Co najmniej jedenastu naukowców i osób związanych z amerykańskimi programami nuklearnymi oraz kosmicznymi zmarło lub zaginęło w ciągu ostatnich kilku lat, głównie od 2023 roku. Wśród nich są fizycy, inżynierowie lotniczy, specjaliści od badań kosmicznych oraz osoby pracujące przy projektach o znaczeniu strategicznym, m.in. dla NASA, laboratoriów Los Alamos czy Sił Powietrznych USA. To właśnie te przypadki — różne, rozproszone w czasie i często mające zupełnie odmienne okoliczności — zostały zestawione razem, wywołując pytania o możliwe powiązania.
FBI prowadzi śledztwo, Kongres żąda wyjaśnień, Biały Dom zapewnia, że każdy trop będzie zbadany. Ale coraz częściej pojawia się pytanie: czy jest tu w ogóle co badać? Sprawa, która zelektryzowała Waszyngton, może być przykładem realnego zagrożenia dla bezpieczeństwa narodowego, ale równie dobrze spektakularnym przykładem teorii spiskowej podsycanej przez media społecznościowe.
Śledztwo i niepokojące zbiegi okoliczności
Sprawą zainteresowała się komisja nadzoru Izby Reprezentantów, a FBI potwierdziło, że analizuje możliwe powiązania między przypadkami, w tym dostęp do informacji niejawnych i ewentualny udział obcych państw.
Administracja w Waszyngtonie przyznaje, że jeśli choć część tych historii okaże się powiązana, może to mieć znaczenie dla bezpieczeństwa kraju. W tle pojawiają się sugestie, że w przeszłości obce wywiady próbowały zdobywać wiedzę poprzez presję na naukowców czy specjalistów.
Niepokój budzi także kontekst środowiska, w którym pracowały niektóre z tych osób — wąskiego, wyspecjalizowanego i powiązanego z projektami o znaczeniu strategicznym.
Są też przypadki, które trudno uznać za zwyczajne.
Monica Reza, dyrektor zespołu badawczego w Jet Propulsion Laboratory, zaginęła podczas wędrówki w Kalifornii. Była współautorką patentu na zaawansowany stop metalu wykorzystywany w technologiach rakietowych. Jej ciała nigdy nie odnaleziono.
Carl Grillmair, astrofizyk związany z Caltech, został zastrzelony na progu własnego domu. Sprawcy nie ustalono.
Z kolei dwójka pracowników Los Alamos — Anthony Chavez i Melissa Casias — zniknęła w odstępie kilku tygodni, w niemal identycznych okolicznościach: porzucone samochody, rzeczy osobiste pozostawione na miejscu.
Do tego dochodzi zawodowe powiązanie między Rezą a generałem Williamem McCaslandem — oboje pracowali nad projektami dla Sił Powietrznych. Oboje również zniknęli bez śladu w odstępie kilkunastu miesięcy.
Dla zwolenników hipotezy o ukrytym mechanizmie takie zbiegi układają się w niepokojący obraz.
Jak rodzi się teoria spiskowa
Jednocześnie istnieje zupełnie inne wyjaśnienie, które zaczyna się od jednego konkretnego zdarzenia.
Historia zaginionych naukowców nabrała rozpędu po zaginięciu generała McCaslanda. W Internecie szybko pojawiły się spekulacje, że posiadał wiedzę o UFO lub tajnych programach. Tymczasem jego żona publicznie tłumaczyła, że od lat nie miał dostępu do wrażliwych informacji i zmagał się z poważnymi problemami zdrowotnymi.
To był moment, w którym — jak opisują badacze dezinformacji — zaczyna działać znany mechanizm: poszukiwanie kolejnych „pasujących” przypadków.
Zaczęto tworzyć listy osób, które zmarły lub zaginęły w ostatnich latach, a następnie doszukiwać się u nich jakichkolwiek powiązań z nauką, wojskiem czy technologią kosmiczną.
Problem w tym, że ta lista szybko przestała być spójna.
Obok uznanych naukowców znaleźli się na niej ludzie o bardzo różnym profilu. Melissa Casias, często przedstawiana jako „pracownik naukowy”, była w rzeczywistości asystentką administracyjną. Jej rodzina wskazywała na poważne problemy osobiste, które mogły tłumaczyć jej zniknięcie.
Jason Thomas, kolejna osoba na liście, pracował jako biolog chemiczny w firmie farmaceutycznej i nie miał związku z projektami kosmicznymi czy militarnymi.
Jeszcze bardziej wymowny jest przypadek Amy Eskridge, przedstawianej w sieci jako „naukowiec NASA”. W rzeczywistości miała wykształcenie humanistyczne, a jej publiczne wypowiedzi wskazywały na poważne problemy psychiczne.
W tym ujęciu cała historia jest przykładem tego, co jeden z ekspertów nazwał „szukaniem wzorców w szumie informacyjnym”.
Statystyka kontra intuicja
Argument sceptyków opiera się również na liczbach. W sektorach związanych z obronnością i zaawansowaną technologią pracują setki tysięcy osób. Przy naturalnych wskaźnikach śmiertelności i przestępczości, w ciągu kilku lat zawsze pojawią się dziesiątki tragicznych zdarzeń — od chorób po przestępstwa.
Jeśli z takiej populacji wybierze się kilkanaście historii i zestawi je razem, niemal zawsze można stworzyć wrażenie „serii”.
To zjawisko jest dobrze znane psychologii: ludzki mózg szuka sensu i powiązań, nawet tam, gdzie ich nie ma.
Między ostrożnością a nadinterpretacją
W efekcie mamy do czynienia z sytuacją, w której obie narracje istnieją jednocześnie i żadnej nie da się całkowicie odrzucić bez zastrzeżeń.
Z jednej strony są konkretne przypadki, które budzą pytania i wymagają wyjaśnienia. Z drugiej mamy sposób, w jaki zostały połączone, nosi cechy teorii spiskowej.
To napięcie mówi wiele nie tylko o samej sprawie, ale o współczesnym obiegu informacji. W erze mediów społecznościowych pojedyncze zdarzenia mogą bardzo szybko zostać wpisane w większą, dramatyczną opowieść, zanim pojawią się potwierdzone ustalenia.
Na razie takich ustaleń brak. Śledztwo trwa, a jego wyniki mogą uporządkować fakty lub przeciwnie, stworzyć nowe pytania. Warto też pamiętać, że instytucje państwowe z definicji sprawdzają nawet mało prawdopodobne scenariusze, jeśli w grę wchodzi bezpieczeństwo.
Do tego czasu najrozsądniejsze wydaje się zachowanie dystansu. Nie wszystko, co wygląda na wzorzec, rzeczywiście nim jest — ale nie wszystko da się też łatwo uznać za przypadek.
na podst: The Atlantic, Wikipedia, Scientific American, nypost.com