----- Reklama -----

Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa

----- Reklama -----
Tomasz Leszkowicz

Tomasz Leszkowicz


 

Udostępnij swoim znajomym:

Ostatnie wydarzenia na Białorusi – zmuszenie do lądowania cywilnego Boeinga 737 w Mińsku i porwanie opozycyjnego dziennikarza Ramana Pratasiewicza – znów zwróciły uwagę na autorytarny reżim Alaksandra Łukaszenki. Władza postradzieckiego dyktatora w ostatnim czasie osłabła, na co reaguje on coraz większą agresją.

Lot linii lotniczych Ryanair z Aten do Wilna w niedzielę 23 maja tego roku nie zapowiadał się jako wyjątkowy. Jednak niedługo przed dotarciem na Litwę, w przestrzeni powietrznej Białorusi przelot został zakłócony – najpierw próbą wszczęcia alarmu bombowego przez miejscowego dyspozytora, następnie zaś pojawieniem się w myśliwca MiG-29. Celem Białorusinów było zmuszenie maszyny do lądowania na lotnisku w Mińsku. W momencie, gdy maszyna wojskowa zakomunikowała pilotom ostrzeżenie przed użyciem pocisków powietrze-powietrze, Boeing 737 zawrócił w kierunku białoruskiej stolicy. Na lotnisku służby wyciągnęły z odrzutowca Ryanair lecącego na Litwę Ramana Pratasiewicza i jego partnerkę Sofię Sapiegę. 26-letni mężczyzna był białoruskim opozycjonistą, niezależnym dziennikarzem i emigrantem politycznym, zaangażowanym w tworzenie alternatywnego wobec oficjalnych mediów na Białorusi portalu NEXTA, który odegrał istotną rolę w czasie trwających od zeszłego roku masowych protestów po sfałszowaniu wyborów prezydenckich.

Białoruskie władze, na czele z prezydentem Alaksandrem Łukaszenką, szybko pochwaliły się aresztowaniem Pratasiewicza, oskarżanego zaocznie o współorganizację protestów i tym samym działalność antypaństwową. W optyce Mińska (oraz Moskwy), młody dziennikarz jest terrorystą, odpowiedzialnym za próbę obalenia legalnych władz i ofiary (w tym śmiertelne) w trakcie zamieszek. Sam Pratasiewicz miał po zatrzymaniu krzyczeć, że aresztowanie może skończyć się dla niego karą śmierci. Brutalna akcja wywołała protesty społeczności międzynarodowej i nowe sankcje wobec rządzącego w Mińsku reżimu.

Prezydent Alaksendr Łukaszenka rządzi Białorusią nieprzerwanie od 1994 roku. Jego władza nie ma demokratycznego mandatu – wielokrotnie udowodniano mu manipulacje wyborami i represje wobec opozycji. W czasie wyborów prezydenckich w sierpniu 2020 roku społeczeństwo miało w większości zagłosować przeciwko Łukaszence na kandydatkę opozycyjną Swiatłanę Cichanouską, reżim sfałszował jednak wyniki głosowania, brutalnie występując przeciwko protestom społecznym. Dziś rządy „ostatniego dyktatora w Europie” chwieją się, a on sam zmuszony jest do zacieśniania związków z Rosją w ramach Związku Białorusi i Rosji.

Jak doszło do tej sytuacji? Pewną odpowiedź może dać spojrzenie w przeszłość Białorusi, procesy wytwarzania się narodu białoruskiego i państwa. Wielu komentatorów wskazywało do niedawna, że Białoruś to swego rodzaju „państwo bez narodu”, skazane na dryfowanie w kierunku Rosji.

W średniowieczu ziemie dzisiejszej Białorusi stanowiły zachodnie rubieże szeroko rozumianego władztwa ruskiego, mającego swoje centrum w Kijowie. W XIV wieku miejscowe księstwa znalazły się pod panowaniem Wielkiego Księstwa Litewskiego. Ciekawym zjawiskiem było swoiste „przejęcie” podbijającego państwa przez podbitych – kultura ruska, religia prawosławna i elity stały się ważnym elementem państwa litewskiego. Wraz z kolejnymi uniami Polski i Litwy (czego ukoronowaniem była unia lubelska 1569 roku) ziemie białoruskie weszły w orbitę wpływu kultury polskiej, co doprowadziło m.in. do polonizacji większości dawnych rodów kniaziowskich, stanowiących na tym obszarze warstwę przywódczą.

Od XVII wieku na ziemie białoruskie coraz większy wpływ zaczęła odciskać Rosja, która jeszcze jako Wielkie Księstwo Moskiewskie od II poł. XV wieku głosiła program „zbierania ziem ruskich”. Do przejęcia ziem Wielkiego Księstwa Litewskiego doszło ostatecznie w konsekwencji II i III rozbioru Polski w latach 90. XVIII wieku. Od tego czasu tereny białoruskie były integrowane z państwem rosyjskim przy pomocy administracji, religii prawosławnej i kultury – oficjalna polityka carów głosiła bowiem, że istnieje jeden naród ruski, który dzieli się na trzy odnogi: wielkoruską (rosyjską), małoruską (ukraińską) i białoruską. Ruch narodowy na Białorusi był o wiele słabszy niż na sąsiedniej Ukrainie – brakowało bowiem lokalnych elit, które się spolonizowały lub zrusyfikowały.

W tej sytuacji burzliwe lata 1917-1920 nie przyniosły powstania niepodległego państwa białoruskiego. Szukając sojuszników do antyrosyjskiej federacji Józef Piłsudski liczył na współpracę z Białorusinami, jednak nie stworzyli oni na tyle silnego ośrodka, by móc stanowić realną siłę. Ziemie białoruskie w traktacie ryskim podzielono między Polskę a ZSRR, gdzie powstała oddzielna Białoruska SRR. Rządy komunistyczne nie przyniosły wzmocnienia białoruskiego ruchu narodowego – Stalin wymordował lokalną elitę, a II wojna światowa i okupacja niemiecka przyniosły Białorusi ogromne zniszczenia. Jedyną korzyścią było włączenie Grodzieńszczyzny, Nowogródczyzny i Polesia do BSRR po 17 września 1939 roku.

Białoruś, być może najbardziej „radziecka” z części składowych państwa związkowego, w 1991 roku stała się niepodległa. Słabość demokracji i tożsamości narodowej doprowadziły do przejęcia władzy przez Łukaszenkę – byłego dyrektora sowchozu, który grał na nostalgii za radziecką. Dziś jego dalsze rządy stoją pod znakiem zapytania, gdyż zeszłoroczne wybory i protesty znacząco wzmocniły świadomość Białorusinów, którzy coraz mocniej wyrażają swoją niechęć do rządów tyrana.

Tomasz Leszkowicz