----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

09 kwietnia 2026

Udostępnij znajomym:

Aresztowania imigrantów, którzy nie zostali skazani za przestępstwo, wzrosły w Stanach Zjednoczonych o 770 procent w okresie ostatniego roku — wynika z analizy opublikowanej we wtorek przez Deportation Data Project przy Uniwersytecie Kalifornijskim w Berkeley.

Autorzy raportu wskazują, że wzrost ten jest bezpośrednio związany z gwałtownym zwiększeniem liczby tzw. aresztowań ulicznych, czyli zatrzymań prowadzonych poza więzieniami i aresztami.

Łączna liczba aresztowań dokonywanych przez ICE wzrosła ponad czterokrotnie. Transfery zatrzymanych z aresztów i zakładów karnych mniej więcej się podwoiły, natomiast liczba aresztowań ulicznych zwiększyła się o ponad 1000 procent. Do zatrzymań dochodziło w dzielnicach mieszkalnych, przed budynkami sądów imigracyjnych, a także podczas rutynowych wizyt w biurach terenowych ICE.

Jak podkreślają autorzy analizy, aresztowania przeprowadzane poza systemem więziennictwa na taką skalę są zjawiskiem nowym. W obu kategoriach ICE znacznie rzadziej koncentruje się na osobach z wyrokami skazującymi niż wcześniej.

Analiza opiera się na danych uzyskanych w drodze pozwu złożonego na podstawie ustawy o wolności informacji (Freedom of Information Act). Zestawienie obejmuje aresztowania dokonane do 10 marca bieżącego roku.

„Od dawna wiadomo, że ICE prowadzi szeroko zakrojoną kampanię aresztowań, ale mniej mówi się o tym, że wraz ze wzrostem liczby zatrzymań osób, które mogłyby wygrać swoje sprawy i pozostać w USA, rośnie też odsetek przypadków kończących się deportacją” — powiedział David Hausman, współdyrektor Deportation Data Project i adiunkt prawa na UC Berkeley. „Jednym z kluczowych czynników jest to, że zatrzymanie skłania wiele osób do rezygnacji z walki o swój status prawny”.

Z danych wynika również, że liczba deportacji osób przebywających już na terytorium Stanów Zjednoczonych — w odróżnieniu od migrantów zatrzymywanych na granicy — wzrosła pięciokrotnie. Autorzy raportu wiążą to zarówno ze zwiększeniem liczby miejsc w ośrodkach detencyjnych, jak i ze spadkiem liczby zwolnień.

Administracja ponad czterokrotnie zwiększyła liczbę miejsc wykorzystywanych do przetrzymywania osób zatrzymanych na terenie kraju. Było to możliwe dzięki dodatkowemu finansowaniu oraz mniejszej liczbie zatrzymań na granicy, co zwolniło wcześniej zajmowane miejsca.

Wzmożona aktywność służb imigracyjnych nie ograniczyła się przy tym do miast rządzonych przez Demokratów, takich jak Los Angeles, Chicago czy Minneapolis, choć to właśnie tam przeprowadzono najgłośniejsze operacje. Graeme Blair, profesor politologii na UCLA i współdyrektor projektu, podkreślił, że nawet w szczytowym momencie działań w Minneapolis lokalne aresztowania stanowiły jedynie około 15 procent wszystkich zatrzymań ulicznych w kraju.

Departament Homeland Security (DHS) odrzucił wnioski raportu, zarzucając jego autorom selektywne dobieranie danych i tworzenie fałszywej narracji. Według przedstawiciela departamentu 70 procent aresztowań ICE dotyczy tzw. przestępczych nielegalnych imigrantów, w tym członków gangów i sprawców poważnych przestępstw. Rzecznik nie przedstawił jednak danych potwierdzających tę liczbę — wcześniej agencja informowała jedynie, że chodzi o osoby skazane lub takie, którym postawiono zarzuty. DHS podkreśla także, że samo nielegalne przekroczenie granicy stanowi przestępstwo federalne, choć w praktyce zatrzymywane były również osoby, które wjechały do USA legalnie. Resort zakwestionował ponadto metodologię raportu, twierdząc, że wykorzystane dane nie zostały odpowiednio zweryfikowane ani osadzone w szerszym kontekście.

W odpowiedzi Deportation Data Project zaznaczył, że analizowane informacje pochodzą bezpośrednio od ICE i zostały przekazane w ramach postępowania o udostępnienie informacji publicznej.

„To własne dane ICE dotyczące tego, kto jest aresztowany, przetrzymywany i deportowany” — podkreślili autorzy. Dodali również, że każdy etap analizy został szczegółowo udokumentowany i udostępniony publicznie.

Raport jest kontynuacją wcześniejszego opracowania obejmującego pierwsze dziewięć miesięcy drugiej kadencji Donalda Trumpa. Już wtedy wskazywano, że wzrost liczby aresztowań ulicznych prowadzi do gwałtownego zwiększenia liczby deportacji osób przebywających w Stanach Zjednoczonych — w tym w coraz większym stopniu osób wcześniej nieskazanych — ponad czterokrotnie w stosunku do wcześniejszego okresu.

Granica a wnętrze kraju – dwie różne statystyki

W debacie publicznej często pojawia się porównanie, że za poprzednich administracji deportacji było więcej niż obecnie. Problem w tym, że zestawiane są dane, które nie zawsze oznaczają to samo. W poprzednich latach duża część statystyk dotyczyła działań na granicy — osób zatrzymywanych przy próbie wjazdu i szybko wydalanych z kraju. To właśnie te przypadki w największym stopniu podnosiły ogólne liczby deportacji.

Dziś dostępne dane są mniej jednoznaczne i trudniejsze do bezpośredniego porównania. W zależności od źródła pojawiają się różne wartości, ale nie zawsze wiadomo, czy obejmują one wyłącznie formalne deportacje, czy także wydalenia z granicy i inne procedury. Jednocześnie wyraźnie zmienia się charakter działań: gwałtownie rośnie liczba zatrzymań dokonywanych wewnątrz kraju — w miastach, sądach imigracyjnych czy podczas obowiązkowych wizyt w urzędach — a wśród zatrzymywanych coraz większy odsetek, szacowany na 60–70 procent, stanowią osoby wcześniej nieskazane.

Równolegle pojawiają się sygnały dotyczące kosztów tej polityki — w tym rosnącej liczby zgonów w ośrodkach detencyjnych, bardzo wysokiej liczby osób zaginionych po aresztowaniu czy kontrowersji wokół sposobu prowadzenia zatrzymań.

W efekcie porównywanie samych liczb deportacji między administracjami niewiele mówi o rzeczywistej skali działań.

źródła: Deportation Data Project (UC Berkeley), U.S. Immigration and Customs Enforcement, Department of Homeland Security, TRAC Reports (Syracuse University), Migration Policy Institute, Reuters, The Guardian

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor