Przez ponad pół wieku marihuana figurowała w amerykańskim prawie w tym samym koszyku co heroina i LSD. W czwartek rząd federalny zdecydował o ograniczonym przeklasyfikowaniu marihuany do niższej kategorii ryzyka. Ale, jak to w polityce bywa, diabeł tkwi w szczegółach.
Pół kroku naprzód
Departament Sprawiedliwości ogłosił, że marihuana wykorzystywana w ramach stanowych programów medycznych zostaje objęta zmianą klasyfikacji jako substancja o niższym ryzyku. Jednocześnie zapowiedziano nowy proces rejestracji dla podmiotów działających w systemach licencyjnych poszczególnych stanów.
Technicznie rzecz biorąc, to znacząca zmiana, ale w dużej mierze ograniczona w swoich skutkach. Marihuana od 1970 roku figurowała jako substancja z kategorii I — obok heroiny, LSD i innych — definiowana jako wysoce uzależniająca i pozbawiona uznanych zastosowań medycznych. Nowe decyzje wpisują ją w kategorię III, obejmującą substancje o niższym potencjale uzależniającym i uznanych zastosowaniach medycznych — obok ketaminy, sterydów czy testosteronu.
Decyzję podpisał prokurator generalny Todd Blanche, wskazując, że większość stanów posiada dziś rozbudowane systemy regulujące uprawę, przetwarzanie i dystrybucję marihuany do celów medycznych.
Biden zaczął, Trump kończy, ale częściowo
Departament Sprawiedliwości pod rządami Bidena formalnie zarekomendował przeklasyfikowanie marihuany do kategorii III w 2024 roku, ale proces utknął w martwym punkcie z powodu sporów prawnych i oczekując na przesłuchania przed DEA.
Cały proces, zapoczątkowany jeszcze w 2022 roku, pozostawał w zawieszeniu — m.in. dlatego, że sędzia orzekł, iż DEA wykazała się stronniczością i nieprawidłowościami w postępowaniu. Czwartkowe zarządzenie kieruje ten przegląd administracyjny na nowe tory — z jego wznowieniem zaplanowanym na 29 czerwca.
Administracja w ostatnich dniach sygnalizowała również chęć przyspieszenia badań nad innymi substancjami, w tym psychodelikami, w kontekście terapii zaburzeń psychicznych. To element szerszego podejścia do polityki narkotykowej, choć na razie pozostaje ono na etapie deklaracji i inicjatyw badawczych.
Co się zmienia w praktyce
Tu zaczyna się bardziej skomplikowana część. Dla branży największą obietnicą jest uwolnienie od regulacji z lat 70., która zabrania firmom handlującym substancjami z kategorii I lub II odliczania standardowych kosztów prowadzenia działalności. W praktyce oznacza to, że legalne firmy zajmujące się produkcją i sprzedażą marihuany płacą fiskusowi stawkę podatkową wynoszącą 70% lub więcej, podczas gdy standardowa stawka podatku korporacyjnego wynosi 21%.
Ale na razie z odpisów podatkowych skorzystają wyłącznie operatorzy marihuany medycznej. A marihuana medyczna i rekreacyjna to w praktyce ten sam produkt, różniący się jedynie przepisami stanowymi.
Nieco mniej jasna pozostaje kwestia bankowości. Duże banki nadal traktują sprzedaż marihuany jak nielegalną transakcję, a cała branża jest de facto wykluczona z normalnego systemu finansowego. Czy obecne decyzje to zmienią? Na razie brak jednoznacznej odpowiedzi.
Dla większości użytkowników oznacza to niewiele, bo marihuana pozostaje nielegalna na poziomie federalnym, a zmiany dotyczą przede wszystkim badań, regulacji i funkcjonowania branży.
Poklask i krytyka
Kevin Sabet, prezes organizacji Smart Approaches to Marijuana sprzeciwiającej się legalizacji, był bardzo krytyczny mówiąc: „Mamy do czynienia z najbardziej pro-narkotykową administracją w historii”.
Zwolennicy z kolei przypominają, że większość Amerykanów od dawna jest po tej samej stronie barykady — badanie Economist/YouGov z tego miesiąca wykazało, że 53% dorosłych Amerykanów popiera legalizację marihuany, w tym 35% republikanów.
Pełna zmiana klasyfikacji pozostaje kwestią otwartą. Proces może zostać zaskarżony, traktaty międzynarodowe komplikują obraz, a biurokracja potrafi działać we własnym tempie. Nie oznacza to także legalizacji ani dekryminalizacji na poziomie federalnym. Ale po ponad 50 latach marihuana przestaje być formalnie traktowana na równi z heroiną. To już istotna zmiana.