----- Reklama -----

Ogłoszenia, felietony, informacje Polonijne - Tygodnik Monitor

26 marca 2026

Udostępnij znajomym:

Zadłużenie Stanów Zjednoczonych przekroczyło 39 bilionów dolarów, a roczne koszty jego obsługi sięgają już ponad biliona. Dla porównania: pierwszy bilion dolarów długu federalnego został przekroczony dopiero na początku lat 80., za prezydentury Ronalda Reagana — po niemal dwóch stuleciach funkcjonowania państwa. Dziś podobna kwota pojawia się w budżecie w ciągu kilku miesięcy, głównie jako koszt odsetek od już istniejącego zadłużenia.

Dług publiczny to suma wszystkich zobowiązań rządu federalnego, wynikających z wcześniejszych pożyczek. Powstaje on w wyniku deficytów budżetowych, czyli sytuacji, w której państwo wydaje więcej, niż uzyskuje z podatków i innych dochodów. W odróżnieniu od deficytu — który dotyczy jednego roku — dług jest efektem ich kumulacji w czasie. Rząd finansuje go poprzez emisję obligacji, kupowanych zarówno przez inwestorów prywatnych, instytucje finansowe, jak i inne państwa oraz fundusze publiczne, w tym amerykańskie programy emerytalne.

Skala zadłużenia i tempo jego wzrostu coraz częściej pojawiają się w debacie publicznej. Przewodniczący Komisji Budżetowej Izby Reprezentantów, republikański kongresmen Jodey Arrington z Teksasu, zwraca uwagę na historyczny kontrast: „Zajęło nam mniej więcej 200 lat, żeby zgromadzić pierwszy bilion długu. Teraz dokładamy go w ciągu kilku miesięcy”.

Koszty rosną szybciej niż sam dług

Według najnowszych danych w roku fiskalnym 2025 rząd federalny zapłacił około 1,22 biliona dolarów samych odsetek od długu. To więcej niż całoroczny budżet na obronność. W bieżącym roku fiskalnym wydatki na ten cel przekroczyły już 520 miliardów dolarów. Prognozy Kongresowego Biura Budżetowego (CBO) wskazują, że do 2036 roku roczne koszty obsługi długu mogą wzrosnąć do około 2,1 biliona dolarów.

Arrington przelicza skalę zadłużenia na bardziej obrazowy sposób, wskazując, że na jednego mieszkańca przypada dziś równowartość około 530 tysięcy dolarów długu federalnego. Takie ujęcie nie oznacza indywidualnego zobowiązania w sensie prawnym, ale pokazuje, jak duża jest suma zobowiązań państwa w relacji do liczby obywateli.

Ostrzeżenia z polityki i biznesu

Zaniepokojenie sytuacją finansów publicznych nie ogranicza się do polityków. Jamie Dimon, szef JPMorgan Chase, oraz Ray Dalio, założyciel funduszu Bridgewater Associates, od lat wskazują na ryzyko wynikające z rosnącego zadłużenia i kosztów jego obsługi. Przewodniczący Rezerwy Federalnej Jerome Powell mówił z kolei o potrzebie „poważnej rozmowy” na temat długoterminowej stabilności finansów publicznych.

Nie ma jednak zgody co do tego, jak ograniczyć tempo zadłużania się państwa. Komitet ds. Odpowiedzialnego Budżetu Federalnego (CRFB) proponuje, aby deficyt budżetowy został obniżony do poziomu około 3 procent produktu krajowego brutto. Obecnie wynosi on mniej więcej 6 procent. Takie podejście popierają przedstawiciele obu partii, skupieni m.in. w ponadpartyjnym Bipartisan Fiscal Forum.

Konstytucja jako narzędzie dyscypliny

Arrington proponuje rozwiązanie bardziej radykalne. Jego zdaniem dotychczasowe mechanizmy okazały się niewystarczające, a Kongres nie jest w stanie podjąć działań odpowiadających skali problemu. W związku z tym postuluje zwołanie konwentu stanów na podstawie Artykułu V Konstytucji USA. Taka procedura umożliwiłaby przyjęcie poprawki zobowiązującej rząd federalny do większej dyscypliny fiskalnej. Wymagałoby to jednak szerokiego poparcia — najpierw dwóch trzecich legislatur stanowych, a następnie ratyfikacji przez trzy czwarte stanów.

Przepisy na odchudzenie długu

Różne podejścia do ograniczenia zadłużenia pojawiały się także w przeszłości. Administracja Baracka Obamy powołała ponadpartyjną Komisję Simpsona–Bowlesa, która zaproponowała m.in. ograniczenie wydatków uznaniowych, reformę systemu podatkowego oraz zmiany w finansowaniu opieki zdrowotnej. Rekomendacje te nie zostały jednak w pełni wdrożone.

Donald Trump proponował z kolei rozwiązania mniej konwencjonalne. Jednym z nich był pomysł tzw. „Złotej Karty” — specjalnej wizy dla zamożnych imigrantów, którzy byliby gotowi zapłacić 5 milionów dolarów za prawo stałego pobytu i ścieżkę do obywatelstwa. Według jego szacunków sprzedaż miliona takich wiz mogłaby przynieść 5 bilionów dolarów wpływów. Wśród źródeł dodatkowych dochodów wskazywane są także cła, które mają częściowo rekompensować skutki obniżek podatków.

Ekonomiści podchodzą do takich pomysłów z ostrożnością, choć niektórzy zwracają uwagę, że zwiększanie dochodów państwa — nawet w nietypowy sposób — może mieć wpływ na tempo narastania długu. Profesor Wharton School Joao Gomes zauważał, że tego typu działania zmieniają perspektywę dyskusji, choć nie rozwiązują problemu w całości.

Większa wrażliwość gospodarki

Rosnące zadłużenie nie oznacza automatycznie kryzysu, ale zwiększa wrażliwość finansów publicznych na zmiany stóp procentowych i sytuację gospodarczą. Im wyższe oprocentowanie długu, tym większa część budżetu musi być przeznaczana na jego obsługę, co ogranicza możliwości finansowania innych wydatków — od infrastruktury po programy społeczne.

Dyskusja o długu publicznym w Stanach Zjednoczonych sprowadza się dziś do kilku pytań: jak szybko ograniczyć tempo jego wzrostu, jakie narzędzia są politycznie możliwe do wprowadzenia i jakie koszty tych decyzji poniosą kolejne pokolenia.

----- Reklama -----

KD MARKET 2026

----- Reklama -----

Zobacz nowy numer Gazety Monitor
Zobacz nowy numer Gazety Monitor