roku. Na terenie obecnego Chicago w 1833 roku mieszkało "już" 350 osób, ale w 1837 roku – 4,170 osób, a w 1850 aż 30 tysięcy! Nazwa Chekagou pojawia się na mapach powstałych już w 1688 roku.

Może ktoś napisze powieść o nim, może powstanie film, a z pewnością jest co opowiadać! Pod warunkiem, że nie dolegają uprzedzenia rasowe.

Idalia Błaszczyk
E-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.