Tygodnik Polonijny Monitor wersja cyfrowa
----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Noc Kupały, Świętojanki, Sobótki w Wielkopolsce nazywane także magiczną nocą, kojarzą się nierozłącznie z wiosennym przesileniem i nadejściem lata. Związane z nimi zwyczaje i obrzędy splatały się i wzajemnie przenikały na przestrzeni wieków. Celebracja powitania lata na ziemiach polskich sięga jeszcze okresu przedchrześcijańskiego. Ludzie gromadzili się na otwartych przestrzeniach, najczęściej na leśnych polanach i wzgórzach, aby szukać kwiatu paproci, bawić się, palić ogniska i odprawiać różnego rodzaju obrzędy i wróżby mające przynieść szczególnie młodym ludziom szczęście i powodzenie w miłości. W starych obrzędach magiczną wręcz moc przypisywano ogniowi. Rozpalano obrzędowe ogniska nazywane sobótkami. Do tych ognisk wrzucano zioła. Młodzieńcy popisywali się sprawnością skacząc przez ogień.

Do tych tradycji starają się odwoływać wolontariusze fundacji You Can Be My Angel, którzy w minioną niedzielę na terenie stadniny Piotra Balewendera „Pistakee Bay” w McHenry po raz szósty zorganizowali polonijne Świętojanki, charytatywną imprezę, z której dochód przeznaczany jest na pomoc dzieciom chorym na neuroblastomę. Leczenie tej postaci raka nie jest w Polsce refundowane. Koszt terapii w Niemczech wynosi około 400 tysięcy dolarów.

„Celem tegorocznych Świętojanek jest uzbieranie pieniędzy dla małego Marcelka, który ma półtora roku i mieszka w Koninie. Jak wszyscy nasi podopieczni choruje na raka. Potrzebuje bardzo dużo pieniędzy, aby udać się na kosztowne leczenie do kliniki w Niemczech” – powiedziała przed rozpoczęciem imprezy prezes fundacji Katarzyna Romanowska. Po blisko siedmiu godzinach wspólnej zabawy obfitującej w wiele gier, konkursów, występów i pokazów okazało się, że konto Marcela wzbogaciło się o 65 tysięcy dolarów.

Ma w tym dziele swój udział zarówno liczna publiczność, która pomimo niezbyt dobrych prognoz pogody licznie przybyła do stadniny, jak i blisko stuosobowa grupa wolontariuszy czuwających nad zorganizowaniem i przeprowadzeniem jubileuszowej imprezy oraz sponsorów. W programie były liczne występy, koncerty, licytacje, gry, zabawy. Kuchnia serowała smaczne potrawy i zimne piwo. Oczywiście nie mogło zabraknąć ceremonii puszczania wianków i balonów do nieba.

Dużym zainteresowaniem cieszyły się prowadzone przez Sławomira Rachmacieja licytacje przekazanych na konto fundacji darów. Wręczone osobiście przez konsula generalnego RP Piotra Janickiego jego autorskie zdjęcie krakowskiego rynku znalazło nabywcę za 410 dolarów. Cenę 3,700 dolarów uzyskał tysiąc dolarowy banknot. Tylko dwieście dolarów mniej zapłacił nabywca zdjęcia przedstawiającego rączego rumaka, hokejowe akcesoria gracza NHL powiększyły konto o 3,300 dolarów, a dwa i pół tysiąca „zielonych” wyłożył nabywca obrazu anioła. Za tyle samo „poszedł” rower.

W części artystycznej gromkie brawa za swój występ zebrała świetna wokalistka młodego pokolenia „Kaeyra” – Karolina Baran. Na piknikowej estradzie pojawili się również: Eliza Idec, grupa muzyczna „Snopek”, saksofonista Łukasz Jarosiński, dzieci i opiekunowie z przedszkola „Wyspa dzieci”, DJ Bartoszcze oraz tancerze Zespołu Pieśni i Tańca Polonia. Wiele emocji wzbudził udział w rodeo. Okazało się, że próba utrzymania się w siodle na przyrządzie przypominającym byka nie należała do łatwych, ale dzieciom wiodło się lepiej niż dorosłym, gdyż udawało im się przetrwać nawet kilkadziesiąt sekund. Równie gorąco publiczność reagowała na rywalizację biegową ojców z dziećmi niesionymi „na barana”. Na zwycięzców czekała kultowa lodówka. Oblegane były stanowiska wicia wianków i malowania twarzy. Cały czas kolejka chętnych ustawiała się do jazdy konnej. Panowie chętnie gromadzili się przy miejscu, gdzie zaparkowały auta z okresu PRL-u. Na trawie pojawił się również żółty model Lamborghini. W piknikowej kuchni uwijało się jak w ukropie kilkudziesięciu wolontariuszy serwując placki ziemniaczane, frytki, kiełbaski, pierogi i inne przysmaki z zimnym piwem włącznie.

„Dzięki zaangażowaniu fundacyjnych wolontariuszy oraz pomocy ze strony osób skupionych wokół właściciela stadniny, a także licznej grupy ludzi, którzy spontanicznie postanowili nam pomóc przy ustawianiu wszelkiego rodzaju sprzętu oraz obsłudze festiwalowych stanowisk udało nam się sprawnie całość przeprowadzić. Na szczęście nie było deszczu, którego wszyscy się obawiali i impreza połączona z obchodami „Dnia Ojca” bardzo się udała” – podsumowała jubileuszowe Świętojanki wiceprezes fundacji Małgorzata Pachota.

Nad dostępem do terenu stadniny czuwali Norbert Garczyński, Grzegorz Koszarek i Katarzyna Sanajko.

Tekst i zdjęcia: Andrzej Baraniak

----- Reklama -----

Udostępnij swoim znajomym:

Komentarze (0)

Bądź pierwszy, który podzieli się swoimi wrażeniami.

Skomentuj

  1. Zapraszamy do wygodnego komentowania naszych treści, bez logowania czy własnego konta.
Załączniki (0 / 3)
Share Your Location