Nagłe zamknięcie linii lotniczych Spirit Airlines może odbić się szerokim echem w całej branży lotniczej. Po nieudanych rozmowach o wsparciu finansowym z administracją prezydenta Donald Trump popularny tani przewoźnik zakończył działalność w miniony weekend.
Rząd rozważał awaryjny plan ratunkowy, który zakładał przejęcie większościowego pakietu udziałów przez państwo, jednak propozycja utknęła w martwym punkcie. Kluczowi wierzyciele nie wyrazili zgody, bez której porozumienie nie mogło zostać sfinalizowane.
Wraz z zamknięciem linii pojawiają się obawy, że skutki odczują także osoby, które nigdy nie korzystały z usług Spirit. Mniejsza konkurencja na rynku może bowiem przełożyć się na wyższe ceny biletów, które już wcześniej rosły m.in. z powodu drożejącego paliwa lotniczego w związku z konfliktem na Bliskim Wschodzie.
Niektórzy analitycy studzą jednak nastroje, wskazując, że wpływ może być ograniczony. Przewoźnik odpowiadał jedynie za około 3,4 procent rynku i już wcześniej stopniowo ograniczał działalność.
„Zła wiadomość dla konsumentów jest taka, że znika kolejny tani przewoźnik z części rynków. To zawsze jest problem, bo nawet jeśli nigdy nie leciałeś Spiritem, korzystałeś na tym, że był obecny na danej trasie” – powiedział Clint Henderson, ekspert branżowy z serwisu The Points Guy.
Przykłady takich zależności już się pojawiły. Gdy w grudniu Spirit przestał latać do Minneapolis, linie Delta Air Lines niemal natychmiast podniosły ceny – w niektórych przypadkach nawet o 50 procent.
„Na trasach, gdzie działał Spirit, wpływ na ceny może być znaczący, więc pasażerowie zapłacą więcej” – ocenił Henderson. Jednocześnie zaznaczył, że skala efektu może być mniejsza niż w przeszłości, ponieważ linia już wcześniej mocno ograniczyła siatkę połączeń.
Linie Spirit oficjalnie zakończyły działalność w sobotę, odwołując wszystkie pozostałe loty i informując pasażerów, aby nie pojawiali się na lotniskach. Przewoźnik zapowiedział zwrot pieniędzy za bilety na karty, którymi dokonano płatności. Jednocześnie inne linie lotnicze zaoferowały obniżone ceny dla osób, które muszą pilnie znaleźć alternatywne połączenia.
Sekretarz transportu Sean Duffy zapewnił, że trwają rozmowy z innymi przewoźnikami, aby pomóc pasażerom dotrzeć do celu. „To mogło być bardzo chaotyczne, ale proces wygaszania działalności przebiega całkiem sprawnie” – powiedział w wywiadzie dla Fox Business.
Problem w tym, że pasażerowie Spirit należeli do najbardziej wrażliwych na koszty. Tymczasem inne linie już podnoszą opłaty, próbując zrekompensować rosnące koszty paliwa.
„Mamy dziś sytuację, w której ceny biletów rosną, opłaty za bagaż są wyższe, a liczba lotów maleje. Popyt jednak nie spada – ludzie nadal chcą podróżować. To wszystko prowadzi do wyższych cen dla wszystkich” – podkreślił Henderson.
Eksperci zwracają jednak uwagę, że rynek z czasem się dostosuje. James Shea z American Bankruptcy Institute przewiduje, że inne linie stopniowo wypełnią lukę po Spirit.
„Jeśli powstaje próżnia, ktoś ją w końcu zapełni. Nikt nie zostawi tych tras bez obsługi” – zaznaczył. W krótkim okresie mniejsza konkurencja może dać pozostałym przewoźnikom większą swobodę w ustalaniu cen, zwłaszcza tam, gdzie zostaje tylko jeden operator. Z czasem jednak na rynek wejdą nowe linie lub obecne zwiększą ofertę, przywracając konkurencję.
Historia branży pokazuje, że taki scenariusz jest możliwy. Podobne procesy miały miejsce po kryzysie w pierwszej dekadzie XXI wieku, kiedy część linii upadła, a inne przetrwały trudny okres, czekając na poprawę koniunktury.
Spirit Airlines przez lata zmieniały rynek lotniczy w USA dzięki modelowi „ultra low-cost”, oferując bardzo tanie bilety w zamian za dodatkowe opłaty za usługi, które u konkurencji były w cenie – jak bagaż podręczny czy wybór miejsca. Dzięki temu latanie stało się dostępne dla szerszej grupy pasażerów.
Z czasem jednak model ten zaczął tracić przewagę. Duże linie wprowadziły podobne, uproszczone taryfy, a sam Spirit notował wielomiliardowe straty. Firma dwukrotnie ogłaszała bankructwo – w 2024 i 2025 roku – po tym jak zablokowano plan połączenia z JetBlue Airways.
Na początku tego roku przewoźnik próbował jeszcze przeprowadzić restrukturyzację, ale rosnące ceny paliwa przekreśliły te plany. Ostatecznie, wobec braku finansowania, firma zdecydowała się zakończyć działalność.
Administracja prezydenta Trumpa próbowała uratować linię, oferując 500 milionów dolarów w zamian za 90 procent udziałów. Pomysł spotkał się jednak z krytyką części środowisk konserwatywnych, sprzeciwiających się ingerencji państwa w wolny rynek, a ostatecznie nie uzyskał poparcia wierzycieli.
Niektórzy analitycy podkreślają, że nawet wsparcie rządowe mogłoby nie wystarczyć. „Problem polega na tym, że firma od dawna nie była rentowna – nawet przy niższych cenach paliwa. Ten kryzys tylko przyspieszył nieuniknione” – podsumował Henderson.