Dwa lata temu, po tym jak autobus szkolny przewrócił się na autostradzie w Wirginii Zachodniej – co doprowadziło do amputacji nogi u jednego z chłopców i poważnych obrażeń u dwojga innych dzieci – policja szybko ustaliła, że kierowca był nietrzeźwy. Narodowa Rada Bezpieczeństwa Transportu (NTSB) odkryła wówczas coś jeszcze bardziej niepokojącego: prowadzenie autobusów szkolnych pod wpływem środków odurzających nie było problemem odosobnionym.
Nowa propozycja: systemy wykrywające alkohol w autobusach
W czwartek NTSB po raz pierwszy zaleciła wyposażenie wszystkich nowych autobusów szkolnych w urządzenia wykrywające spożycie alkoholu. Technologia miałaby uniemożliwić uruchomienie pojazdu, jeśli urządzenie wykryje, że kierowca może być pod wpływem.
Jak podkreślają eksperci, od osób przewożących dzieci oczekuje się najwyższych standardów bezpieczeństwa. Kierowcy autobusów szkolnych powinni być nie tylko trzeźwi, ale też w pełni skoncentrowani i wypoczęci i prowadzić pojazd w najbardziej bezpieczny sposób.
Nie podano jeszcze dokładnych kosztów wdrożenia takiego rozwiązania, ale podobne systemy – stosowane już wobec osób skazanych za jazdę pod wpływem – kosztują od 75 do 150 dolarów za instalację i około 100 dolarów miesięcznie.
Problem większy, niż się wydaje
Choć dane wskazują, że przypadki prowadzenia autobusów szkolnych pod wpływem alkoholu są stosunkowo rzadkie, to jednak istnieją. Według raportu z 2020 roku, w ciągu pięciu lat co najmniej 118 kierowców autobusów szkolnych zostało oskarżonych o jazdę po alkoholu.
Jednocześnie statystyki pokazują, że alkohol jest czynnikiem w około jednej trzeciej z około 37 000 zgonów w wypadkach drogowych każdego roku. To właśnie dlatego NTSB koncentruje się obecnie na wprowadzeniu skutecznych metod zapobiegania takim sytuacjom.
Federalne organy regulacyjne lub stany mogłyby wymagać tej technologii, ale Kongres musiałby uchwalić przepisy, aby zapewnić jej powszechne przyjęcie. Zalecenie NTSB koncentruje się na alkoholu, a nie na narkotykach, ponieważ ustalono, że to właśnie on był prawdopodobną przyczyną wspomnianego wypadku, a nie ma podobnych testów obejmujących narkotyki, takie jak marihuana. Nie ma również jasnych norm prawnych określających, jaka dawka innych narkotyków jest wystarczająca, aby upośledzić kierowcę.
Bezpieczeństwo dzieci na pierwszym miejscu
Eksperci nie mają wątpliwości, że dzieci dojeżdżające do szkoły należą do najbardziej wrażliwych uczestników ruchu drogowego. Dlatego – jak podkreślają – należy zrobić wszystko, by zwiększyć ich bezpieczeństwo.
Jednocześnie branża transportowa może sprzeciwiać się nowym regulacjom, podobnie jak wcześniej opierała się obowiązkowi instalowania pasów bezpieczeństwa w autobusach szkolnych. Kilka stanów wprowadziło obowiązek stosowania pasów bezpieczeństwa, ale większość autobusów szkolnych ich nie posiada, częściowo dlatego, że autobusy te są już uważane za dość bezpieczne. NTSB stwierdziła jednak, że nawet po zainstalowaniu pasów bezpieczeństwa uczniowie mogą ich nie zapinać. Dlatego jesienią ubiegłego roku, po wypadku w Teksasie, wydała pilne zalecenie, aby okręgi szkolne podjęły kroki w celu zapewnienia ich stosowania.
Autobusy szkolne nadal należą do najbezpieczniejszych
Mimo tych obaw, dane pokazują, że podróż autobusem szkolnym jest stosunkowo bezpieczna. W większości śmiertelnych wypadków z udziałem takich pojazdów giną osoby znajdujące się w innych samochodach, a nie pasażerowie autobusów.
Eksperci podkreślają jednak, że każde dodatkowe zabezpieczenie – takie jak systemy wykrywające alkohol czy pasy bezpieczeństwa – może jeszcze bardziej zmniejszyć ryzyko tragedii.
„Niewielka niedogodność, ogromna korzyść”
Prawnicy i specjaliści ds. bezpieczeństwa wskazują, że wprowadzenie takich systemów nie powinno budzić kontrowersji. Ich zdaniem kierowcy, którzy odpowiadają za życie dzieci, powinni podlegać szczególnej kontroli.
Jak podkreślają, to niewielka niedogodność w porównaniu z potencjalnymi korzyściami – czyli ochroną zdrowia i życia najmłodszych pasażerów.