Coraz wyraźniej widać zmianę, która jeszcze kilka lat temu wydawała się mało prawdopodobna – dziś to kobiety są główną siłą napędową rynku pracy w Stanach Zjednoczonych. Jednocześnie coraz częściej pojawia się pytanie: co dzieje się z mężczyznami i dlaczego nie korzystają z tych zmian w podobnym stopniu?
Już w 2016 roku ekonomistka Betsey Stevenson zwracała uwagę, że próby przywracania dawnych miejsc pracy – szczególnie w przemyśle – mogą okazać się ślepą uliczką. Jej zdaniem zamiast tego należałoby zachęcać mężczyzn do podejmowania pracy w zawodach, które dotąd były postrzegane jako „kobiece”. Dziś, po niemal dekadzie, jej słowa nabierają jeszcze większego znaczenia.
Od dziesięcioleci uwaga skupiała się na wprowadzaniu większej liczby kobiet do dziedzin zdominowanych przez mężczyzn. Niektóre z tych działań okazały się bardziej skuteczne niż inne. Jednak teraz, gdy zdecydowana większość nowych miejsc pracy przypada kobietom, staje się jasne, że pomocy potrzebują również mężczyźni.
W połowie lat 70. XX wieku kobiety zajmowały około 40% miejsc pracy w USA – nie wliczając w to pracy w rolnictwie ani samozatrudnienia. Do początku lat 2000. udział kobiet w rynku pracy wzrósł do poziomu nieco poniżej połowy. Od tamtego czasu utrzymuje się on w tych okolicach, przekraczając próg 50% zaledwie kilkukrotnie – między innymi podczas Wielkiej Recesji, tuż przed pandemią COVID-19, a także obecnie.
Ta równowaga maskuje jednak znaczące postępy, jakie kobiety poczyniły ostatnio na rynku pracy. Spośród 369 tysięcy nowych miejsc pracy powstałych od początku drugiej kadencji Donalda Trumpa aż 348 tysięcy przypadło kobietom. Mężczyźni objęli jedynie 21 tysięcy z nich. Oznacza to, że kobiety zdobyły niemal 17 razy więcej nowych etatów.
Za tę zmianę w dużej mierze odpowiada dynamiczny rozwój sektora ochrony zdrowia. To właśnie tam powstała ogromna liczba nowych miejsc pracy, a kobiety stanowią w tej branży blisko 80 procent zatrudnionych. W ciągu ostatniego roku tylko ten sektor stworzył więcej miejsc pracy, niż wyniósł ogólny bilans całej gospodarki, kompensując spadki w innych obszarach.
Problem polega na tym, że mężczyźni wciąż rzadko decydują się na pracę w tych dziedzinach. Jak zauważa Stevenson, wielu z nich silnie utożsamia się z konkretnym zawodem, co utrudnia zmianę ścieżki kariery – zwłaszcza jeśli oznaczałoby to wejście do branży zdominowanej przez kobiety.
Tymczasem polityczny nacisk nadal kładziony jest na odbudowę przemysłu. Donald Trump wielokrotnie podkreślał, że to produkcja ma być fundamentem siły gospodarczej kraju. Choć w marcu sektor ten odnotował niewielki wzrost zatrudnienia, nadal ma o dziesiątki tysięcy miejsc pracy mniej niż na początku jego kadencji. Eksperci wskazują, że nawet znaczący rozwój przemysłu nie wystarczy, by zapewnić zatrudnienie wszystkim mężczyznom szukającym pracy.
Coraz więcej ekonomistów zwraca uwagę, że problem nie leży wyłącznie w liczbie dostępnych miejsc pracy, ale także w ich strukturze. Richard Reeves z American Institute for Boys and Men podkreśla, że przez lata skupiano się na zwiększaniu udziału kobiet w zawodach technicznych i naukowych. Efekty tych działań są dziś widoczne. Jednak podobne wysiłki nie zostały podjęte w drugą stronę – by zachęcić mężczyzn do pracy w edukacji, opiece zdrowotnej czy pracy socjalnej.
Zdaniem ekspertów potrzebne są konkretne programy i polityki, które otworzą te sektory także na mężczyzn. Nie chodzi wyłącznie o wyrównanie statystyk, ale o dostosowanie rynku pracy do realnych trendów gospodarczych. Jeśli to właśnie w tych branżach powstają nowe miejsca pracy, ich dostępność powinna być równa dla wszystkich.
Pojawiają się też propozycje zmiany sposobu, w jaki mówi się o tych zawodach. Stevenson sugeruje, że niektóre role – na przykład w opiece zdrowotnej – można przedstawiać jako wymagające siły fizycznej czy odpowiedzialności, co może lepiej trafiać do mężczyzn. Podobnie w edukacji podkreśla się potrzebę męskich wzorców dla dzieci. To podejście budzi kontrowersje, ale jego celem jest przełamanie stereotypów, które wciąż wpływają na wybory zawodowe.
Jednocześnie eksperci podkreślają, że sukces kobiet na rynku pracy nie oznacza końca problemów. Nadal istnieją bariery, które utrudniają im awans i przyczyniają się do utrzymującej się luki płacowej. Z drugiej strony część mężczyzn coraz częściej pozostaje poza rynkiem pracy, nie widząc dla siebie miejsca w zmieniającej się gospodarce.
Stevenson nie chciałaby, aby ludzie wyciągnęli wniosek, że wszystko jest już w porządku tylko dlatego, że kobiety zajmują obecnie w pracy pozycje liderów. „Wiemy, że wciąż istnieje dyskryminacja, która hamuje rozwój ludzi” – mówi.
W przypadku kobiet – jak zauważa – dyskryminacja ta może uniemożliwiać im uzyskanie awansu, na który zasługują, przyczyniając się tym samym do pogłębiania luki płacowej między płciami. Dla mężczyzn z kolei może to oznaczać pozostawanie na marginesie, ponieważ są przekonani, że we współczesnej gospodarce nie ma dla nich miejsca.„Sądzę, że możemy wykorzystać ten moment, aby uświadomić sobie, iż dyskryminacja czy segregacja zawodowa… to zjawiska, które szkodzą nam wszystkim – nie tylko jednej, wąskiej grupie”.
To pokazuje, że wyzwania rynku pracy nie dotyczą jednej grupy. Zmiany strukturalne, stereotypy zawodowe i nierówności w dostępie do pracy wpływają na wszystkich. Obecna sytuacja może być więc nie tylko sygnałem ostrzegawczym, ale też okazją do przemyślenia, jak powinien wyglądać bardziej zrównoważony i otwarty rynek pracy w przyszłości.