Rosnące ceny benzyny znów stają się jednym z najbardziej odczuwalnych problemów dla kierowców. Wystarczy kilka wizyt na stacji, by poczuć, że paliwo drożeje. Cofnijmy się więc o ponad pół wieku i porównajmy największe kryzysy paliwowe – po uwzględnieniu inflacji wyniki mogą zaskoczyć. Przy okazji sprawdźmy kto płacił realnie więcej – kierowca w latach 80. czy dziś?
Lata 70. – Embargo, rewolucja i szok naftowy
Dekada lat 70. to czas, kiedy Ameryka po raz pierwszy poczuła, jak krucha może być zależność od ropy. Arabskie państwa skupione w OPEC nałożyły embargo na eksport surowca, a pod koniec dekady wybuchła rewolucja islamska w Iranie. Efekt? Ceny paliwa pięły się w górę przez całe dziesięć lat.
W 1971 roku przeciętny Amerykanin płacił za galon zaledwie 36 centów. Brzmi to teraz śmiesznie tanio, ale po przeliczeniu na dzisiejsze dolary to równowartość $2,96.
Dziesięć lat później, w 1981 roku, sytuacja wyglądała znacznie gorzej: galon kosztował $1,38, co dziś odpowiadałoby astronomicznym $5,18. Co więcej, benzyna nie tylko była droga, ale po prostu jej brakowało. Kolejki przy stacjach, puste dystrybutory i panika wśród kierowców. Dziś, mimo napięć, fizycznej dostępności paliwa na razie nie brakuje.
1990 – Wojna w Zatoce
Wojna w Zatoce Perskiej na początku lat 90. wywołała gwałtowny, choć krótkotrwały wzrost cen. Galon benzyny kosztował wówczas $1,35, co w przeliczeniu na dzisiejsze wartości stanowiło około 3,30 dolara za galon. Gdy tylko sytuacja militarna się ustabilizowała, ceny szybko wróciły do normy.
Ten epizod pokazuje, jak silnie ceny reagują na konflikty, ale też jak szybko mogą wracać do normy, jeśli sytuacja geopolityczna się stabilizuje.
2008 – Wielka recesja i największe wahania
Kryzys finansowy z 2008 roku przyniósł jedne z najbardziej dramatycznych wahań cen paliw. W połowie roku benzyna osiągnęła rekordowy poziom $4,05, co w przeliczeniu na dzisiejsze dolary wynosiło $6,02 za galon. Kilka miesięcy później ceny gwałtownie spadły.
To właśnie ten okres pokazuje, że największe szczyty cen często nie trwają długo – są efektem nagłych napięć rynkowych, które równie szybko mogą się odwrócić.
2022 – Inflacja i inwazja na Ukrainę
Najświeższym rekordem pozostaje rok 2022. Po rosyjskiej inwazji na Ukrainę ceny paliw w USA sięgnęły w czerwcu średnio ponad 5 dolarów za galon. Po uwzględnieniu inflacji to około 5,53 dolara w dzisiejszych realiach. Dla wielu Amerykanów był to moment, w którym tankowanie samochodu zaczęło być poważnym obciążeniem budżetu domowego.
2026 – szybki wzrost, ale bez rekordu
Obecna sytuacja znów wpisuje się w znany schemat: konflikt na Bliskim Wschodzie, ograniczenia podaży i nerwowa reakcja rynków. Jeszcze niedawno średnia cena w USA wynosiła około 2,90 dolara za galon, w tym tygodniu przekroczyła 4 dolary, co oznacza, że do historycznych rekordów wciąż jeszcze trochę brakuje.
Sytuację komplikuje jednak fakt, że Izrael zaatakował irańskie złoże gazu South Pars, a Iran w odwecie uderzył w katarskie instalacje eksportowe LNG, powodując – według QatarGas – zniszczenia, których naprawa zajmie lata. Nawet gdyby konflikt zakończył się natychmiast, ceny nie wrócą tak szybko do wcześniejszych poziomów. Skala zniszczeń sugeruje, że skutki mogą być odczuwalne przez dłuższy czas.
Ale sama cena paliwa to tylko część obrazu.
Realny koszt jazdy – wtedy i dziś
Porównując ceny paliw w różnych dekadach, łatwo przeoczyć jeden ważny element – zużycie paliwa. A to ono w dużej mierze decyduje o tym, ile naprawdę kosztuje przejechanie konkretnego dystansu.
Na początku lat 70. przeciętny samochód w USA przejeżdżał około 12–13 mil na jednym galonie paliwa. Dziś nowe auta osiągają średnio ponad 25 mil na galonie, a więc niemal dwukrotnie więcej. W praktyce oznacza to, że kierowca potrzebuje dziś około połowy paliwa, by pokonać ten sam dystans.
Różnicę dobrze widać na prostym przykładzie. Przejechanie 100 mil w latach 70. wymagało około 8 galonów paliwa. Dziś wystarczy mniej więcej 4 galony. Przy obecnej cenie około 4 dolarów za galon daje to koszt rzędu 16 dolarów. Gdyby jednak zastosować ceny z początku lat 80. po uwzględnieniu inflacji (ponad 5 dolarów za galon), ta sama podróż kosztowałaby ponad 40 dolarów.
Jeszcze ciekawiej robi się przy dłuższych dystansach. Przejazd 300 mil w latach 70. oznaczał zużycie około 24 galonów paliwa. Dziś to około 12 galonów, a w przypadku wielu nowoczesnych modeli jeszcze mniej.
To jednak nie koniec zmian. Coraz większą część rynku stanowią samochody hybrydowe, które potrafią przejechać nawet 45–55 mil na jednym galonie. W ich przypadku pokonanie 100 mil wymaga zaledwie około 2 galonów paliwa. Przy obecnych cenach oznacza to koszt na poziomie 8 dolarów – czyli kilkukrotnie mniej niż w czasach kryzysów naftowych sprzed dekad.
To właśnie dlatego sama cena przy dystrybutorze nie mówi całej prawdy – w przeliczeniu na przejechaną milę dzisiejsi kierowcy często są w lepszej sytuacji niż ich odpowiednicy sprzed lat.
Co dalej?
Historia pokazuje, że ceny paliw są jednym z najbardziej wrażliwych elementów gospodarki – reagują niemal natychmiast na konflikty, decyzje polityczne i zakłócenia dostaw.
Jednocześnie równie często, jak rosną, potrafią też spadać. Na razie daleko nam do rekordu z 2022 roku, a po uwzględnieniu inflacji – do szczytu z 2008 roku, który pozostaje historycznym maksimum. Na razie. Bo historia pokazuje, że na rynku paliw nic nie jest pewne.
na podst. gasprices.aaa.com, oilprice.com, thehill.com, bloomberg