----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

21 kwietnia 2026

Udostępnij znajomym:

Stany Zjednoczone wchodzą w sezon wiosenny z rekordowym poziomem suszy. Najnowsze dane meteorologiczne pokazują, że skala problemu jest największa jak na tę porę roku od początku pomiarów, co budzi poważne obawy o nadchodzące miesiące – od ryzyka pożarów, przez dostęp do wody, po ceny żywności.

Według U.S. Drought Monitor ponad 61 procent obszaru kontynentalnych Stanów Zjednoczonych znajduje się w stanie umiarkowanej do wyjątkowej suszy. Szczególnie trudna sytuacja panuje na południowym wschodzie kraju, gdzie susza obejmuje aż 97 procent regionu, oraz na zachodzie, gdzie dotyka dwóch trzecich obszaru. Są to najwyższe wskaźniki odnotowane o tej porze roku, odkąd w 2000 roku rozpoczęto prowadzenie monitoringu susz.

Jeszcze bardziej niepokojące są dane National Oceanic and Atmospheric Administration. Wskaźnik suszy Palmera, który uwzględnia długoterminowe warunki wilgotnościowe, osiągnął w marcu najwyższy poziom od rozpoczęcia pomiarów w 1895 roku. Co więcej, miniony miesiąc był trzecim najsuchszym w historii – ustępując jedynie ekstremalnym okresom z czasów tzw. Dust Bowl w 1934 roku.

Na zachodzie kraju problem pogłębia brak śniegu, który zwykle stanowi naturalny „magazyn” wody na lato. Z powodu rekordowych upałów znaczna część zachodnich stanów odnotowała w pierwszych miesiącach roku wyjątkowo niski poziom pokrywy śnieżnej. Jednocześnie południowe stany – od Teksasu aż po wschodnie wybrzeże – zmagają się z odrębną suszą, związaną z przesunięciem prądu strumieniowego, który kieruje burze dalej na północ.

Skala niedoborów jest ogromna. Jak wylicza NOAA, aby przerwać suszę we wschodnim Teksasie, potrzebne byłoby niemal 19 cali opadów w ciągu jednego miesiąca. W większości południowego wschodu konieczne byłyby opady przekraczające stopę.

„Obecnie 61% terytorium kraju dotknięte jest suszą, a od początku roku kalendarzowego odsetek ten stale rośnie” – powiedział Brian Fuchs, klimatolog z Narodowego Centrum Łagodzenia Skutków Suszy. „Rzadko zdarzało nam się widzieć wiosny, w których tak duża część kraju znajdowałaby się w tak złym stanie”.

Eksperci zwracają uwagę na mniej znany, ale kluczowy wskaźnik – wskaźnik określający „chłonność” atmosfery. Pokazuje on, jak bardzo gorące i suche powietrze „wysysa” wilgoć z gleby. Zjawisko to nosi nazwę deficytu ciśnienia pary wodnej, a obecnie jego poziom jest aż o 77 procent wyższy niż norma i znacząco przekracza wcześniejsze rekordy. Taki poziom wysysania wilgoci z gruntu „nie wydawał się wcześniej możliwy”.

Taka sytuacja budzi szczególne obawy w kontekście nadchodzącego sezonu pożarów. Jak podkreślają naukowcy, wraz ze wzrostem temperatury ryzyko pożarów rośnie nie liniowo, lecz skokowo – każdy kolejny stopień ocieplenia zwiększa zagrożenie bardziej niż poprzedni.

Pierwsze skutki widać już teraz. W Arizonie kaktusy zaczęły kwitnąć o kilka miesięcy wcześniej niż zwykle, a lokalne władze coraz głośniej mówią o problemach z dostępem do wody. Szczególne obawy dotyczą rzeki Kolorado, od której zależy zaopatrzenie wielu stanów. Poziom wody w zbiornikach pozostaje niski, a długoterminowe rozwiązania wciąż nie zostały wypracowane.

Susza może też odbić się na rolnictwie i – w konsekwencji – na cenach żywności. Jeśli plony w USA okażą się słabe, skutki mogą być odczuwalne globalnie. Tym bardziej że prognozy wskazują na możliwe wystąpienie silnego zjawiska El Niño, które często ogranicza produkcję rolną w innych częściach świata, m.in. w Indiach.

Naukowcy nie mają wątpliwości, że obecna sytuacja to efekt zarówno naturalnych wahań klimatu, jak i zmian wywołanych działalnością człowieka. Jak podkreślają, ekstremalne zjawiska – takie jak fale upałów i dotkliwe susze – stają się coraz bardziej przewidywalną częścią współczesnego klimatu.

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor