----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

02 kwietnia 2026

Udostępnij znajomym:

Sprawa nowego stadionu Chicago Bears ciągnie się już od kilku lat, ale właśnie wchodzi w etap, który może wreszcie przynieść rozstrzygnięcie. Przyszłość klubu rozstrzyga się między Illinois a Indianą - i wszystko wskazuje na to, że najbliższe tygodnie będą decydujące.

W grze pozostały już tylko dwie realne lokalizacje: Arlington Heights w Illinois oraz Hammond w stanie Indiana. Obie – jak podkreślają władze klubu – są „doskonałe”, ale żadna nie daje jeszcze tego, czego Bears potrzebują najbardziej, czyli gotowej, konkretnej oferty.

Jak przyznał szef klubu George McCaskey, sytuacja jest wciąż zawieszona, bo na razie nie ma umowy do rozważenia.
To właśnie dlatego całe przedsięwzięcie przypomina przeciąganie liny – obie strony (Illinois i Indiana) starają się stworzyć jak najlepsze warunki, a Bears czekają, aż któraś propozycja okaże się wystarczająco konkretna i korzystna.

W Indianie przyjęto już przepisy umożliwiające powołanie specjalnej agencji stadionowej, która mogłaby finansować i przygotować teren. W Illinois z kolei kluczowe pozostają kwestie podatkowe i wsparcie infrastrukturalne, które według szacunków może kosztować ponad 800 mln dolarów.

Czas goni

Jeszcze rok temu prezes klubu Kevin Warren mówił o wbiciu pierwszej łopaty już w 2025 roku. Ten plan jest dziś nieaktualny. Projekt wyraźnie się opóźnił, a koszty – jak sam przyznaje – rosną z każdym miesiącem.

Teraz pojawiła się jednak nowa, bardziej konkretna deklaracja: decyzja ma zapaść „późną wiosną lub na początku lata”. To pierwszy raz od dawna, gdy klub wyznacza tak wyraźne ramy czasowe.

Nie jest to przypadek. Presja rośnie – także ze strony ligi. Komisarz NFL Roger Goodell wprost podkreślił, że sprawa powinna zostać rozwiązana stosunkowo szybko, wskazując, że obecny stadion – Soldier Field – nie spełnia już standardów nowoczesnych obiektów NFL.

Biznes, nie polityka?

Oficjalnie Bears podkreślają, że nie traktują sprawy jako politycznej gry, lecz jako decyzję biznesową. W praktyce jednak to właśnie polityka i decyzje władz stanowych będą decydujące.

Klub jasno mówi o potrzebie długoterminowej przewidywalności podatkowej. Bez niej nie da się zaplanować inwestycji wartej co najmniej 2 miliardy dolarów.

Co istotne, Bears deklarują, że te 2 miliardy dolarów pokryją sami – choć, jak przyznał McCaskey, pieniądze będą musieli pożyczyć. To największe ryzyko finansowe w historii rodziny właścicieli, ale nie wpłynie ono podobno na budżet sportowy drużyny.

Arlington Heights czy Hammond?

Obie lokalizacje mają swoje atuty. Arlington Heights to teren należący już do Bears – 326 akrów po dawnym torze wyścigowym. To rozwiązanie bliższe tradycyjnemu, „chicagowskiemu” kierunkowi.

Z kolei Hammond oferuje nieco większy obszar (ok. 340 akrów) i bardziej elastyczne podejście władz stanowych. Wciąż jednak wymaga dokładnej analizy infrastruktury i uwarunkowań środowiskowych.

Jeszcze kilka tygodni

Najbliższe tygodnie będą decydujące. Illinois ma czas na działania legislacyjne do końca wiosennej sesji, Indiana przyspiesza własne przygotowania. Bears natomiast czekają, ale nie w nieskończoność.

Klub jasno daje do zrozumienia, że najpierw musi pojawić się konkretna oferta, dopiero potem zapadnie decyzja. A gdy ta już się pojawi, wybór może być szybki.

Po latach analiz, negocjacji i zmieniających się planów wszystko wskazuje na to, że rozwiązanie sprawy jest bliskie.

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor