Prezydent USA Donald Trump ogłosił w czwartek nagłe odwołanie prokurator generalnej Pam Bondi, kończąc jej burzliwą, trwającą nieco ponad rok kadencję na czele Departamentu Sprawiedliwości. Decyzję przekazał w swoich mediach społecznościowych, podkreślając jej lojalność i zasługi, ale jednocześnie zapowiadając zmianę na jednym z kluczowych stanowisk w administracji.
„Pam Bondi jest wielką amerykańską patriotką i lojalną przyjaciółką” – napisał Trump, dziękując jej za pracę i zapowiadając, że wkrótce obejmie „ważną rolę w sektorze prywatnym”.
Obowiązki prokuratora generalnego tymczasowo przejmie jej zastępca, Todd Blanche – prawnik, który jeszcze niedawno był osobistym adwokatem Trumpa w jego sprawach karnych.
Oficjalne pochwały, nieoficjalne napięcia
Choć komunikat prezydenta utrzymany był w ciepłym tonie, kulisy decyzji wskazują na narastające od miesięcy napięcia. Kadencja Bondi od początku budziła kontrowersje – zarówno wśród przeciwników politycznych Trumpa, jak i w jego własnym zapleczu.
Była prokurator generalna Florydy uchodziła za jedną z najbardziej lojalnych sojuszniczek prezydenta. Jednak – jak podkreślają media – lojalność nie wystarczyła, by utrzymać się na stanowisku w obliczu rosnącej presji politycznej i serii problemów wizerunkowych.
Cień sprawy Epsteina
Największym obciążeniem dla Bondi okazała się sprawa akt dotyczących Jeffreya Epsteina – finansisty i przestępcy seksualnego, którego śmierć w 2019 roku do dziś budzi ogromne emocje.
Bondi znalazła się pod ostrzałem po tym, jak zorganizowała w Białym Domu spotkanie dotyczące dokumentów Epsteina, które nie przyniosło oczekiwanych nowych informacji. Dodatkowo wywołała kontrowersje, sugerując publicznie istnienie tzw. listy klientów Epsteina – czemu później zaprzeczył sam Departament Sprawiedliwości.
Sprawa szybko przerodziła się w polityczny problem, szczególnie wśród konserwatywnej bazy wyborców Trumpa, dla której temat Epsteina pozostaje jednym z najbardziej drażliwych.
Krytyczne uwagi pojawiły się nawet w najbliższym otoczeniu prezydenta. Susie Wiles, szefowa personelu Białego Domu, przyznała w jednym z wywiadów, że Bondi „nie doceniła znaczenia tej sprawy dla kluczowych wyborców”.
Problemy w sądach i presja polityczna
To jednak nie był jedyny problem. Pod kierownictwem Bondi Departament Sprawiedliwości odnotował serię porażek w sądach, zwłaszcza w sprawach przeciwko osobom postrzeganym przez Trumpa jako polityczni przeciwnicy.
Prokuratorzy wielokrotnie nie byli w stanie skutecznie przeprowadzić postępowań, co podważało wiarygodność całej instytucji. Powszechne stały się zarzuty, że resort stał się narzędziem walki politycznej, a nie niezależnym organem ścigania.
Równolegle rosła presja ze strony Kongresu. Komisja Nadzoru Izby Reprezentantów rozpoczęła ponadpartyjne śledztwo w sprawie dokumentów Epsteina i przegłosowała wezwanie Bondi do złożenia zeznań, co było rzadkim przypadkiem wsparcia takiego ruchu przez część republikanów.
Kolejna dymisja w krótkim czasie
Zaledwie kilka tygodni wcześniej prezydent usunął ze stanowiska sekretarz bezpieczeństwa wewnętrznego Kristi Noem.
To sygnał, że Biały Dom wchodzi w okres intensywnych przetasowań personalnych – potencjalnie przygotowując się do kolejnego etapu politycznego, w którym lojalność i skuteczność mają być jeszcze bardziej rygorystycznie oceniane.
Kto przejmie Departament Sprawiedliwości?
Na razie pozostaje on pod kierownictwem tymczasowym. Według nieoficjalnych informacji jednym z rozważanych kandydatów na stałego następcę Bondi jest Lee Zeldin, obecny szef Agencji Ochrony Środowiska.
Biały Dom nie potwierdził jednak tych doniesień.
Nowy p.o. prokuratora generalnego, Todd Blanche, obejmuje stanowisko w momencie szczególnie trudnym dla Departamentu Sprawiedliwości. Kryzys zaufania – zarówno w związku ze sprawą Epsteina, jak i politycznymi sporami wokół działań prokuratury – stawia przed nim poważne wyzwania.
Nie jest jasne, czy zmiana na stanowisku oznacza również zmianę kursu Departamentu Sprawiedliwości. W najbliższym czasie można spodziewać się kolejnych decyzji i doprecyzowania kierunku działań.