Zainteresowanie psylocybiną, czyli substancją psychoaktywną zawartą w tzw. magicznych grzybach, rośnie w Stanach Zjednoczonych w szybkim tempie. Najnowsze dane federalne pokazują skalę zjawiska, ale też ujawniają wzorzec, który – zdaniem naukowców – powinien szczególnie zainteresować lekarzy i specjalistów zdrowia psychicznego. Okazuje się bowiem, że wśród użytkowników tej substancji częściej pojawiają się osoby zmagające się z depresją.
Nowe dane rzucają światło na skalę zjawiska
Po raz pierwszy w historii ogólnokrajowego badania National Survey on Drug Use and Health uwzględniono szczegółowe pytania dotyczące psylocybiny. Dzięki temu naukowcy mogli dokładniej określić, ilu Amerykanów sięga po tę substancję w danym roku, a nie tylko w ciągu całego życia.
Około 8 milionów osób w wieku 12 lat i więcej, czyli blisko 2,8% populacji USA, zadeklarowało używanie psylocybiny w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Badanie, oparte na odpowiedziach ponad 58 tysięcy uczestników, nie wskazuje bezpośrednich zależności przyczynowo-skutkowych, ale pokazuje wyraźne powiązania i trendy.
Najczęściej po „magiczne grzyby” sięgają młodzi dorośli, szczególnie w wieku 18–25 lat. W tej grupie prawdopodobieństwo używania psylocybiny było wyraźnie wyższe niż wśród osób w średnim wieku, a jeszcze niższe wśród seniorów. Charakterystyczny jest także profil społeczny użytkowników – dominują mężczyźni z wyższym wykształceniem i wyższymi dochodami.
Silne powiązania z innymi substancjami
Badanie pokazuje również, że psylocybina rzadko występuje „w izolacji”. Najsilniejszy związek zaobserwowano z używaniem marihuany – osoby, które korzystały z niej w ostatnim roku, ponad 13 razy częściej sięgały także po psylocybinę.
Podobne zależności, choć słabsze, dotyczyły innych substancji psychoaktywnych. Użytkownicy LSD mieli niemal ośmiokrotnie wyższe prawdopodobieństwo używania psylocybiny, ketaminy – około sześciokrotnie, a MDMA – ponad trzykrotnie. Wzorce te sugerują, że w wielu przypadkach mamy do czynienia z szerszym zjawiskiem eksperymentowania z różnymi środkami psychoaktywnymi.
Dla lekarzy to ważny sygnał: jeśli pacjent przyznaje się do używania jednej substancji, warto zapytać również o inne – zwłaszcza w kontekście możliwych interakcji z lekami, np. antydepresantami.
Depresja i psylocybina – związek, który budzi pytania
Najbardziej niepokojący wniosek dotyczy zdrowia psychicznego. Wśród osób, które używały psylocybiny w ciągu ostatniego roku, aż 23,1% doświadczyło epizodu poważnej depresji. Dla porównania – wśród osób, które jej nie używały, odsetek ten wynosił 8,4%.
Nawet po uwzględnieniu takich czynników jak wiek, dochody, wykształcenie czy używanie innych substancji, osoby z niedawnym epizodem depresyjnym miały o 37% wyższe prawdopodobieństwo sięgnięcia po psylocybinę.
To powiązanie ma znaczenie, biorąc pod uwagę popularność psylocybiny jako potencjalnego leku na depresję.
FDA przyznała psylocybinie status „terapii przełomowej” w leczeniu depresji opornej na leczenie w 2018 roku, a w leczeniu zaburzeń depresyjnych w 2019 roku. Badania kliniczne dały obiecujące rezultaty, ale wymagają one starannego badania przesiewowego, kontrolowanego dawkowania i profesjonalnego wsparcia psychologicznego przed, w trakcie i po doświadczeniu. Żadne z tych zabezpieczeń nie istnieje, gdy ktoś przyjmuje grzyby samodzielnie, a autorzy zwrócili uwagę na udokumentowane skutki uboczne nienadzorowanego stosowania, w tym lęk, paranoję i przedłużający się stres psychiczny, a liczba raportów z ośrodków zatruć dotyczących psylocybiny rośnie.
Zmieniające się prawo i rosnące wyzwania
Zmiany zachodzą także na poziomie prawnym. Oregon uruchomił w 2023 roku regulowany program usług z wykorzystaniem psylocybiny, a Kolorado poszło w jego ślady w 2025 roku. Kolejne stany rozważają dekryminalizację tej substancji, choć na poziomie federalnym nadal pozostaje ona nielegalna.
Rosnąca liczba użytkowników oznacza, że lekarze coraz częściej będą spotykać pacjentów korzystających z psylocybiny poza systemem medycznym. Zdaniem naukowców konieczne staje się rutynowe uwzględnianie tego tematu w wywiadach lekarskich – zwłaszcza u osób z depresją lub korzystających z innych substancji psychoaktywnych.
Jedno jest pewne: zjawisko, które jeszcze niedawno było postrzegane jako marginalne, dziś staje się coraz bardziej powszechne. A to oznacza, że wymaga nie tylko dalszych badań, ale też poważnej debaty w środowisku medycznym i wśród decydentów.